styczeń

O sztuce przy śniadaniu i dwa słowa o nowej książce

środa, stycznia 31, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Obydwoje obudziliśmy się dziś sporo przed budzikiem. Śniadanie Mikołaja było więc leniwie rozciągnięte w czasie. Na stole obok kromek chleba z mandarynkowym dżemem, nadal leżał podręcznik do historii sztuki. Zaczęliśmy go wertować w te i we w te dzieląc się uwagami o Michelangelo, Caravaggio, Rafaello, o Artemisi Gentileschi, o Berninim, a Mikołaj szczegółowo opowiadał o Antonello da Messina, który był tematem jednej z ostatnich szkolnych lekcji.

- Może my byśmy gdzieś pojechali na jeden dzień? - zaproponowałam rozochocona ilustracjami w książce - tak jak w zeszłym roku byliśmy w Rzymie na Dylanie.   
- Do Niemiec - odpowiedział bez chwili zawahania. 
- Gdzie do Niemiec?! Mówię przecież, że tylko na jeden dzień, muzealnie, dla sztuki.
- Chciał gdzieś daleko. 
- Na daleko przyjdzie czas, a teraz tylko na jeden dzień. Może Venezia? Albo Padova? 

Mikołaj poszedł się szykować, a ja do porannej kawy zaczęłam szukać na stronie włoskich pociągów gdzie i za ile możemy pojechać. Tomek w najbliższym czasie pewnie nie da się nigdzie wyciągnąć, bo zaraz pierwsze egzaminy i nowe zajęcia na uczelni, ale może choć z Mikołajem wyrwalibyśmy się z domu na artystyczną ucztę... Trzeba się nad tym pomysłem pochylić.

Zeus nadal rozpieszcza nas pogodą. Styczeń w tym roku schodzi ze sceny w prawdziwie przedwiosennej aurze. Tak jak pisałam wczoraj - jeśli sprawdzi się ludowe przysłowie, to na wiosnę - tą prawdziwą - będziemy musieli poczekać, ale oby nie! Oby się nie sprawdziło.

Na lokalnych fejsbukowych grupach pojawiły się pierwsze reklamy "światła dla marca". Do Lume a Marzo oczywiście jeszcze miesiąc, ale widziałam, że to tu i tam prace przycinkowe są już w toku. Stosy rosną z dnia na dzień. Taki stos jest też nad rzeką obok nowego domu Mario. 

Wtorek był dniem intensywnym, jednak jakimś cudem znów udało mi się owocnie usiąść nad książką. Z jednej strony to już finał, a z drugiej mam wrażenie, że jeszcze dużo do przetrawienia, poprawienia, dopisania. Jestem już niemal do końca przekonana, że ta książka nie ukaże się na wiosnę, jak pierwotnie planowałam, tylko poczeka do jesieni. Będę ją - za radą życzliwej duszy - dopieszczać w najmniejszych detalach, bo to przecież ma być moje "najulubieńsze dziecko". 

- Nie spiesz się - powiedziała E. - ta książka jest przecież dla ciebie bardzo ważna - daj sobie czas, żeby była dokładnie taka, jaką chciałabyś ją widzieć. 

Święta racja. 

Mam nadzieję, że Czytelnicy będą mieć cierpliwość i kiedy znów nadejdzie czas "kocyk i herbatka", to moja książka stanie się w tych chwilach doskonałym kompanem. 

Czas już zabrać się za condizionale, congiuntivo i zaimki. Dobrego dnia i arrivederci gennaio

GENNAIO to oczywiście STYCZEŃ 

styczeń

O tym jak styczeń żegna się "kwieciście", o nieśmiertelnych marzeniach i szkolne dwa słowa

wtorek, stycznia 31, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

I tak oto styczeń 2023 kończy swój występ. Styczeń - jak to toskański styczeń - trochę zimna, trochę śniegu, krztyna kwiatków i słońca... Mówią, że idzie do nas anticiclone, czyli powiew prawdziwego ciepła i słońca, ale nie ma co jeszcze świętować zwycięstwa, bo temu anticiclone depcze po palcach jakiś lodowy NiKola. Swoją drogą nie wiem skąd oni te nazwy biorą... Zimny front znad Rosji ma nas wziąć w objęcia około 7 lutego. Łudzę się, że jeszcze zmieni zdanie... 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Pojechaliśmy wczoraj z Mario na spacer poza Marradi. Droga w stronę Lutirano pnie się zboczem nasłonecznionym z widokiem czarującym, szerokim i na pola i na łąki, na góry i na kamienną posiadłość. Gdyby nie resztki śniegu zalegające na tej wysokości, byłoby już całkiem pięknie. 
Co ciekawe śnieżne zawirowania wcale nie zaszkodziły fiori di są Giuseppe, których przy drodze już całkiem sporo. Niektóre nieco zmizerowane, bo ten śnieg był wyjątkowo ciężki, ale nadal żywe i jaskrawe, jakby z tych zimowych perturbacji nic sobie nie robiły. 

Zostawiliśmy asfalt i dalej szutrową drogą poszliśmy w stronę jednej z kamiennych posiadłości. Bardzo lubię to miejsce. Zawsze kiedy tu jestem, wyobrażam sobie, jak byłoby pięknie, gdyby takie miejsce mogło być moje. 
Oczywiście nie zanosi się na to, żeby wyobrażenie przeobraziło się w rzeczywistość, ale czasem jeszcze sobie marzę...  

