sagra

Jedna niedziela i dwie sagry, czyli listopad po włosku

poniedziałek, listopada 06, 2023

Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia

- Lato jest przereklamowane - powiedziała S. po kilku godzinach krążenia między straganami wyładowanymi krwistą słodyczą granatów, intensywnym zapachem cytrusów, krążkami złotego sera, butelkami sangiovese i cagniny, kiełbasami z dzika, różowym prosciutto, gruszkami, opuncjami, karczochami, dyniami, oliwkami, chruściną, kaki, truflami, słoikami z marynowanym czosnkiem, peperoncino oraz całym bogactwem rękodzieła najwyższych lotów, ale też zwykłej, bazarowej tandety. Oto kwintesencja włoskiej sagry! 

Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia

Zdarza się, że na wieść o spodziewanych poza sezonem Gościach Domu z Kamienia, niektórzy pytają: po co ktoś w listopadzie jedzie do Włoch? Dziwić się będzie oczywiście ten, kto nigdy jesienią na Półwysep Apeniński nie zawitał, bo ci którzy mieli tę przyjemność, na pewno się ze mną zgodzą, że to wspaniały moment i chyba najsmaczniejszy w całym roku! 

Niektórzy mając w głowie stereotypowy obraz listopada, być może nie wyobrażają sobie nawet jak jest teraz pięknie i ile jesienią ma do zaoferowania ten kraj, każdy jego region, niemal każde najmniejsze miasteczko. To właśnie jesienią jest najwięcej imprez gastronomicznych!

My w minioną listopadową niedzielę zawitaliśmy do Brisighelli na pierwszą z cyklu "Quattro sagre per tre colli" - sagra del porcellino oraz do Faenzy, gdzie świętowała zielona dzielnica - Rione Verde na okoliczność dnia Świętego Rocha. Stragany wypełniły szczelnie wszystkie uliczki, a od towarów na nich wystawionych można było dostać oczopląsu.  

Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia
Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia
Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia
Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia
Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia
Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia
Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia
Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia
Sagra, Brisighella, Emilia Romagna, Dom z Kamienia

Cieszę się, że mimo prognoz podszytych silnym wiatrem ta listopadowa niedziela udała nam się tak pięknie. Mam nadzieję, że kolejne dni będą jeszcze piękniejsze i że potwierdzą to, co już napisałam - listopad w Toskanii da się lubić. 

Moi Goście w ciągu jednego dnia mieli okazję poznać kilka nowych smaków - pieczonych kasztanów, cagniny, lupini, smażonej polenty, marynowanego czosnku czy cotechino. Oto dowód, że odwiedzanie włoskich fest gastronomicznych ma wartość edukacyjną. 

Pogoda nareszcie się uspokoiła. Mam nadzieję, że część Toskanii, która szczególnie ucierpiała w minionych dniach, szybko stanie na nogi i z żadnymi kataklizmami nie będziemy musieli się borykać. 
Dobrego nowego tygodnia!

PORCELLINO to znaczy PROSIACZEK 

Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia
Faenza, Rione Verde San Rocco, 2023, Dom z Kamienia

jesień

Światło, cisza, czarowanie

sobota, października 28, 2017



Przed nami ostatni październikowy weekend i ostatnia w tym roku sagra delle castagne. Powoli w kasztanowych gajach zapada cisza. Nie znaczy to jednak, że miasteczko przyśnie na długie miesiące. Okazuje się, że następna festa już w środę, a potem od przyszłej niedzieli ruszą imprezy w Brisighelli, a potem jeszcze mercatini w Marradi i tak dalej…i tak do wiosny…


Tymczasem zrobiło się kolorowo od chryzantem, wrzosów i cyklamenów. Kasztany opadły, ale na gęstych pnączach wciąż dyndają kiwi, na drzewach dojrzewają nespole i kaki. Lipy w niektórych miejscach straciły liście, ale mimo to od kolorów nadal kręci się w głowie. Mgliste ranki, klimatycznie nostalgiczne przechodzą w jaskrawo słoneczne południa, by te potem stały się przydymionymi popołudniami, wieczorami słodkimi od pieczonych kasztanów.
Szkoda tylko, że dnia od jutra wyraźnie ubędzie… Światło jest mi tak samo niezbędne do szczęścia jak zieleń. Gdy zaczyna ich brakować, śmielej zakradają się smutki. 
Na szczęście i na nie jest lekarstwo… Kiedy w drzwiach wieczorową porą zjawia się Contessa z butelką prosecco zaraz robi się jaśniej albo kiedy rano wita mnie artykuł pełen ciepłych słów uśmiech znów gości na twarzy.


Uciekam teraz, bo Goście już na ostatnich kilometrach, a ja jeszcze w porannych powijakach. Życzę Wam dobrego weekendu i zostawiam z wiadomością od mojej przyjaciółki. Przyłączam się do jej pomysłu i Was zapraszam do zabawy.

