festa dello sport

Mikołaja "fiksum dyrdum"

sobota, czerwca 02, 2018


Tak jak obiecałam, kilka fragmentów z mijającego tygodnia, o których wspomnieć muszę choć kilkoma słowami. Może to akurat nie będzie poetyckie i sielankowe, ale przepaść bez echa nie może, bo jest czymś co wyjątkowo porusza Mikołaja.


Oto czemu przede wszystkim służy marradyjska festa dello sport. W ciągu kolejnych dni można przyjrzeć się i często popróbować różnych dyscyplin sportu. Od cyrkowych popisów, przez klasyczne siatkówkę czy koszykówkę na softair kończąc. Dla niektórych takie przyglądanie kończy się wielką pasją. Tak to właśnie było w przypadku Mikołaja i kilku innych chłopców, którzy w czasie poprzedniej edycji po raz pierwszy wzięli do ręki "soft karabinek”, a w tym roku przyszli na pokaz już z własnym sprzętem. 


Ktoś mógłby zerknąć na zdjęcia i pokręcić z głową z dezaprobatą - dzieci z bronią? Sama byłabym pierwsza z takim osądem, gdybym nie przyjrzała się dyscyplinie z bliska. Miałam ku temu okazję kilka lat temu, kiedy fotografowałam chłopaków w czasie ich rozgrywek na tutejszych wzgórzach. To nie jest zwykła strzelanka jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To gra zespołowa, oparta na prawdziwych taktykach wojskowych. "Soft broń” jest imitacją prawdziwych modeli broni używanych przez różne oddziały wojskowe, to samo dotyczy garderoby i całego wyposażenia. Jednym słowem softair to takie "call of duty" czy inna gra - znam tylko z monitora, kiedy to jeszcze Paw oddawał się z pasją takim rozrywkom - tyle tylko, że nie siedzi się na kanapie z dżojstikiem, a samemu biega z karabinem i stara się zdobyć wyznaczony cel. Tu był tylko skromny pokaz na boisku gminnym, ale cały urok kiedy zabawa przenosi się w góry. Kondycja też się poprawia!


Jako ciekawostkę dodam, że dyscyplina narodziła się w Japonii w latach osiemdziesiątych, a w latach dziewięćdziesiątych rozeszła się na resztę świata. Tak czy inaczej ja dopiero kilka lat temu dowiedziałam się o jej istnieniu, a Mikołaj na jej punkcie po prostu oszalał. W czasie pokazu nawet Tomek spróbował swoich sił i bardzo był w te kilka minut na polu bitwy zaangażowany, choć teoretycznie to zupełnie nie jego świat. 
Teraz Mikołaj czeka na pierwsze rozgrywki, w których będzie mógł wziąć udział, tak jak obiecał szef drużyny, a w wolnym czasie wertuje katalog z militarnym wyposażeniem. Ciekawa jestem czy ta wojskowa pasja kiedyś mu minie… Paradę sił zbrojnych z minionych lat ogląda namiętnie z wypiekami na twarzy. Kolejna odbywa się w Rzymie właśnie dziś, bo oto mamy 2 czerwca i święto republiki. 
Dziś festa dello sport już się kończy, a jej finałem będzie pierwsza w tym roku stralunata!!! Tralala!!!

Dobrego dnia wszystkim! Piszę wciąż z baru, dlatego proszę o tolerancję jeśli chodzi o brak porannych wpisów..


chłopcy

Po zachodzie chwalić można!

czwartek, czerwca 01, 2017


Maj pożegnał się z nami dniem pełnym wrażeń. Jak na miesiąc szaleńców przystało - Włosi mówią "maggio, mese dei matti" - szaleństw nie zabrakło. I dziś, kiedy do kalendarza wprowadził się czerwiec, mogę już śmiało powiedzieć, że pogodowo to był pierwszy tak piękny maj w całej naszej włoskiej historii. Moja mama zawsze mówi - "nie chwal dnia przed zachodem słońca", ale dziś, kiedy rankiem zza gór wyjrzało pierwsze czerwcowe słońce, już chyba można. Oto za nami maj prawdziwie toskański, maj taki jaki być powinien - słoneczny, gorący, pachnący, rozbawiony…
Majowe słońce pożegnało się z nami w tym samym czasie, kiedy Mario zdmuchnął płomień na swoim urodzinowym torcie.


