czerwone buty

Czerwone buty

piątek, listopada 24, 2017


Obiecałam dziś relację chłopców, ale po wczorajszym wieczorze zdecydowałam, że wpis ukaże się jednak jutro - proszę więc o cierpliwość i wyrozumiałość. Tymczasem inny temat i inne obrazy wskoczyły na pierwszą stronę. 
Na chwilę przed 25 listopada, który ogłoszony jest międzynarodowym dniem przeciwko przemocy wobec kobiet, w marradyjskim teatrze został wystawiony spektakl poruszający te trudne zagadnienia. Może i żyjemy sobie gdzieś w dziczy Apeninów, niby odsunięci od świata, ale jednak niewolni od problemów i świadomi dramatów. 


Przed teatrem bukiet róż. Wokół niego czerwone buty. Symbol. Dostawiłam również swoją parę. Na początek krótki występ dzieciaków ze szkoły. Obecność klasy drugiej i trzeciej obowiązkowa. Uważam, że to dobrze, niech młodzież wie. Mario twierdzi, że takie inicjatywy niczego nie zmienią i być może ma racje, ale jednak lepiej o tym mówić, niż milczeć tak jak to było przez lata. 


Vedrai, vedrai … spektakl trzech aktorek. "Mocny" - powiedziała Ellen. "Mocny i trudny" - dodałam w myślach. Trudny, bo szarpie w środku i nie daje spokoju nawet wtedy, kiedy kurtyna już opadnie. Świetnie zagrany, bez jasnego końca. Ten można sobie dopowiedzieć, interpretować po swojemu patrząc na własne życie…   


Przed teatrem czerwone buty. W czerwonych butach czerwona róża. Nim pójdziemy spać, jeszcze tylko krótka rozmowa z synem. Trudny temat, trudne pytania. Zbawianie świata warto zacząć od własnego podwórka, a ja mam przecież dwóch synów.  

PRZEMOC to po włosku VIOLENZA (wym. wiolenca)