Miesiąc temu ruszył międzyblogowy projekt "czarowanie przez czytanie" - co miesiąc czytamy jedną książkę, a potem czekamy co wyobraźnia podsunie i to opisujemy.
Co miesiąc dzielimy się opowieściami dokąd doszłyśmy. Projekt wyszedł już poza blogi, bo dołączają się też szkoły i osoby nieblogujące, słowem - miłośnicy czytania.
Jeśli ktoś chciałby do nas dołączyć, to serdecznie zapraszam!
Tu są zasady: http://czytoczary.pl/czarowanie-czytaniem/
A tu efekt prac wrześniowych: http://czytoczary.pl/czarowanie-przez-czytanie-wrzesen/



CZYTAĆ to po włosku LEGGERE (wym. ledżdżere)

dzieci

Mercatini di Natale 2016 - niedziela pierwsza

poniedziałek, grudnia 05, 2016


Zapach ogniska na placu, grzane wino, dzieciaki skaczące w pianie udającej śnieg, parada elfów, stragany ze świątecznymi ozdobami, spektakle, święty Mikołaj ...
Odkąd tu jestem nie opuściłam ani jednej kasztanowej sagry, ani jednej festy sportowej, ani jednego targu świętego Lorenzo. "Zaliczyłam" wszystkie Noce Czarownic, noce polenty i inne pomniejsze festy. Nawet na wakacyjne mercatini chodziłam wytrwale i tylko ulewa i gradobicie mogły zmienić moje zwyczaje. Wciąż odkrywam też nowe i zaraz deklaruję, że od tej pory to już żadnej nie przepuszczę - stralunaty, ognie dla marca, muzyka w kasztanowym gaju, złote wieczory, pobliskie "żywe obrazy", festy średniowieczne i truflowe.


Cztery lata to może nie dużo, ale przecież i wcześniej, będąc jeszcze turystką w miarę możliwości uczestniczyłam w życiu Marradi. To już prawie dziesięć lat. Napatrzyłam się sporo … Znam na pamięć stragany i to, co na nich, gastronomiczne przystanki i to co w garnkach bulgocze, domek Mikołaja znam jak swój własny, znajome zrobiło się wszystko. Światełka uliczne, bombki pod arkadami siedziby gminy i szopki. Znajome są twarze, które się uśmiechają serdecznie, pozdrawiają i życzliwie zagadują.


Tak czy inaczej - choć znam to wszystko na pamięć - nie potrafię wciąż zobojętnieć. Nawet nieprzychylna pogoda, wilgoć i zimno, nie mogą zatrzymać mnie w domu … Wciąż cieszę się tym wszystkim, tak jak za pierwszym razem, a ślad tego mojego marradyjskiego zakochania, które cały czas jest żywe, pozostaje jak zawsze na zdjęciach...


Jest jednak coś co się zmieniło… Kiedyś byliśmy tylko obserwatorami, dziś serce mi skacze z radości kiedy, patrzę jak dzieci stają się częścią scenerii. To właśnie dlatego tegoroczne niedziele kasztanowe były inne od poprzednich, tak jak i niezapomniane będą mercatini bożonarodzeniowe 2016. Mój elf! Kiedyś stał w kolejce do świętego Mikołaja, a dziś sam jest w jego świcie i maluchom rozdaje cukierki... 


 ELF to po włosku ELFO (wym. elfo)

białe trufle

Kulinarne diamenty w Brisighelli

poniedziałek, listopada 21, 2016



Ciepła, słoneczna niedziela końca listopada … Pootwierałam wszystkie okna i drzwi. Gdyby nie ostatnie kolorowe liście, można by było pomyśleć, że oto wiosna rozgościła się na dobre. Tylko nad Brisighellą jak na złość zawisła mgła, a właśnie tam pojechaliśmy na trzecią z serii Quattro sagre per tre colli. Festa dedykowana była truflom … Jakże więc mogło nas zabraknąć??
O truflach już wiele na blogu było powiedziane, bo to jeden z naszych najulubieńszych przysmaków,  a może nawet najulubieńszy z najulubieńszych! O Brisighelli również pisałam sto, a nawet dwieście razy, bo nie dość, że tuż za progiem, to jeszcze nadzwyczaj urodziwie i mimo upływu lat mój zachwyt nad tą perełką Romanii nie stopniał ani trochę.


Sagra del tartufo w Brisighelli to jedna z bardziej obleganych imprez w okolicy. Również i tym razem ludzie dopisali tłumnie. Wąskie uliczki i placyki miasteczka wypełniły się straganami z łakociami przyprawiającymi o zawrót głowy. 


Na straganach piętrzyły się trufle. Czarne i białe, małe i większe, duże, a nawet całkiem ogromne jak na moje laickie oko. Obok trufli, kremy truflowe, aromatyzowana truflami oliwa, kiełbasa z truflami i ser z truflami … co tylko dusza zapragnie. Czyż trufle nie są kulinarnymi diamentami? Takie cuda rodzą się w ziemi...


Oczywiście trufle truflami, ale smaków było o wiele więcej. Stoiska uginające się od serów, pecorino zapakowanych w słomę, w liście orzecha, od pecorino dojrzewających w ziemi, świeżych pecorino i tych bardzo, bardzo starych, od serów kozich i krowich, od szynek, kiełbas i boczków, od granatów, orzechów, oliwek, oliwy i wina… Stragany uginały się dalej od kasztanów, grzybów i słodkich wypieków… Smakowy obłęd!


Nasz truflowy spacer uprzyjemniło spotkanie marradyjskich przyjaciół, muzyka ulicznych grajków i ciepłe caldarroste podjadane z papierowej torebki.


Nacieszyliśmy oczy, kubki smakowe i kiedy mgła zaczęła zlewać się z mrokiem, ruszyliśmy do Popolano na kolejne smakowanie. Myśliwi wracali z gór i w myśliwskim kamiennym domu powoli zaczynało pachnieć kolacją...



POWOLI to znaczy PIANO (wym. piano)