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

W starej szopie na stole leżały kosze. Dobrych kilka minut staliśmy tam analizując ich zastosowanie, ale nijak nie wpadliśmy nawet na cień pomysłu, do czego mogły służyć. Może ktoś z Czytelników Domu z Kamienia będzie umiał mnie oświecić. Niby kosz powinien być do zbierania czegoś, ale na jednym boku był duży otwór. Niby miał coś do zawieszenia go, ale w tej pozycji przestałby pełnić funkcję kosza. A może to jakieś siedzisko? Też absurdalne... 
Do czegoś to jednak służyło.

Spacer był piękny, bo w słońcu, a w słońcu przecież wszystko nabiera szczególnego uroku. To słońce ma nas rozpieszczać przez najbliższe dni. 

Chłopcy po zajęciach ekstra na koniec semestru wrócili bardzo ukontentowani. Tomek po południu miał dodatkowo dni otwarte on line na bolońskim uniwersytecie. Przy kolacji wysłuchałam relacji z największym zainteresowaniem i po cichu się zamyśliłam... moje maleństwo na studia. Serio?   

I to chyba tyle. Czas odprowadzić styczeń na peron pierwszy, bo tylko taki jest w Biforco. 
Pięknego dnia.

ODPROWADZIĆ to po włosku ACCOMPAGNARE (wym. akkompaniare)

styczeń

O nocnej zmorze, o tym co dobrego przed barem i Mikołaja kolejne życiowe wywody

niedziela, stycznia 31, 2021

Dom z Kamienia blog

Migrena to wredna bestia. Za mną noc tak koszmarna, że słów brak, "da incubo" jak mówimy tutaj. Za nocą zrujnowany mój ulubiony niedzielny poranek, bo zamiast od ciemnego świtu cieszyć się ciszą, spokojem, "niepracowaniem", smakiem kawy przy pisaniu i czytaniu, zwinięta w kłębek pod kołdrą z głową na upiornie niewygodnej poduszce, zaklinałam żeby już puściło i dało żyć. 
Z migrenami walczę często, ale ta przekroczyła wszelkie granice przyzwoitości. 
Jedyne na co się od rana zdobyłam to wysłanie kilku zadań z włoskiego i tyle, choć przy tym stanie głowy to chyba wielki wyczyn. Dopiero teraz powolutku wracam do żywych. Tak czy inaczej ulubiony poranek szlag trafił... Z drugiej strony to lepiej, że w niedzielę takie atrakcje, bo w tygodniu musiałabym na bank odwołać wszystkie lekcje danego dnia. 


Dobrze też, że dziś łzawa pogoda, bo przynajmniej żalu nie będzie z odwołania jakiś bajkowych planów. Plany na dziś to ja mam co najwyżej kulinarne o ile oczywiście miną sensacje migrenowe, bo w tym momencie na samą myśl o jedzeniu, to wiadomo... 
Mam jednak nadzieję, że dojdę do siebie i będę mogla wrzucić na warsztat wyszukane przepisy, z których jeden nasz toskański kusi mnie szczególnie, bo za nim snuje się jak woal historia związana z Medyceuszami.

Styczeń dotelepał nam się do końca. 

Dni kosa dzięki scirocco były bardzo ciepłe i kiedy wczoraj skończyłyśmy z Ellen nasz ponad pięciokilometrowy spacer, na zasłużone prosecco mogłyśmy usiąść przed barem! 
To był wyjątkowy moment! Wyjątkowy, bo po pierwsze od tak dawna nie widziałam Ellen, a rozmowa z nią była mi bardzo potrzebna, od tak dawna też nie piłam przed barem prosecco i wreszcie samo siedzenie przed barem pod koniec stycznia bez dygotania z zimna to naprawdę wielka radość.


- A Matka to chciała mieć chłopca czy dziewczynkę? 
- Chłopca, zawsze chłopca, samych chłopców! A ty? Kogo chciałbyś kiedyś mieć?
- Goryla.
- No tak...
- Ale Matka to mi nie wierzy.
- Wierzy, wierzy, co ma nie wierzyć.
- Co to za satysfakcja, że jakiegoś bobasa nauczysz jeść nożem i widelcem albo że go nauczysz liczyć? Żadna! Wiadomo przecież, że się kiedyś nauczy. A wyobraża sobie Matka jaka to satysfakcja nauczyć czegoś goryla?
Z niektórymi argumentami Mikołaja trudno polemizować. Ja w każdym razie cieszę się, że zamiast goryla mam takiego Mikołaja pod dachem, bo to jedna z nielicznych osób która potrafi sprawić, że śmieję się w głos. 

DOBREGO DNIA!

GORYL to po włosku GORILLA (wym. gorilla)

styczeń

Styczniowa wiosna

piątek, stycznia 22, 2021

Wiosna w Toskanii Dom z Kamienia blog

Buzia śmiała mi się naokoło od tych wszystkich kwiatów, kwiatków, kwiateczków! Nie wierzyłam, że w czwartek uda mi się wyjść na tak długi marsz albo w ogóle na jakikolwiek marsz, bo w czwartki to ja zwykle nie mam czasu się w cztery litery podrapać, ale jakimś cudem, czy też raczej nie cudem, a przy moim samozaparciu i mistrzowskiej organizacji udało się. Zawinęłam się zaraz po obiedzie, a żeby trasę wydłużyć i nieco zmienić powędrowałam drogą na San Benedetto w stronę badii. Przeszłam tym razem ponad osiem kilometrów i zaraz znów zrobiło się lżej.

Zestroiłam się w kapotę jakby to jakiś styczeń był, a tymczasem na trasie przywitała mnie wiosna.  Szybko kapotę zsunęłam z ramion, a twarz śmiała mi się do słońca. 
Do słońca i do tych kwiatków! Dalej hop siup przez rów na łąkę, bo a to fiore di san Giuseppe, a to te żółte, których potem robią się całe dywany, aż w końcu i prężne żonkile w zwartych kępach.  
 

