przyjaźń

Luksusowe SPA dla głowy

sobota, grudnia 16, 2023

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Piątek był kolejnym wariackim dniem. Znów powróciło wrażenie, że jestem jak śniegowa kula, która tylko patrzeć jak się o coś roztrzaska. Sama też dołożyłam sobie zajęć ekstra, ale cel był tak piękny, że nie mogłam sobie tego odmówić. 

Już w zeszłą niedzielę w czasie miłego popołudnia z Ellen i Lexem (dla nowych Czytelników tu linki, żeby wyjaśnić kim jest para moich przyjaciół), zaproponowałam, żebyśmy w piątkowy wieczór zjedli u mnie kolację. Od dawna mam wrażenie, że wir różnych działań, zajęć, stresów wciągnął mnie tak skutecznie, że za mało czasu poświęcam na przyjacielskie chwile. A przecież tak bardzo lubimy ze sobą być... Niezmiennie te momenty już od prawie dziewięciu lat działają jak balsam na duszę. Wiedziałam, że plan z kolacją będzie oznaczał dla mnie podwójną gonitwę, ale wiedziałam też, że potem będzie czekała mnie miła nagroda.   

https://www.domzkamienia.com/2018/01/rowiesniczki.html

Jedno spotkanie, które było nie tylko ucztą, smakowaniem dobrego wina i dopieszczaniem się przyjacielskim ciepłem, ale też obfitą porcją inspiracji, ciekawostek, odkryć najróżniejszych. Były językowe dywagacje, wspominki z dawnych czasów, kuchenne rewolucje, kulturowe różnice i podobieństwa, historyczne dygresje, filmowe rekomendacje. Była rewolucja francuska, był polski polonez, peruwiańska quinoa, romagnolskie błędy, włoskie zaimki, masło orzechowe, wiekowa whiskey, domowa nalewka, amerykańska muzyka, holenderskie popisy językowe i tyle innych impresji, ekspresji, że głowa poszła spać tak zrelaksowana, jakby zaliczyła najbardziej luksusowe SPA. 

Nie mam z tego wieczoru ani jednego zdjęcia, co jest tylko potwierdzeniem moich słów. Chciałam sfotografować przynajmniej to, co dla moich Przyjaciół przygotowałam, ale ostatecznie aparat pozostał nietknięty, a o telefonie przypomniałam sobie dopiero, kiedy potrzebowałam "wygooglać" tytuł filmu. I bardzo dobrze. Niech coś zostanie zawsze off the record. 

Poznanie Ellen i Lexa będę traktować zawsze w kategorii "zdarzeń najpiękniejszych" po przeprowadzeniu się do Marradi. To jak prawdziwy dar od losu. 

Sobota jeszcze w połowie pełna pracy. Na resztę dnia pomysłów sprecyzowanych brak, choć już na jutro kilka planów jest. Co z nich uda się wcielić w życie - czas pokaże. 

Pięknego dnia.

przyjaźń

Wzruszenia w gronie Przyjaciół

piątek, lipca 21, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

- A pamiętasz jak się zastanawiałyśmy, kiedy oni się w końcu zobaczą? - wspominała S. 

Pamiętam dokładnie. Dni mijały nam na spacerach alejkami grochowskiego parku, przegadywałyśmy długie godziny pchając przed sobą wózki. W wózkach najpierw leżały noworodki, niemowlęta, potem te niemowlęta usiadły i w którymś momencie po raz pierwszy na siebie spojrzały, potem wyszły z wózków, zaczęły dreptać, przesypywać piasek w piaskownicy, potem wdrapywały się na zjeżdżalnię, potem poszły do przedszkola, które dla nich urządziliśmy, potem urodzili się ich bracia, potem jeszcze usiedli razem w szkolnej ławce. I tak to się kręciło warszawskim sąsiedzko - przyjacielskim rytmem przez dziewięć lat. W międzyczasie, kiedy do przedszkola poszło młodsze pokolenie, nasze grono nieco się rozrosło...

Przyszedł w końcu czas, kiedy adres warszawski zmieniliśmy na toskański, ale można powiedzieć, że po kilku latach nasi Przyjaciele postanowili podążyć jedną stopą naszym szlakiem. Widujemy się każdego roku i każdego roku z tym samym entuzjazmem. Z jeszcze większym entuzjazmem spotykają się chłopcy - upływ czasu nie naruszył ich pięknych relacji. Najstarsi nie bez przesady mogą powiedzieć, że znają się naprawdę od kołyski.  

Przeleciało już dziewiętnaście lat naszej przyjaźni. Tyle lat mają najstarsi chłopcy, więc tyle lat się znamy. Ich wiek jest miernikiem tej znajomości. 
 
