prawo
Szkoła, wycieczka i dla odmiany "drobna" krytyka w pewnej sprawie.
czwartek, listopada 09, 2017
Bladym świtem, a właściwie świtem jeszcze całkiem czarnym jak najgłębsza noc moje starsze dziecko pojechało na wycieczkę. Gdzie tym razem i w jakim celu opowie już tradycyjnie on sam. Mam nadzieję, że jak na Tomka przystało uszy w ciągu dnia będzie miał szeroko otwarte i przywiezie nam dużo fascynujących historii.
Pogoda niestety ma nawalić koncertowo, a to oznacza, że woda będzie nie tylko "od dołu", ale i od góry. Łamałam sobie głowę jak mojego wycieczkowicza zabezpieczyć, bo przecież kaloszy na stanie nie mamy. Tomek, jak to Tomek żartował, że lepsze niż kalosze byłyby płetwy, ale ostatecznie Mario pożyczył swoje myśliwskie buciory, odporne na wodę i inne kataklizmy. Francji - elegancji w tym żadnej, ale najważniejsze, że przynajmniej stopy pozostaną suche.
Po wczorajszych zebraniach w szkole już wiemy, że ten rok będzie wyjątkowo atrakcyjny jeśli chodzi o wyjścia. Teatr i planetarium we Florencji, laboratoria naukowe w Bolonii, średniowieczne mury w okolicach Padwy, a Tomek na zakończenie przygody ze scuola media pojedzie gdzieś na północ. Co to znaczy być dzieckiem w Italii!
Wiem, że wielu Czytelników interesuje szkolny temat, więc podzielę się też nowym "prawem" jakie weszło w życie w ostatnich tygodniach, wywołując rozpacz uczniów i utrapienie rodziców. Otóż do tej pory dzieci do końca szkoły podstawowej musiały być przyprowadzane i odbierane przez rodziców lub opiekunów. Dopiero uczniowie scuola media mogli cieszyć się swobodą i samodzielnością. Niestety radość tegorocznych gimnazjalistów trwała krótko. Po nieszczęśliwym zdarzeniu, jakie miało miejsce w Mediolanie, o ile się nie mylę, wprowadzono nakaz odbierania dzieci do 14 roku życia przez dorosłych. Nie trudno zrozumieć, że dorosłym taka ustawa komplikuje życie, a z dzieciaków robi uzależnione od nich melepety. Rzadko krytykuję to co włoskie, ale akurat to prawo jest wyjątkowo … żeby nie użyć mocnych słów… do d… Jeden wypadek przesądził o wszystkim. Włosi nie od dziś znani są ze swojej nadopiekuńczości w kwestii dzieci i chyba nic mnie już nie zdziwi, niemniej ta ustawa to jeden z największych absurdów ostatnich lat. Ja sama jestem matką kwoką i dziś do 21.oo nim Tomek do Marradi nie wróci spokoju nie zaznam, ale to jednak trochę inna sytuacja. Natomiast w kwestii codziennego wychodzenia ze szkoły to z jednej skrajności w drugą - teraz za rączkę pod same drzwi i spod samych drzwi, a za rok sami w pociąg i wio do liceum w innym mieście. Paranoja.
To oczywiście nie wina szkoły, tylko odgórny nakaz. Sama szkoła bowiem bez zmian, wciąż mnie zachwyca i na każdym kroku powtarzam, że moi chłopcy mieli wyjątkowe szczęście.
PRAWO - po włosku LEGGE (wym. LEDŻDŻE)