Nie, nie! Nie łudzę się, że to już po zimie. Jeszcze się pokazują w pogodowych tabelkach przymrozkowe kaprysy i deszcz ze śniegiem, ale mam nadzieję, że mimo takich incydentów tej wiosny będzie coraz więcej. 

To był bardzo dobry spacer. Powietrze pachniało już inaczej. Miałam ochotę śmiać się w głos. 

Mikołaj po historii wcale nie był zadowolony. Powiedział, że niektóre pytania były bezsensowne. Szkoda mi go, bo on tak bardzo tę historię lubi. Ciągle trajkocze o Grekach, Persach, o Karolu Wielkim... Trajkocze w sposób tak ciekawy i pełen pasji, że nawet ja "na starość" zaczynam historię ogarniać. Nie będę się jeszcze pieklić, poczekam na ocenę Mikołaja i jeśli znów powtórzy się sytuacja będę interweniować. 
Trudno. 
Dziecka demotywować nie pozwolę. 
Oczywiście przegadaliśmy dużo i tłumaczyłam, żeby potraktował to jako życiową lekcję, żeby nauczył się radzić sobie w relacjach z trudnymi osobami, bo takich spotka w życiu jeszcze wiele. 


Po pięknym czwartku przyszedł piątek tak marny, że aż wstyd. Zdaje się, że z długiej wyprawy jutro nic nie będzie. 
Kolejne trudno.
Najwyżej wyprawa będzie krótsza. 
Poza tym nawet jeśli byłoby brzydko to przecież e-book czeka i mogę ten czas wykorzystać bardzo produktywnie. 

Dopisane po 12.00
Mikołaj sprawdzian zaliczył, ale ocena bardzo słaba. Będzie zawiedziony, bo tak bardzo mu zależało. W związku z tym ja szykuję się na wojnę. 

Dobrego weekendu, dla kogo już weekend!

ZWIEDZIONY to po włosku DELUSO (wym. deluzo)

styczeń

Jak u Andersena i wagary kontrolowane

wtorek, stycznia 12, 2021


Schodziłam z Pianorosso i wpatrywałam się z podziwem w lśniące od świateł i bieli Biforco. - Mieszkam w świecie jak z bajki - pomyślałam. Przynajmniej jeśli chodzi o krajobraz. Mój dom znajduje się pod jednym z tych ośnieżonych dachów małego toskańskiego miasteczka, które w takiej aurze mogłoby z pewnością być inspiracją dla samego Andersena. Było pięknie. 
Zazwyczaj nie wędruję po zmroku, ale tym razem tak się dzień poukładał, a poza tym głowa koniecznie domagała się przewietrzenia, że mimo nieco późnej pory te kilka dodatkowych kroków musiałam zrobić. 

Z drogi do Pianorosso widać całe Biforco z Cardeto i Castellone. Piękna perspektywa, która w przedwieczornych barwach nabrała jeszcze bardziej baśniowego uroku. Znów zamarzyło mi się wyjść na dłużej w góry. Wyjść tak konkretnie, nie że pięć kilometrów i fru do domu. Wyjść i umęczyć porządnie nogi, poczuć jak twarz płonie od smagającego zimnem wiatru, utytłać się w śniegu po kolana...  


Tymczasem dziś czekają na mnie zupełnie inne widoki i inne wędrowanie. Mam zamiar skorzystać z żółtego koloru, który pewnie długo nie potrwa i z samego rana złapać pociąg do Florencji. Zabieram Mikołaja, który dziś ma mniej lekcji, więc szkoda może będzie znikoma, a może żadna. Jestem coraz bardziej zaniepokojona ilością czasu spędzanego przed komputerem. Sytuacja ostatnich miesięcy sprawiła, że wymknęło się to trochę spod kontroli. Mam nadzieję przynajmniej w drobnym stopniu to zmienić. 
Wagary raz na jakiś czas nikomu jeszcze nie zaszkodziły. W Toskanii, a dokładnie we Florencji mówi się: "fare forca". Forca to widły, które mają odzwierciedlać rozdwojenie dróg. Czyli idąc do szkoły, staje się na tym rozwidleniu i zamiast iść "słuszna" drogą, skręca się w przeciwnym kierunku. Tak więc razem z Mikołajem dziś bezczelnie facciamo forca i koniec kropka!

Chcę nie tylko skończyć Sekretów część drugą, ale też podzielić się z Wami na bieżąco kilkoma ciekawostkami. Myślę, że przy trwającym tyle czasu uwięzieniu w domach taka namiastka podróży będzie dla Was miła. 

Zima w Toskanii nie odpuszcza. Na pewno szlag trafił wszystkie fiołki i prymulki, które miały odwagę wychylić główki. Następne dni mają być słoneczne ale temperatury szarżują w dół. Pocieszam się, że po takiej zimie, wiosna będzie miała jeszcze wspanialszy smak. Oby tak było.
Dobrego dnia!
 

styczeń

Zakręcony piątkowy poranek

piątek, stycznia 08, 2021


Nagle w kuchni zrobiło się tak dużo miejsca. Kuchnia i tak jest duża, ale teraz ta przestrzeń na nowo mnie zachwyca. Więcej miejsca i jakoś tak świeżo. Wystarczyło eksmitować choinkę. O dziwo nawet chłopcy nie protestowali przy jej rozbieraniu i każdy pokornie zniósł do jednego pudła dekoracje z własnego pokoju. Po świętach już definitywnie pozamiatane!