I mam nadzieję świętować z wami kolejne dwudziestolecia. Byliście z nami w dobrobycie i w wielkiej biedzie. Nigdy się nie odwrócilisciebi czujemy się zaszczyceni być Waszymi przyjaciółmi. Miernikiem naszej przyjaźni są najstarsze dzieci. Trudno uwierzyć, że w przyszłym roku to będzie dwadzieścia lat
I mam nadzieję świętować z wami kolejne dwudziestolecia. Byliście z nami w dobrobycie i w wielkiej biedzie. Nigdy się nie odwrócilisciebi czujemy się zaszczyceni być Waszymi przyjaciółmi. Miernikiem naszej przyjaźni są najstarsze dzieci. Trudno uwierzyć, że w przyszłym roku to będzie dwadzieścia lat

Nasz tegoroczny wspólny czas powoli dobiega końca. Było dużo, choć jak zawsze za mało. Miałam nadzieję, że jeszcze raz uda nam się wyjść w góry i dopisać więcej nowych miejsc do zwiedzania, ale była Florencja, było ucztowanie, było Bertinoro, Lozzole i nieśmiertelna Faenza. Kto wie... może nim nastanie kolejne lato, uda się spotkanie jesienne? Cieszę się, że na zakończenie tego czasu mogliśmy wspólnie poświętować ważne rodzinne wydarzenie, a świętowaliśmy w wyjątkowym miejscu! 

Trattoria w Sant'Eufemia na trasie pomiędzy Brisighellą i Marradi, to miejsce, które nas wczoraj tak pięknie ugościło, że lepiej trudno byłoby sobie wyobrazić. Jeśli będziecie podróżować przez Appennino i zapragniecie posmakować prawdziwych rarytasów z Romanii, wstąpcie do Sant'Eufemia - od przystawek po deser wszystko jest kwintesencją smaków tego wciąż niepopularnego regionu.

I mam nadzieję świętować z wami kolejne dwudziestolecia. Byliście z nami w dobrobycie i w wielkiej biedzie. Nigdy się nie odwrócilisciebi czujemy się zaszczyceni być Waszymi przyjaciółmi. Miernikiem naszej przyjaźni są najstarsze dzieci. Trudno uwierzyć, że w przyszłym roku to będzie dwadzieścia lat
I mam nadzieję świętować z wami kolejne dwudziestolecia. Byliście z nami w dobrobycie i w wielkiej biedzie. Nigdy się nie odwrócilisciebi czujemy się zaszczyceni być Waszymi przyjaciółmi. Miernikiem naszej przyjaźni są najstarsze dzieci. Trudno uwierzyć, że w przyszłym roku to będzie dwadzieścia lat
I mam nadzieję świętować z wami kolejne dwudziestolecia. Byliście z nami w dobrobycie i w wielkiej biedzie. Nigdy się nie odwrócilisciebi czujemy się zaszczyceni być Waszymi przyjaciółmi. Miernikiem naszej przyjaźni są najstarsze dzieci. Trudno uwierzyć, że w przyszłym roku to będzie dwadzieścia lat
I mam nadzieję świętować z wami kolejne dwudziestolecia. Byliście z nami w dobrobycie i w wielkiej biedzie. Nigdy się nie odwrócilisciebi czujemy się zaszczyceni być Waszymi przyjaciółmi. Miernikiem naszej przyjaźni są najstarsze dzieci. Trudno uwierzyć, że w przyszłym roku to będzie dwadzieścia lat
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog

Wczoraj już po dwóch przemówieniach łzy wisiały mi na rzęsach i wiedziałam, że jak zacznę mówić to pewnie nawet zdania nie dokończę. Im jestem starsza, tym więcej rzeczy mnie wzrusza. Dziś zatem tutaj pozwolę sobie dopisać... 
Kochani mam nadzieję świętować z Wami kolejne dwudziestolecia. Byliście z nami w dobrobycie i w wielkiej biedzie. Zostaliście "na posterunku", kiedy słychać było tylko echo pustki. Nigdy się nie odwróciliście i czujemy się zaszczyceni być Waszymi przyjaciółmi. Takie przyjaźnie to prawdziwy skarb. 
I choć podpieram się dziś nosem ze zmęczenia i mam wrażenie, że boli mnie wszystko, że resztki energii tlą się we mnie już resztką płomienia, to już mi tęskno za naszym wspólnym czasem. 

Oby tych naszych spotkań, rocznic było przed nami jeszcze wiele!

Dzisiaj powiało prywatą, ale już jutro opowiem więcej - o dwóch typowo romagnolskich daniach, których warto spróbować. 

Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog
Dom z Kamienia blog

Pięknego weekendu!

