Czterdziesty szósty ultramaraton 100 km del Passatore nie był szczęśliwy dla króla. Staliśmy na placu czekając jak zawsze na niepokonanego od tylu lat Giorgio Calcaterra, a tymczasem jako pierwszy w Marradi na sześćdziesiątym piątym kilometrze pojawił się Andrea Zambelli i - jak się okazało kilka godzin później - nikomu już do samej mety nie dał się prześcignąć. Zaraz za nim przybiegł Benedikt Hoffmann, a trzecie miejsce przypadło dotychczasowemu mistrzowi.
Nawet jeśli już nie zwycięski, z poważną i zmęczoną twarzą zamiast promiennego uśmiechu, to i tak Giorgio Calcaterra w Marradi witany był owacjami.
Sam bieg, a dokładnie etap marradyjski nie był niestety tym, czym w zeszłym roku. Poszliśmy razem z moim Gościem na plac zobaczyć nie tylko maratończyków, ale też spodziewałam się sbandieratori, muzyki, zabawy... Tymczasem jedyne co pozostało takie jak w zeszłym roku to zakątek gdzie alpini serwowali polentę, bruschetty i ciambellini. Szkoda... Mogło być tak pięknie... Jak wiadomo nie wszystkie zmiany są dobre. Czasem stery trzeba zostawić tym, którzy naprawdę potrafią zorganizować imprezę.
Pokręciliśmy się chwilkę, zjedliśmy kolację, zamieniliśmy z Ellen i Lexem dwa słowa i ruszyliśmy w kierunku domu, gdzie czekał na nas wygodny taras, vino frizzante i schłodzony arbuz. Kibicowaliśmy wiernie wszystkim, których w drodze mijaliśmy.
| Calcaterra jako trzeci w Marradi |
| W Biforco kibicował też Giorgio |
Kilka miesięcy temu napisał do mnie Pan Andrzej z podziękowaniem za mój stary wpis o 100 km del Passatore i z informacją, że w tym roku i on w biegu ma zamiar wystartować. Obiecałam, że będziemy kibicować. Przygotowaliśmy wczoraj nawet odpowiednią scenerię. Kiedy wieczorem zajadaliśmy arbuza, chłopcy co jakiś czas nieśmiało nawoływali z tarasu "Andrzej? Andrzej?" Przypominało to trochę scenę z pewnej polskiej komedii - "Szuflandia? Szuflandia?"
Panie Andrzeju! Nie udało nam się Pana zobaczyć, ale mam nadzieję, że nawet kiedy już Biforco poszło, spać przemknął Pan pod naszymi oknami i dotarł szczęśliwie do Faenzy, tak jak sam sobie życzył - "w jednym kawałku".
WOŁAĆ to po włosku CHIAMARE (wym. kiamare)