- Ja bym chciał, żeby już były wakacje - powiedział Mikołaj przy obiedzie. 
- Nie poganiaj czasu! On i bez poganiania gna jak głupi. Już styczeń, zaraz połowa miesiąca...
- Ale ja bym chciał już wakacje - upierał się przy swoim. 
- Jak będziesz starszy, to zrozumiesz i już nie będzie ci się chciało nic przyspieszać. 
- A czy Matka jak była w moim wieku to chciała, żeby czas stał w miejscu, nie chciała być dorosła?
- Masz rację. Chciałam. Przyspieszałam. 
- A chciałaby Matka cofnąć czas?
- Za żadne skarby! Ale chciałabym, żeby właśnie teraz zwolnił.  

Z tym czasem to nikomu się nie dogodzi.

Oczywiście rozumiem też Mikołaja, bo kto w tym wieku nie wygląda wakacji? Prawdopodobnie znów od poniedziałku czekają nas pobudki o piątej... Prawdopodobnie!

Świeża zieleń mięty i poziomek, kwitnące pierwsze krzewy - oto nasz styczeń w oczekiwaniu na zapowiadany śnieg. Styczeń jednak w tym roku wyjątkowo zimny. Oczywiście zimny mam na myśli skalę toskańską. Tak czy inaczej czekam z utęsknieniem aż znów zawieje scirocco i od tego chłodu przyniesie odrobinę wytchnienia. 

Piątkowy poranek mimo kilku odwołanych lekcji był "zakręcony" jak nie wiem co. Wisiałam na telefonie, by w końcu dopełnić wszystkich formalności związanych z residenzą, z ubezpieczeniem, ze zmianą danych użytkownika energii, a to jeszcze nie koniec na dziś! Między jednym a drugim telefonem miałam też spotkanie z nauczycielką Mikołaja. To akurat był miły akcent w tej całej gonitwie, bo w pięć minut wysłuchałam samych ochów i achów na temat mojego małego wielkiego dziecka i jego angielskiego. Dwujęzyczność daje piękne owoce.

Pędzę dalej. Pędzę w nadziei, że jeśli dziś taki zakręcony dzień, to przynajmniej w weekend głowa będzie wolniejsza. Śnieg jeszcze nie spadł. Pociąg do Florencji odjechał beze mnie, ale... co się odwlecze i tak dalej....

 DOBREGO DNIA! DOBREGO PRAWIE WEEKENDU!

ROZUMIEĆ to po włosku CAPIRE (wym. kapire)

styczeń

Spacery, szkoła, kulinaria, czyli styczeń na finiszu

sobota, stycznia 25, 2020


- Pusia, a wiesz co to jest hokej?
- Wiem, ale na pewno nie o taką odpowiedź ci chodzi. A zatem co to jest?
- Banda ludków z nożami przy butach i długimi kijami, którzy kłócą się o ostatnie oreo.
- O! To fajne!
Uwielbiam Tomka abstrakcyjny humor - to trochę nasza cecha rodzinna, choć jednocześnie muszę przyznać, że bywa i tak, iż nawet ja za jego żartami nie nadążam...

Dziś rano wyszedł do szkoły z parasolem nad głową. Jak mi go szkoda w te soboty! My z Mikołajem mamy filmowe poranki w ciepłych pieleszach, a on biedny musi wyjść o świcie, a potem przez kilka godzin siedzieć w szkole. Z drugiej strony on sam nawet jakoś bardzo na taki stan rzeczy nie narzeka. Ciężka jest pobudka - jak każdego szkolnego dnia, ale potem to już jakoś idzie. Pewnie dlatego, że Tomek naprawdę lubi swoją szkołę i klasę. Przed chłopcami ostatni tydzień pierwszego semestru. 

Prognozy się sprawdziły. Deszcz przyszedł punktualnie w nocy. Za deszczem idzie na szczęście jeszcze wyższa temperatura i podobno kolejny tydzień ma nas rozpieszczać prawie wiosną. Co ważniejsze, co cieszy szczególnie - nawet nocne przymrozki mają odpuścić. 

I jeśli rzeczywiście tak będzie, to dopiero cała przyroda ruszy z kopyta! Choć już teraz momentami jest jak w marcu. Zapomniałam wczoraj dopisać, że kiedy wędrowałam z Ellen po górach motyle fruwały nam nad głowami, a ja - co do tej pory mnie zadziwia - z tej wyprawy przyniosłam sobie kleszcza! Kleszcz w styczniu??? 


Przez tą pogodę na dziś specjalnych planów nie mamy i wyjątkowo mi z tym dobrze. Mam nadzieję nadrobić braki w pisaniu. Po południu pewnie  konsekwentnie niezależnie od pogody na kilka kilometrów się ruszę, bo w ostatnim czasie oprócz wydłużonego czasu porannej gimnastyki, postanowiłam sobie, że codziennie muszę przedreptać około 10 kilometrów. Jest mi to niezbędne do dobrego funkcjonowania głowy. Nie stroję się specjalnie na tę okoliczność, nie obwieszam miernikami tętna, nie cuduję. Zakładam buty, kurtkę i idę przed siebie. Jeśli ktoś zaczyna wymyślać - nie mam gdzie, nie mam butów, pada deszcz, itd. - to znaczy, że mu się po prostu nie chce i tylko szuka pretekstu, by zostać na kanapie. Ja na szczęście jestem z tego drugiego obozu... 


Na pewno deszczowy dzień wykorzystam też w części na zaawansowane kulinaria. Zachęcona wczorajszym, oszałamiającym sukcesem, po którym znów sama siebie całuję po rękach, dziś też mam zamiar coś wyczarować. Tymczasem zapraszam Was już teraz do KUCHNI W KAMIENNYM DOMU - już za chwilę nowy przepis. 

I znów zrobiło się późno. Czas już na mnie. Dobrego weekendu! 

