Czasem pewne chwile tak trudno opisać, nie znajduję słów, wystukuję kilka znaków, a potem zaraz kasuję i tak w kółko. Długo i nie pierwszy raz zastanawiałam się dlaczego napisanie o czymś, co sprawiło mi tyle radości, czasami idzie mi tak opornie.
A to przecież takie oczywiste… Ja tak naprawdę wcale nie chcę o tym opowiedzieć… To znaczy chcę i nie chcę, toczę walkę sama z sobą. A potem myślę sobie, że jednak lepiej zachować, zatrzymać tylko dla mnie, ślad zostawić na kartkach moich notesów, żeby nikt nie zabrał, nie zepsuł, żeby czar nie zgasł...
Będę enigmatyczna…
Sceneria to świat zaczarowany, świat jak magiczny ogród i wcale nie ma w tym przesady, z dywanami prymulek i fiołków, z potokiem krętym, gdzie woda kaskadami przyspiesza, z plątaniną korzeni wybebeszonych na wierzch jak nagie jelita, z pniami od mchu zielonymi i z domem kamiennym na końcu drogi, gdzie kamień trzyma się kamienia ostatkiem sił...
A w tym wszystkim tłumione przez wodę pobrzmiewają słowa, miesza się przeszłość z tym co dziś, za nimi galopują plany na to co jutro, za tydzień, kiedyś. Mówimy tym samym językiem, wyposażono nas w tą samą wrażliwość. To dlatego dzień jest taki niezwykły.
A ten dzień ma zapach wykluwającej się zieleni, młodych pokrzyw i mchu, ma smak pasty z gorgonzolą i chłodnego prosecco, które tańczy bąbelkami na języku. Marcowy wtorek ma w sobie świeżość, tą samą która skrzy się w spojrzeniu Ellen.
WRAŻLIWOŚĆ to po włosku SENSIBILITA' (wym. sensibilita)