NOWORODEK to po włosku NEONATO

przyjaźń

Radość z dzielenia się

niedziela, marca 12, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Może to trochę egoistyczna refleksja - ale w to jedno marradyjskie popołudnie jakby wszystko było dla nas - słońce, dywany przylaszczek, fiołków i prymulek, Apeniny, wiatr targający włosy, niebo tak wściekle lazurowe, że aż oczy bolały od patrzenia, cyprysy na moim ulubionym szlaku, trel ptaków i pianie koguta i nawet lekki woal, który pod wieczór zamazywał ostre kontury grani w oddali. Jakby nam się w ten niby zwykły marcowy dzień kłaniał cały wszechświat. 

- Kasia ja cię teraz rozumiem - powiedziała M. - to znaczy ja cię zawsze rozumiałam, ale teraz rozumiem jeszcze bardziej...

W takim miejscu bardzo zmienia się perspektywa widzenia różnych spraw. Wyostrzają się zmysły. Myśli w głowie galopują i rozmyślają o prawdziwym szczęściu. 

W tym tygodniu to był główny temat na moich lekcjach - szczęście. Temat - jak się okazało - wcale niełatwy, ale warto czasem o szczęściu porozmawiać i nad własnym szczęściem też się zastanowić.  

Usiadłyśmy pod moim cyprysem i nagadać się nie mogłyśmy. To są takie chwile, które mogłyby trwać wiecznie. Podniosłyśmy się dopiero na wspomnienie spritza w miasteczku, którego obiecałyśmy sobie na koniec wyprawy. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Zanim ruszyłyśmy na sobotni spacer, M. zapytała czy na pewno chcę ją TAM zabrać. Oczywiście! Jak mogłabym nie chcieć? To jest właśnie prawdziwa radość, kiedy znajdujesz skarb - a takim skarbem jest na pewno moja Świątynia Dumania - i możesz się nim podzielić z bratnią duszą. 
Gdybym nie chciała się nim podzielić, nie nagrywałabym filmików, a zdjęcia zostawiłabym dla siebie. 
Uwielbiam ten moment, kiedy przyprowadzam tu kogoś i widzę zachwyt w oczach. Bezczelnie karmię się tym zachwytem, jestem w takiej chwili trochę jak złodziej emocji. 

 - Jak ja cię teraz rozumiem... - powiedziała znów M. 

Przed nami dziś kolejny wiosenny dzień i dla odmiany przeniesiemy się w inne okoliczności przyrody. Pięknej niedzieli!

ZNALEŹĆ SKARB to po włosku TROVARE UN TESORO (wym. troware un tezoro) 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

przyjaźń

Skarb

piątek, stycznia 24, 2020


- Popatrz jak niebieskie jest dziś niebo - powiedziałam do Ellen, kiedy schodziłyśmy z ostatniego zbocza u stóp castellone
- Już bardziej niebieskie nie mogłoby być!
Od nasyconego lazurem nieba odcinały się głęboką zielenią cyprysy. 
- Nel blu dipinto di blu...
Przeszłyśmy zaledwie kilka kilometrów, niedużo - ot zwykły spacer po górach. Tym razem bowiem to nie dystans był ważny, tylko słowa. 


Brakowało mi Ellen, brakowało mi naszych rozmów, zdjęć, spacerów, nawet wspólnego milczenia. Tyle czasu minęło od ostatniego wspólnego wędrowania... 

Chyba nigdy nie przestanę zachwycać się tym, że mimo tylu oczywistych różnic - jak chociażby wiek, narodowość - jest też między nami tak wiele podobieństw! I do tego ta gruba nić porozumienia, która sprawia, że łatwiej poukładać myśli w głowie. 

Jestem bardzo wdzięczna, że kilka lat temu na Sulpiano los postawił Ellen na mojej drodze. Obydwie jesteśmy cudzoziemkami poszukującymi szczęścia. Cudzoziemkami nie w dosłownym znaczeniu tego słowa - tu w Italii, tylko cudzoziemkami w ogóle. Myślę, że cudzoziemcem człowiek się po prostu rodzi.


Na ścieżce przed nami leżało futro. Resztki wilczej uczty. Z daleka pomyślałyśmy, że to zając, ale kiedy już byłyśmy bliżej i przyjrzałyśmy się dokładnie temu, co zostało, okazało się, że musiało to być coś "koziołkowego". Obfotografowałam wszystko dokładnie, by zapytać potem eksperta Mario i wieczorem po wnikliwej analizie oceniliśmy, że musiał to być mały daniel. Wam oczywiście tych zdjęć oszczędzę.
"Dzieło" wilka robiło wrażenie. Biedne zwierzę zostało perfekcyjnie sprawione. Na skórze nie było nawet kawałeczka mięsa. Nie było też głowy... Natura rządzi się swoimi, jakże czasem okrutnymi prawami. Wilków niestety jest coraz więcej...