NA PEWNO - SICURAMENTE (wym. sikuramente)

styczeń

Prymulki, dwa słowa i dzień jak co dzień...

wtorek, stycznia 14, 2020


Tak, ten kwiatek na zdjęciu to prymulka. Tak, zdjęcie jest aktualne - z wczoraj. Szczerze mówiąc nie wiem czy się cieszyć czy obawiać zemsty zimy na przykład w marcu. Oby nie! Stokrotki i mlecze kwitną tutaj cały rok, zimą oczywiście jest ich zdecydowanie mniej, ale prymulki i fiori di san Giuseppe jak świat światem są tworem wczesno wiosennym. Trudno pierwszą połowę stycznia nazwać wczesną wiosną nawet w Toskanii...


Po nocy wszystko jest białe od szronu. Dopiero przed południem, kiedy słońce nabiera pewności, biel odsłania kolory i aura robi się niemal wiosenna. Tylko w zacienionych miejscach, gdzie niskie zimowe słońce przez cały dzień nie zagląda, biel trwa od rana do nocy i przez noc... 
Prymulki kwitną w zacienionych miejscach, w miejscach najchłodniejszych, gdzie słońce co najwyżej widać tylko przez chwilę, a czasem i wcale. Skąd w nich w tym roku taka odwaga, by już teraz wybijać bladożółtymi główkami spod tej zmrożonej ziemi?


Poniedziałek był dla Tomka wyjątkowo ciężki - dwa odpytywania i jeden sprawdzian. Kiedy wychodził rano z domu poprosiłam, żeby po szkole - ponieważ w poniedziałki nie wraca bezpośrednio po lekcjach do domu - napisał choć dwa słowa czy dobrze poszło czy słabo. 

- Jak nie zapomnę.
- Proszę nie zapomnij.

Nie zapomniał. W południe przyszła wiadomość: "Poszło dobrze" - dwa słowa, ni mniej ni więcej. Zaraz więc i ja wystukałam wiadomość z prośbą o szczegóły, ale Tomek już nie raczył odpisać. Dwa słowa to dwa słowa - alergia na telefon wciąż ma się u niego dobrze.

***
Wtorek 14 stycznia. Poranek tak samo mroźny jak wczoraj i przedwczoraj. W dzień słońca ma być znów pod dostatkiem. Krótko mówiąc - dzień jak co dzień. Dla mnie to dzień spotkania z Brunelleschim, Donatello i Medyceuszami - dzień jak co dzień... To już chyba przedostatnia wyprawa przed ukończeniem pierwszej części e-booka. 
DOBREGO DNIA!

LÓD to po włosku GHIACCIO (wym.giaczczio)

styczeń

Nic nie znaczy, ale radość jest!

niedziela, stycznia 05, 2020


- I co to znaczy? - zapytała A., po tym jak pełna entuzjazmu wysłałam jej zdjęcie pierwszego w tym roku fiore di San Giuseppe
- Nic nie znaczy - odpisałam zaraz.

Chyba jeszcze nigdy o tej porze nie znalazłam kwiatów świętego Józefa. Dwa lata temu byłam zdziwiona, bo kwitły już pod koniec stycznia - co też było zdecydowanie falstartem, ale teraz to już całkiem przesada! Powinny kwitnąć w marcu na Józefa - stąd ich nazwa pospolita, choć zazwyczaj, kiedy nie ma żadnych anomalii, Burianów i im podobnych kwitną pełną parą już w połowie lutego. Nasłonecznione stoki i pobocza drogi robią się całe fioletowe. To jeden z najpiękniejszych obrazków naszego przedwiośnia.

A zatem, wracając do pytania A. - to nic nie znaczy, nawet jeśli chwilę potem Paw znalazł jeszcze jednego, poza moją ekscytacją, nic więcej za tym nie idzie. To stanowczo za wcześnie na prognozowanie nadejścia wiosny, tym bardziej, że w połowie miesiąca już od kilku dni konsekwentnie zapowiadają ochłodzenie.
Tak czy inaczej, co się ucieszyłam to moje! Taka mała rzecz, ale tyle radości!


Sobota rozpieszczała nas pogodą tak cudną jak w Boże Narodzenie. Rzeczywiście, gdyby ktoś nie patrzył w kalendarz, gotów byłby pomyśleć, że to wiosna za progiem stoi i czeka. Mikołaj złapał rower i krążył uliczkami Biforco, a Tomek z lekcjami przeniósł się na taras. Ja sama ulokowałam się na leżaku - tym samym, gdzie jeszcze "wczoraj" wygrzewała się Anka - z książką i z zamiarem relaksu. 
Po dwóch stronach poczułam, jak powieki robią mi się ciężkie jak z ołowiu... Poobiednia drzemka pod gołym niebem - to mi się nie zdarzyło chyba od sierpnia!


Przed nami ostatnie dwa dni wakacji - rozpacz! Już jutro Epifania, która ... tutte le feste porta via, czyli święto Trzech Króli, które w Italii kończy oficjalnie okres bożonarodzeniowy. 
Jednak nim to się stanie na dziś mamy jeszcze cudne plany. Dlatego uciekam już i życzę Wam dobrego dnia!


ciepło

Tik tok, tik tok... południe

wtorek, stycznia 15, 2019


- Jaki piękny dzień! Aż się wierzyć nie chce, że to styczeń. 
- Mogłoby tak już zostać do marca! 
- Pod koniec tygodnia pogoda ma się niestety zmienić.
- Jakby nie było to w końcu środek zimy! 
- A zatem cieszmy się tym co dziś! Godiamoci la giornata!