Za wszystkie życzenia bardzo Wam dziękuje. Po raz pierwszy w historii napisał nawet komentarz na blogu, ale się chyba google zbiesiło i słowa w internetowej matni zaginęły. Tak czy inaczej zaręczam, że był wzruszony i zaskoczony taką ilością życzeń i ciepłych słów. 



Po torcie znów złapałam za aparat. W planie był kolejny wieczór wypełniony sportowymi atrakcjami. Po popołudniowych rozgrywkach siatkówki, na boisku zmienił się klimat na "prawdziwie" militarny. Swoją prezentację miała grupa softair. Kto o dyscyplinie nigdy nie słyszał, tego odsyłam do innych źródeł. Z tego co sama zdążyłam wyczytać, to przede wszystkim walka "na niby" z wykorzystaniem taktyk militarnych, z uzbrojeniem, które jest imitacją prawdziwej broni. Oczywiście magazynki wypełnione są plastikowymi kulkami. 
Ja sama dowiedziałam się o softair, kiedy jakiś czas temu poproszono mnie o sfotografowanie potyczek drużyn w górach otaczających Crespino. 
Wiedziałam, że Mikołaj na pewno zapała sympatią do nowej dyscypliny, nawet zestroił się odpowiednio na tę okazję. Nigdy bym jednak nie przypuszczała, że do zabawy da się też wciągnąć Tomek…  
Byli mali i duzi, kobiety i mężczyźni, małe słodkie dziewczynki, burmistrz i trenerzy innych dyscyplin, zabawa była przednia, choć pewnie zdjęcia wielu osobom wydadzą się groźne.







Przed nami dzień odpoczynku, a już jutro LA NOTTE DEI DEI - TRIAL na marradyjskim. placu.  

STRZELAĆ to po włosku SPARARE (wym. sparare)

góry

Na wojennej ścieżce

poniedziałek, marca 21, 2016


Dziś będzie mało włosko, mało toskańsko i na pewno nie wszystkich taka tematyka zainteresuje, ale idąc za ciosem po sobotnich zdjęciach z pokazu mody, dziś chcę pokazać Wam kogo fotografowałam w niedzielę. Oczywiście nie raz i nie dwa pisałam, że ja od broni nawet tej sztucznej trzymam się jak najdalej, ale przyznam, że dzień w górach udał się nad wyraz. 
Zmęczyłam nogi, wyeksploatowałam nikona do reszty, ale chyba było warto - sami oceńcie. 
Oto jak bawią się Włosi. Zamiast zapuszczać korzenie w kanapę i siedzieć z "dżojstikiem" przed "plejstejszyn" grając w Call of Duty czy inne wirtualne wojny, wolą bawić się bardziej aktywnie. Nie do końca zrozumiałam zasady i scenariusz walki, ale miło było zobaczyć dorosłych mężczyzn, którzy świetnie się bawią w swoim towarzystwie, zafascynowani swoimi "zabawkami" i misjami do wykonania. 
Największą przyjemnością było fotografowanie żołnierzy "na niby", bo przyznać trzeba, że byli naprawdę barwnym obrazkiem. Fotogeniczni i w całym tym udawaniu i zabawie bardzo autentyczni.  
Airsoft to kosztowny sport, ale już nauczyłam się, że Włosi na pasjach nie oszczędzają. I dobrze! Tak być powinno! 
Dopełnieniem tego dnia było wyjątkowe miejsce akcji, ale to pokażę Wam inego dnia. Może kogoś z Was zachęcę, by wstąpić do Mugello, ruszyć z plecakiem i posmakować tutejszego trekkingu.  

Słaba płeć??? 
Fotograf też prosi o zdjęcie!

Jest mi niezmiernie miło móc uczestniczyć w tak różnych wydarzeniach i być "uznanym" okiem przez marradyjczyków. Każda jedna chwila jest niepowtarzalna!

ŻOŁNIERZ to po włosku SOLDATO