codzienność

Enigmatycznie

środa, marca 22, 2017


Czasem pewne chwile tak trudno opisać, nie znajduję słów, wystukuję kilka znaków, a potem zaraz kasuję i tak w kółko. Długo i nie pierwszy raz zastanawiałam się dlaczego napisanie o czymś, co sprawiło mi tyle radości, czasami idzie mi tak opornie. 
A to przecież takie oczywiste… Ja tak naprawdę wcale nie chcę o tym opowiedzieć… To znaczy chcę i nie chcę, toczę walkę sama z sobą. A potem myślę sobie, że jednak lepiej zachować, zatrzymać tylko dla mnie, ślad zostawić na kartkach moich notesów, żeby nikt nie zabrał, nie zepsuł, żeby czar nie zgasł...


Będę enigmatyczna… 
Sceneria to świat zaczarowany, świat jak magiczny ogród i wcale nie ma w tym przesady, z dywanami prymulek i fiołków, z potokiem krętym, gdzie woda kaskadami przyspiesza, z plątaniną korzeni wybebeszonych na wierzch jak nagie jelita, z pniami od mchu zielonymi i z domem kamiennym na końcu drogi, gdzie kamień trzyma się kamienia ostatkiem sił...


A w tym wszystkim tłumione przez wodę pobrzmiewają słowa, miesza się przeszłość z tym co dziś, za nimi galopują plany na to co jutro, za tydzień, kiedyś. Mówimy tym samym językiem, wyposażono nas w tą samą wrażliwość. To dlatego dzień jest taki niezwykły.


A ten dzień ma zapach wykluwającej się zieleni, młodych pokrzyw i mchu, ma smak pasty z gorgonzolą i chłodnego prosecco, które tańczy bąbelkami na języku. Marcowy wtorek ma w sobie świeżość, tą samą która skrzy się w spojrzeniu Ellen. 
WRAŻLIWOŚĆ to po włosku SENSIBILITA' (wym. sensibilita)

fotograf

Świat w obiektywie Mikołaja

czwartek, października 13, 2016


Po jednodniowym odpoczynku od szarości, po pięknej słonecznej środzie, oto w natarciu kolejna perturbacja pogodowa, która przyniesie nam dwudniowe ulewy i zimno. Niech to szlag…

Z tego co wiem i innych części świata aura w tych dniach nie oszczędza, dlatego więc mam dziś dla Was coś wyjątkowego, przynajmniej w moim mniemaniu. Odrobina najpiękniejszego lata! Liguria, Toscana, Marche...
Robiąc porządki w katalogach zdjęciowych, dotarło do mnie, że do tej pory nie opublikowałam zdjęć Mikołaja, którymi już dawno obiecałam się pochwalić. 
Fotografowanie to u nas rodzinna pasja. Kiedy teraz się nad tym zastanawiam, to przypomina mi się mój Tata. Mam setki, jeśli nie tysiące zdjęć z dzieciństwa. Pamiętam doskonale jego aparat, z brązowym skórzanym etui… Ciekawa jestem co się z nim stało? Teraz oczywiście tysiące zdjęć nie robi na nikim wrażenia, ale pamiętajcie, że ja mam na myśli lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte, czas zatrzymany na kliszach… 
Mania fotografowania przeszła potem na mnie i po latach wciąż ma się dobrze, czego nie można powiedzieć o moim Nikonie. Mój Brat uczynił z tej pasji zawód, prawdziwą profesję i odnosi sukcesy.


A teraz Mikołaj - najmłodsze pokolenie.
Oglądając kadry uchwycone jego okiem zrozumiałam wiele rzeczy …
Po pierwsze są one szczerym odzwierciedleniem tego, co Mikołajowi w naszych podróżach się podobało. Po drugie - mamy podobną wrażliwość i na te same obrazy zwracamy uwagę. Niezwykłe, że znalazłam wśród zdjęć, wiele ujęć bliźniaczych z tymi, które sama zachowałam. Ale były też takie, które mnie samej umknęły. Mikołaj lubi fotografować detale, tutaj opublikowałam oczywiście tylko wybrane zdjęcia, ale jest ich zatrzęsienie - kwiatków, kamyków, kaktusów, ptaków, napisów, ozdób ceramicznych, okien, drzwi, a nawet wybebeszony śmietnik. Jest też morze… morze sam na sam z niebem, morze z broszką w kształcie stateczka, klify, skały, gardło Furlo, skalne mazy niczym malarskie abstrakcje, odbite w nich ślady olbrzyma, słońce poranka i cień kamiennych zaułków i wiele wiele więcej... Myślę, że ma świetne oko, ale ja to ja, myślę co myślę, ot zakochana bez pamięci matka!   
Cudownie było cofnąć się w czasie, patrząc dziś na termometr, aż się wierzyć nie chce, że na świecie istnieje coś takiego jak lato...


OKO to po włosku OCCHIO (wym. okkio)