Z panią w przychodni, z sąsiadem, ze znajomą na targu, z wszystkimi wymieniałam wczoraj podobne uwagi. Dzień był wyjątkowy. 
Termometr pokazywał 20 stopni i tym razem to wcale nie było przekłamanie. Na moim tarasie w słońcu było na pewno więcej. Zimowa kurtka na poobiednim spacerze okazała się nadmiernym balastem. Spokojnie wystarczyłaby cieplejsza bluza. W ciągu dnia wyłączyłam ogrzewanie i otworzyłam na oścież drzwi, żeby styczniowe ciepło wpadło do domu. Przez chwilę nawet pomyślałam, żeby obiad zjeść na zewnątrz, ale ostatecznie zostaliśmy w kuchni przy stole, a na taras wyszłam z popołudniową pracą.

Tik tok tik tok… Styczeń wybił południe...


Po kilku latach mieszkania tutaj przestałam śledzić wiadomości w Polsce. Na początku czytałam portale informacyjne codziennie, potem moje zainteresowanie osłabło. Od jakiegoś czasu nie mam telewizji - z wyboru, nie interesuję się polityką i staram się odciąć od zła, które ogarnia świat. Może jestem ignorantką i egoistką, ale tak jest mi lepiej. 
Nie piszę, na blogu nie komentuję nigdy - taka moja zasada - wydarzeń bieżących, politycznych ecc... Dziś jednak trudno milczeć po tym, co stało się wczoraj w Polsce. Nic od dawna tak mną nie poruszyło. Nasuwają mi się tylko pytania, pytania rzucone w próżnię, pytania, na które być może lepiej nie znać odpowiedzi. Czy istnieją jakiekolwiek granice nienawiści? Czy to możliwe, że jednak zło wygrało?? Czy to naprawdę jest koniec?
Wielki smutek. Ogromny. 

Ps. Dziś w nocy w okolicach Ravenny zadrżała mocniej ziemia. My nic nie odczuliśmy. Uprzedzam pytania, gdyby ktoś się martwił. 
Aga? Marzenka? Renata? U Was wszystko dobrze?   

NIENAWIŚĆ to po włosku ODIO (wym. odio)

ja

Wczesnostyczniowe refleksje

czwartek, stycznia 03, 2019


Jeszcze przez kilka dni dzieci w Italii, a zatem też te w Kamiennym Domu cieszą się świątecznymi feriami. W sklepach, na wystawach pojawiły się Befany. Tradycji znów stanie się zadość i już w sobotni wieczór Mario przywdzieje damskie fatałaszki, by zatańczyć z najmłodszymi kółko graniaste i rozdać skarpety wypełnione łakociami. Temperatura poleciała na łeb na szyję, ale niebo każdego dnia raczy nas zimowym krystalicznym lazurem.  
Ja... 
Ja wracam już powoli do zajęć, powoli powoli rozpędzam się do normalnego rytmu i już mi żal na myśl o przyszłym tygodniu, bo tak bardzo lubię mieć dzieci w domu. Poza tym miniony czas był tak intensywny, że na odpoczynek uszczknęłam go sobie ledwo ledwo... Chciałoby się jeszcze trochę samego wolnego, bez świątecznych i noworocznych atrakcji.

W środę po lekcjach i po obiedzie ruszyłam na samotny spacer. Nie znalazłam chętnego do towarzystwa, ale też wcale smutno mi nie było, bo przynajmniej jak człowiek sam maszeruje to ma czas na sensowne poukładanie myśli w głowie. 
I tak sobie dreptałam przez kilka kilometrów w stronę Campigno, wymieniałam noworoczne życzenia z innymi drepczącymi, zachwycałam się długimi nogami mojego cienia, podziwiałam dolinę, której krajobraz znam na pamięć i myślałam o styczniu - że tak naprawdę choć zimy nie lubię, to styczeń nawet całkiem całkiem. 
Po pierwsze czuć już różnicę w długości dnia. Kiedy wracaliśmy znad morza o 17.30 było jeszcze trochę światła. Po drugie zaraz po Befanie mogę z czystym sumieniem wymieść z każdego kąta wszystkie świąteczne klamoty, które tak jak cieszą przed świętami, tak też irytują po Nowym Roku. W styczniu też intensywniej Goście zaczynają planowanie wakacji i nowy notes powoli zapełnia się notatkami. W styczniu to w ogóle jakoś tak niedaleko się wydaje do marca, do prymulek, do kwiatów san Giuseppe. I nawet jeśli znów zwali nam się na głowę jakiś Burian, to zawsze to inaczej, zawsze łatwiej przyjąć na klatę niż taki atak zimy dajmy na to w listopadzie. 


Na te ostatnie kilka dni ferii mam jeszcze nieśmiałe plany, ale co nam z nich wyjdzie, to zobaczymy. Słyszę zew gór. Słyszę tak mocno mocno, że oprzeć się trudno. 
Dobrego dnia! 

MOCNO to po włosku FORTE (wym. forte)

ambicje

Styczeń żegna się z Państwem oraz plany i ambicje młodego indywidualisty.

wtorek, stycznia 31, 2017


Naprawdę trudno uwierzyć, że oto styczeń się wyprowadza… W nocy termometr pokazuje 6 stopni, a w ciągu dnia, kiedy wychodzi słońce, można znów drzwi tarasowe trzymać otwarte na oścież. Jeszcze wiosna się nie daje zobaczyć, ale mam nadzieję, że taka aura szybko sprowokuje pierwsze kwiaty do wychylenia łebków spod uśpionej ziemi. Widziałam wczoraj pąki magnolii, jeszcze małe, nieśmiałe, mechate, ale już są, już badyle nie takie smutno gołe.  
Dziś szaro i dżdżyście i bardzo byle jak, ale na myśl o lutym od jutra nam panującym, w ogóle tymi burościami się nie martwię.

