glicine

Podpora

czwartek, lutego 16, 2017


- Musisz te gałęzie wyplątać z barierki, linkę trzeba przesunąć.
- Nie!
- Caterina!
- Połamią się, boję się je zniszczyć, tak się cieszyłam, że doszły już do domu.
- Jak się połamią, to odrosną.
- Nie! - byłam uparta jak dziecko. Glicine, które posadziliśmy jak tylko zamieszkaliśmy w Biforco rozrosło się pięknie, przeszło po lince i oplotło tarasową barierkę. Niestety podpierający je słupek po tym czasie poddał się, spróchniał i przekrzywił. Trzeba było pomyśleć nad solidnym oparciem dla mojego ukochanego drzewka, a właściwie to dla dwóch splecionych w jedno. "Pollice Verde" poczuł się w obowiązku pospieszyć z pomocą.


- Wyplącz te gałęzie - Mario przemawiał cierpliwie jak do upartego osła. - Jeśli chcesz, żeby coś dobrze rosło, musi mieć solidne oparcie…
Sama prawda. Zabrzmiało to wręcz filozoficznie. "Żeby coś dobrze rosło musi mieć solidne oparcie…" - powtarzałam w myślach wyplątując pędy glicine spomiędzy metalowych prętów. Zaraz potem wzięłam nożyce i wszystkie nadwyrężone, zmizerniałe gałązki poprzycinałam, żeby odbiły z nową siłą.


Dzień był piękny. Jeszcze cieplejszy niż poprzedni. Cały dzień siedzieliśmy na zewnątrz. Tomek z lekcjami i lekturą, ja ze swoim plątaniem, sprzątaniem, przekopywaniem, przesiewaniem. Ogródek już wiosennie wysprzątany czeka na rozkwit, glicine solidnie podparte może teraz bezpiecznie obsypać się fioletem.  


- Rozmawiałem z tym starszym człowiekiem w barze o wyprawie do "CdT." 
- Zawsze tam chciałam pójść. 
- Szlak nie jest trudny, a za to piękny, wodospady, potok, głazy. 
- Wiem, widziałam zdjęcia.
- On mówi, że tam trzeba iść nim pojawią się liście na drzewach, bo potem już mniejsza widoczność. 
- A zatem kiedy ruszamy?

PODPORA to po włosku SOSTEGNO (wym. sostenio)


dzieci

Pollice verde, pająk, martwe pszczoły, czyli kolejna odsłona zwykłej codzienności

piątek, listopada 13, 2015


Nawet jeśli wciąż jest ciepło jak na wiosnę, to powoli zbliża się czas, by juki, fikusy i agawy wnieść do domu. Czwartkowe popołudnie spędziliśmy na kwiatowych zabiegach. Pollice verde przywiózł od siebie skrzynkę dobrej ziemi i wszelkie potrzebne akcesoria. Swoją drogą to wspaniale mieszkać w kraju, gdzie wszystkie kwiaty jeszcze do połowy listopada stoją sobie pod gołym niebem. 
- Beniaminek tu. Kaktusy Tomka w te dwie. Różę w doniczkę od fikusa - wydawałam komendy jak kierownik zmiany.
- O masz ci los! Ale wielki! Tych to nawet ja się boję - powiedział człowiek, który niczego się nie boi.
Wraz z doniczkami przyjechał pasażer na gapę - pająk o tułowiu jak dorodna czereśnia. 
- Nie chcę go zbijać, nawet jeśli wygląda okropnie. Podaj mi ten kawałek tektury.
- To nie jest kawałek tektury.
- A co to jest?
- To jest odrzutowiec Tomka. 
Pollice verde wybałuszył oczy, popatrzył z powątpiewaniem na zlepek tektury, drutu i pustych naboi, ale nic już nie powiedział. Pozwolił obrzydliwej kreaturze wsiąść na pokład i zaraz potem zrzucił go do rzeki.
Kiedy już wszystkie kwiaty zostały zakwaterowane w nowych doniczkach, zabraliśmy się za awokado. Jakiś czas temu po awokadowej sałatce została nam pestka. Postanowiliśmy się nią dobrze zaopiekować. Po najróżniejszych zabiegach i długim oczekiwaniu wypuściła pierwszy pęd, potem drugi. Wkrótce pojawiły się też młode listki. Nie sądzę, aby roślinka zaowocowała, ale radość z nowego życia była niezwykła. 
- Słuchaj, a co było w tym słoiku? - usłyszałam z tarasu. 
Popatrzyłam na opróżnione naczynie i paczuszkę, którą trzymał Mario. 
- O matko! Co ty zrobiłeś!? To był eksperyment Tomka!
- Eksperyment??? Przecież to śmierdzi jak nie wiem! Co to jest u licha? - wyciągnął w moją stronę małe coś z tektury, oklejone taśmą i błotem. 
- Znając Tomka w środku może być nawet zdechła jaszczurka...



Wyjaśnienia Tomka:
- Chciałem wyprodukować minerał. Znalazłem pszczołę, martwą pszczołę i zawinąłem ją w papier, potem zakopałem tę paczkę w ziemi, polałem wodą, dosypałem soli i popiołu. A do paczki włożyłem jeszcze trochę siana. 
- A siano po co?
- Na wypadek, gdyby pszczoła nie była jednak martwa. No wiesz... żeby miała co jeść.
- Ja zwariuję! To tak jakby umarłym do trumny wkładać po kanapce, na wypadek, gdyby jednak nie do końca byli martwi. - Widzisz? - zwróciłam się w stronę Pollice verde, może tam już zalążek diamentu był!
- Oj mamusiu! Pomyśl, jakby mi się udało wyprodukować na przykład ropę, to bym zarobił dużo pieniędzy. Wszystkie oddałbym tobie i kupiłabyś wtedy Dom z Kamienia...   
Mój największy skarb, moje dzieci.

PSZCZOŁA to po włosku APE (wym. ape)