Zapadł zmrok. Zarówno w stronę Romagnii jak i Florencji sunie sznur samochodów, motorów i kamperów. Miasteczko jednak wciąż jest pełne, wciąż jeszcze ktoś zmierza w kierunku piazza. Tak jakby ludziom trudno było rozstać się z ostatnią kasztanową sagrą. Czwarta niedziela, jak i pierwsza były zwykle tymi mniej obleganymi, ale w tym roku było inaczej. Ostatnia kasztanowa niedziela ściągnęła całe tabuny ludzi, miasteczko pękało w szwach.
Przeszłam Marradi znów we wszystkie strony, w górę i w dół i na plac i do stacji. Sfotografowałam to czego nie uchwyciłam w poprzednich tygodniach oraz to co złapałam już milion razy. Nacieszyliśmy się smakołykami - kasztanowymi i nie tylko, a dzieci na koniec zjadły watę cukrową, na którą od dawna doczekać się nie mogły!
- Mamusiu kosztowała 2 euro!
- ...
- Ale opłacało się, była gigantyczna.
- To mnie akurat nie cieszy.
- Daj spokój, nie jadłem waty cukrowej od trzech lat! Przeżyję, a zęby może mi się tak zaraz nie rozpadną.
Uśmiechnęłam się szczerze na to rozumowanie Tomka i na znak zgody oderwałam kawałek niezdowego białego puchu i sama zjadłam ze smakiem.
Żal było iść do domu, ale tłum w końcu nas zmęczył, a nogi weszły tam, gdzie ciemno. Oddalaliśmy się wolnym krokiem od centrum, a w tle pobrzmiewało rytmiczne muzykowanie grupy koncertującej przy moście.
- Pożegnajmy się z sagrą! - wołali chłopcy, kiedy z via Francini obserwowaliśmy pielgrzymkę sunącą w stronę centrum. - Kasztanowe do zobaczenia za rok!
WATA CUKROWA to ZUCCHERO FILATO (wym. dzukkero filato)