***

- Mamusiu, ile osób śledzi cię na instagramie?
- Nie wiem, nie dużo, około sto pięćdziesiąt?
- A wiesz ile obserwujących ma A.?
- Ile?
- 7000!!! 
- Dużo! 
- A wiesz ile F.?
- Nie mam pojęcia.
- 70.
- Nie martw się, w przyszłym roku też będziesz miał telefon.
- A kto ci powiedział, że się martwię? Dlaczego już w przyszłym roku?
- Tak mniej więcej, jak będziesz szedł do liceum.
- To wiem.
- Będziesz mógł mieć swoje fejsbuki, instagramy czy co tam jeszcze wymyślą.
- A po co?
Dobre pytanie! Pewnie z czasem, wraz z nastaniem nowej epoki, nowego towarzystwa i Tomek stanie się bardziej nowoczesny, ale dziś zazdroszczę mu tej jego indywidualności (choć czasem dającej nam do wiwatu), tego życia dla siebie, a nie "bo inni tak to i ja".

Siadamy razem przy komputerze i oglądamy liceum, do którego Tomek ma zamiar za rok startować. Jestem dumna z jego wyborów i konsekwencji. Widzę w nim trochę siebie samą, te same ambicje, chęci, zapał. O liceum czytam, że jedno z najstarszych w całej Italii, oby tylko nic nie stanęło na przeszkodzie. I choć sama w dorosłe życie poniosłam szkolną traumę, to patrząc na te zdjęcia, na te komnaty i korytarze..., do takiej szkoły chętnie na krótką chwilę  bym wróciła. 

LICEUM to po włosku LICEO (wym. liczeo)

Marradi

Pogodowy alert

sobota, stycznia 14, 2017


Tak jak pisałam wczoraj - najpierw obudził nas znarowiony wiatr, w między czasie zaczęło lać niemiłosiernie i ani myślało przestać. Po obiedzie kolor deszczu zaczął się zmieniać. Zmieniał się z minuty na minutę. To był czystym śniegiem, padającym tak gęsto, że nic nie było widać, to znów stawał się w wodą. Padał lekko i ciężko, prosto i na ukos. Krople wody przeplatały się z białymi zmrożonymi drobinami, przypominającymi kawałki styropianu. Temperatura z 11 stopni zaczęła zjeżdżać w dół, niemniej wciąż było na plusie, a zatem wszystko to, co z nieba spadało rozpływało się przy lądowaniu. Jedynie wzgórza zostały ubielone, a im wyżej, tym bardziej konkretnie mówiło się o śniegu…  
A dziś rano … znów -5. Wszystko to co spadło z nieba wczoraj, zamarzło na beton. Jeśli moje oleandry przetrwają ten rok, to będzie prawdziwy cud! Solarki na szczęście kursują, wszędzie ogłoszony jest "alert pogodowy".
Choć oczywiście my nie możemy narzekać, bo wciąż mamy się całkiem dobrze, południe zawalone śniegiem, północ chyba już też, śnieży w Wenecji i wielu innych miastach, a Marradi wciąż, jak mawiają miejscowi, jest "zona cesarini". 
Uffa … wystarczy już tej zimy!


I tak teraz sobie myślę… Mamy rok 2017, a zatem mija 10 lat odkąd w pewien zimowy dzień znalazłam w sieci kamienny wakacyjny dom. To właśnie w styczniu 2007 roku zaczęłam planować nasze pierwsze toskańskie wakacje. Wakacje, które na zawsze zmieniły nasze życie… Dziesięć lat przeleciało nie wiadomo kiedy. 
Dziś wakacji nie planuję, pewnie minie kolejny rok i znów nigdzie nie pojedziemy, ale za to jestem tu gdzie być chciałam. To najważniejsze. 


 Przed nami intensywny weekend, jeśli będzie taki jak się zapowiada, to znaczy, że od stołu nie odejdziemy. Pojechałabym na zdjęcia gdzieś wysoko, ale trochę strach przy takiej aurze pokonywać górskie serpentyny! Oby tylko już nie śnieżyło, bo na kwiaty świętego Józefa nie chcę długo czekać!

SOLARKA to po włosku SPARGISALE (wym. spardżisale)

karnawał

Układanie się ze sobą i wielkie oczekiwanie w słodkiej atmosferze karnawału.

niedziela, stycznia 31, 2016


Ostatni dzień stycznia ... 
Staram się uciekać ze wzrokiem, kiedy po wieczornych wiadomościach tablica pogodowa na ekranie telewizora grozi śniegiem. Wolę czytać optymistyczne komentarze i zachwycać się fejsbukowym zdjęciem kwitnącego nieśmiało drzewa brzoskwiniowego, w ogrodzie znajomych w Lutirano. Giorni della merla były w tym roku nieprzyzwoicie ciepłe, a mówią, że jeśli tak się dzieje, to wiosna przyjdzie późno! 
Lepiej żeby to nie była prawda!


Zaczyna się ostatni tydzień karnawału. Już w najbliższą sobotę, a potem też w niedzielę w marradyjskim teatrze pląsy i zabawa w kolorowych przebraniach! Jeśli chcielibyście o włoskich tradycjach dowiedzieć się czegoś więcej, zajrzyjcie tu wieczorem. Dodam link do artykułu, który napisałam dla Wakacji w Toskanii, a tymczasem zostawiam same zdjęcia na zaostrzenie apetytu! Typowe tutejsze słodkości karnawałowe w mojej ulubionej piekarni.  
 