Schodziłyśmy z gór w popołudniowym słońcu, zachwycając się niebem i naszą doliną. Chyba obydwie byłyśmy sobie naprawdę wdzięczne za słowa i za pełną zrozumienia ciszę.
Włoskie przysłowie mówi - kto znalazł przyjaciela, znalazł skarb. 

Grazie Amica Mia!


A dziś już na starcie kolejny weekend - ostatni styczniowy weekend. Pogoda jutro ma być paskudna i tak jak ostatnio - wcale nie jest mi przykro. Będziemy się znów wałkonić i korzystać z ciszy. Już za tydzień bowiem Dom z Kamienia na nowo przestawi się na turystyczny rytm. 
Ale nim to nastąpi, na kolejny tydzień mamy z Ellen piękne plany. Plany bardzo, bardzo piękne... 

DANIEL to po włosku DAINO (wym. daino)

contessa

Niby nic, a jednak bardzo piękny wieczór...

piątek, sierpnia 09, 2019


Jaki to był piękny wieczór...
Niby nie wydarzyło się nic szczególnego, a jednak to był prawdziwie piękny wieczór - idealny, letni, marradyjski wieczór. 
W czwartki, odkąd mercatini zostały wzbogacone degustacjami zapomnianych smaków, jadamy na placu, o ile oczywiście nie wypadnie nic innego. Były już tortelli z ziemniakami pieczone na blasze, były gnocchi z mąki kasztanowej z taleggio, była pappa al pomodoro, natomiast wczorajszy wieczór smakował fasolą - fagioli all'uccelletto. Jest to typowe toskańskie danie, popularne zwłaszcza w okolicach Florencji. I choć fasola nie należy do moich ulubionych dań, to jednak zajadana na placu w taki piękny letni wieczór w miłym towarzystwie smakowała wyśmienicie!


A w kwestii towarzystwa...
Jak cudownie było znów posiedzieć z Ellen i Lexem. Podzielić się wrażeniami i myślami. Teraz latem wśród tych wszystkich zajęć trudno znaleźć czas na "pobycie" razem tak jak lubimy, ale postanowiłyśmy, że choćby nie wiem co, w najbliższych dniach kilka godzin wyrwać trzeba i po górach razem podreptać. 
Już się nie mogę doczekać, bo spotkanie i rozmowy z Ellen działają na mnie jak eliksir -oczyszczająco, relaksująco, a przy tym dają siłę i myśli niektóre pomagają w głowie poukładać. 


A oprócz przyjacielskich pogawędek były też pieczone kasztany i stragany, byli ludzie spacerujący leniwie, roześmiani, rozgadani i dzieci umorusane lodami. Oprócz miłych wspomnień mam z tego wieczoru dwie materialne pamiątki. 
W małym sklepiku gospodyń domowych kupiłam piękny talerz, bez kompletu, samotny, zupełnie jakby na mnie czekał. Teraz muszę znaleźć godny przepis i wkrótce Wam go w wirtualnej Kuchni zaprezentuję. Drugim nabytkiem była książka, którą kupiłam za niemal połowę wyjściowej ceny, bo sprzedawca urzeczony moim zainteresowaniem tematem, od zaproponowanej ceny urwał kolejne dwa euro i tak stałam się szczęśliwą posiadaczką "Jaka była Florencja 100 lat temu". Mnóstwo starych fotografii i opowieści o tym co było i jest oraz co było i czego już nie ma... Och ile ja mam teraz inspiracji na moje florenckie spacery.


A potem już miałam iść do domu, a tu przy innym stoliku i Giorgio i Anna i Roberto... I jak zaczęli opowiadać w kontekście tej fasoli o dawnych smakach, co mama czy babcia podawała na podwieczorek... I jak się rozpędzili - co było dawno temu - w kontekście mojej książki, to tylko buzię z wrażenia otworzyłam i zastygłam w błogim słuchaniu. Zupełnie jakbym była małą dziewczynką i słuchała opowieści bajarza... O polencie słodkiej i o chlebie z winem i cukrem, o tym jak która babcia konfiturę na pajdzie chleba rozsmarowywała i o tej Florencji, której już nie ma...
Poczułam się jeszcze bardziej szczęśliwa niż zwykle. Mam moją Toskanię, mam przyjaźń Ellen, mam możliwość słuchania opowieści o dawnym toskańskim życiu, o smakach, zwyczajach i miejscach. 
Jaki to był piękny wieczór...

ROZSMAROWYWAĆ to po włosku SPALMARE (wym. spalmare)

A TUTAJ możecie obejrzeć kilkuminutowe nagranie z naszej kolorowej "camminaty".