jedzenie

W oczekiwaniu na mimozy

czwartek, lutego 08, 2018

Po pierwsze wyjątkowo krótki w tym roku karnawał już dobiega końca. Dziś w Italii też mamy tłusty czwartek i mam nadzieję, że gdzieś pomiędzy lekcjami uda mi się znaleźć czas na obiecane dzieciom frittelle di riso. W międzyczasie jeszcze jeden ciekawy przepis wygrzebałam, tym razem na oponki z ricottą, a jest tak prosty i nęcący, że grzechem byłoby go nie przetestować. A zatem "tłusty" ... przeciągniemy na kolejne dni tygodnia. Weekend już dziś zapowiada się intensywnie, bo po pierwsze bal w teatrze, a po drugie Paw już w drodze, więc oczywiście plan mam cały ukartowany, ambitny i kulturalny, przez chłopców zaaprobowany.

A poza tym ...
Jakoś wyjątkowo w tym roku luty daje mi w kość, oby jeszcze tę ostatnią zimową prostą wytrzymać ... Dobrze, że już za trzy tygodnie światło dla marca zapłonie, a za miesiąc dzień kobiet mimozami malowany! Jeszcze nie sfotografowałam w tym roku mimozy, ale wierzę, że w niższych partiach już kwitnie. Tą ze zdjęcia uchwyciłam rok temu pod Volterrą, kiedy wojażowałam w deszczu z N. Dziś ma się niebo "otworzyć", jak mawia Tomek i słońce w końcu zaszczyci nas swoją obecnością. Wystarczy szarugi! Ostatnie dni były zbyt depresyjne... 

***
Zdarzenie z codzienności i refleksje nad jakością:
Mieszkam tu już prawie pięć lat, bywam od blisko jedenastu, a wciąż zadziwiają mnie pewne sytuacje i podejście Włochów do niektórych spraw. 
Miejsce akcji supermarket, lada z serami i wędlinami. 
Biorę kawałek sera i proszę o kilka plasterków prosciutto. Ekspedientka kroi, z pietyzmem układa, nagle przerywa, przybliża papier z wędliną do nosa i mówi, że zapach jej się nie podoba. Podsuwa pod mój nos, bym  sama zweryfikowała i oceniła. Zapach jak zapach, dosyć intensywny, ale nie wydaje mi się jakiś zły. Ekspedientka jednak nieprzekonana, odkłada wędlinę na bok, kroi z drugiego kawałka, waży, obniża jeszcze cenę, bo mówi, że to z "końcówki" i do zakupów dokłada też tę wcześniej pokrojoną. "Sama ocenisz" - mówi - "najwyżej wyrzucisz". Tutaj takie sytuacje to norma. Jak miło kiedy ktoś traktuje nas poważnie, a nie robi w balona. 
Szynkę przed krojeniem oczyszcza się z niepotrzebnego, by nie robiło fałszywej masy. Płacę tylko za to, co zjem. Szacunek do jedzenia, do klienta, powinny być oczywiste, ale czy wszędzie tak jest? Na pewno nie, ale tu na szczęście tak.
Dobrego dnia!

OBNIŻAĆ to po włosku ABBASSARE (wym. abbassare)  

dzieci

Flet na kredyt i szkolny raport z pierwszego tygodnia

niedziela, września 20, 2015


Minął pierwszy tydzień szkoły. Jeszcze nie bardzo obciążający, bo dopiero od najbliższego wtorku dzieci będą się uczyć w pełnym wymiarze. Pierwszy tydzień to taka "rozbiegówka" - lekcje tylko do południa i organizacja szkolnego życia. U Mikołaja wszystko tak, jak było, z jedną drobną zmianą nauczycielską, która nie została przyjęta przez dzieci entuzjastycznie.  Trudno ... Poza tym, jak to w czwartej klasie - nauki będzie więcej. Muszę się też pochwalić, że już w pierwszym tygodniu moje dziecko przyniosło pierwszą "dziesiątkę" z matematyki. Kolejna nowość, choć poza szkolna jest taka, że od tego sezonu Mikołaj został przeniesiony do starszej drużyny piłkarskiej!



U Tomka sporo zmian. Przedmioty, które w podstawówce były bardziej zabawą, teraz przechodzą na wyższy poziom wtajemniczenia. Moje dziecko urodzone z ołówkiem w ręku, aż ręce z radości zaciera na myśl o lekcjach "sztuki" ze Stefanią, utalentowaną panią architekt, która skądinąd jest właścicielką naszego domu! To małe miasto ... 
Zwiększona też zostaje liczba godzin informatyki, co również jest dla Tomka dobrą informacją, na tle nowo poczynionych planów na przyszłość - teraz bowiem zamierza zostać konstruktorem robotów.
Co do pozostałych nauczycieli - ci co mieli być groźni, okazali się całkiem mili, więc strach zniknął. Wielką niewiadomą wciąż pozostaje nauczyciel włoskiego, wszyscy mieli nadzieję, że będzie to jedna z ulubionych, marradyjskich nauczycielek, tymczasem jutro pojawi się ktoś nowy. Jesteśmy bardzo ciekawi, czy nowe okaże się na plus!

I na koniec muzyka - od tego roku zaczyna się gra na instrumentach. I tak jak w większości polskich szkół, tak jak było też za moich czasów, dzieciaki będą grały na flecie. I te flety miały przynieść na piątkową lekcję, ale jakimś dziwnym trafem 90% klasy o tym zapomniała, Tomek oczywiście nie był w tych poprawnych 10 procentach! Byli więc zawracani od progu szkoły i odsyłani do Marisy (u nas nie mówi się do edicoli, do papierniczego - jak zwał tak zwał, w Marradi wszelkie szkolne i gazetowe zakupy robi się "u Marisy"). Marisa ma swój sklep zaraz blisko szkoły. W ciągu 10 minut zniknął z Marradi cały zapas fletów, a wszyscy zapominalscy uczniowie zostali wpisani do kredytowego zeszyciku. Flety na kredyt rozbawiły w piątek całe miasteczko!

FLET to po włosku FLAUTO (wym. flałto)