A ja znów otrzepuję pył z kolan, staję na nogi, zbieram się w sobie i staram z uśmiechem iść dalej. Nie, żeby coś się zmieniło, problemy nie zniknęły, przemęczenie jest już niemal stanem permanentnym, ale to wszystko może być znośne, jeśli obok jest ciepło, troska, dobre słowo. Ktoś coś napisał, inny coś powiedział, przy kolacji nie musiałam kiwnąć nawet palcem, tylko jak królowa mogłam cieszyć się genialną pizzą z radicchio i pancettą. Dziś natomiast jeśli nie nadejdą śnieżyce  albo inne kataklizmy mamy ambitny plan na odkrycie kolejnego kamiennego kościoła ... To powinien być dobry dzień.
I Wam też dobrej niedzieli życzę!

Ps. I jeszcze coś... Kamienny Dom przygotowuje się na przyjęcie wyczekiwanych gości. Już w następną niedzielę do Biforco znów zawita... Mama! Tym razem nie sama tylko wraz ze świtą, a my oczywiście jak się domyślacie - nie możemy się doczekać!
 NIE MOŻEMY SIĘ DOCZEKAĆ to po włosku NON VEDIAMO L'ORA! (wym. non wediamo lora)

Passo della Colla

Nic się nie zmieniło ...

poniedziałek, stycznia 18, 2016



Po niedzielnym obiedzie zgarnęliśmy do plecaka trochę łakoci i ruszyliśmy przed siebie. Dosłownie przed siebie. W stronę Campigno. 
- Pójdźmy tą drogą, gdzie jest aquedotto - zaproponowałam. - Tam jeszcze długo powinno być słońce.
- A możemy się zatrzymywać? - pyta Tomek wkładając do plecaka też notes i długopis.
- Możemy, a co będziesz robił? 
- Pisał. 
Moja krew! Mój syn! Moja satysfakcja, kiedy słyszę takie słowa, jest niezmierzona. 

 

Idziemy pustą drogą w styczniowym słońcu i gdyby nie zimno dość dotkliwe, wydawać by się mogło, że to już przedwiośnie. Widzę oczami wyobraźni dywany prymulek, którymi na wiosnę pokrywają się tutejsze łąki, a że wiosna w Toskanii zaczyna się wcześniej, więc dni można zacząć odliczać. 

Nasz spacer zawsze rozciąga się w czasie - bo dziura, bo patyk, bo kamień, bo drzewo i mech i nie wiem co jeszcze...
Przy okazji odkrywamy trasę spacerową i miejsce odpoczynku naszego starszego sąsiada...
Śnieg!!

Teraz jednak w asfaltowych wyrwach skrzą się zamarznięte ślady deszczu, tu i tam, gdzie nie sięgają promienie słońca, bielą się resztki śniegu. I choć wypatruję z niecierpliwością pierwszych prymulek, to muszę uczciwie przyznać, że już jest pięknie, tu piękno krajobrazu nigdy nie znika. Moje Mugello jest jak zjawiskowa kobieta, która nawet w worku na ziemniaki wygląda oszałamiająco!


Kiedy jesteśmy już prawie przy acquedotto, w kieszeni zaczyna brzęczeć telefon. 
- Macie ochotę na spacer? - pyta Mario.
- Już jesteśmy na spacerze.
- A może gdzieś dalej? Może Sambuca? Myślisz, że na Sambuce jest jeszcze śnieg?
- Na pewno. Jesteśmy na drodze do Campigno, zawracamy. Spotkamy się w Biforco...



Na Colli sznur samochodów. Tłum przed restauracją jakby to był długi majowy weekend, nawet motocykliści w styczniowe, niedzielne popołudnie nie porzucają swojej ulubionej trasy.   
- Zatrzymajmy się na kawę. 
Barmanka wita mnie po imieniu. To znaczy być stąd ... 


Przy samochodzie dzieci korzystają z chwilowego postoju i bawią się tym, co ze śniegu zostało. Mario obserwując ich szaleństwa, pyta żartobliwie:
- Wy na pewno z kraju północy?
- Wiem, wiem, zachowują się, jakby nigdy śniegu nie widzieli. 
Pakujemy się znów do samochodu. Matko jak jest zimno!!!

Widok w stronę Borgo San Lorenzo



  

Sople na skalnych ścianach są niczym organy w starej katedrze. Białości już na szczęście niewiele. Wysiadamy tylko na chwilę, na dwa zdjęcia, na trzy kroki, ale zaraz lodowaty wiatr przegania nas do samochodu. Otulam się pandą jeszcze szczelniej. Mimo że zimno, to jakże cudownie...


Sambuca... Rok temu to ona ratowała mnie z poważnych smutków. I dziś już wiem na pewno, że Sambuca dobra jest na każde zło, większe czy mniejsze. Coś tam jest takiego, że wzruszenie wypełnia człowieka aż po czubki palców. Coś w powietrzu, w krajobrazie, coś w widocznym z daleka Lozzole, coś w kamiennych domach rozrzuconych w dolinach i w skałach surowo rysujących drogi... 

 

Wczoraj kolejny raz przekonałam się, że nawet po latach nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nawet jeśli "enty" raz zjeżdżam z Sambuki do Palazzuolo i znam już na pamięć każdy zakręt, to wciąż nie potrafię ostudzić emocji... Tu jest po prostu tak pięknie, że aż w gardle ściska. Sami popatrzcie. Przejedźcie się razem z nami. Dobrego poniedziałku! A jutro zatrzymamy się na vin brule' w znanym Wam już Palazzuolo.



Wybaczcie opóźnienie, błędy, inne niż zwykle rozmieszczenie, czcionki ecc... Zostałam bez swojego komputera i ratuję się pc chłopców. Mam nadzieję, że uda mi się szybko to zmienić, bo tak jest zdecydowanie trudniej.
INDEFINITO to znaczy NIEOKREŚLONY (wym. indefinito)