goście

Poświąteczne podsumowanie i melancholie końca roku

sobota, grudnia 29, 2018


Świąteczny tydzień jaki Goście spędzili w Marradi był słoneczny i intensywny. Udało nam się pobiesiadować, pospacerować, pozwiedzać, pokazać lokalne ciekawostki, wypić vin brue w zaprzyjaźnionej cantinie, pograć w "zgadnij kim jestem", ponicnierobić... Było tak, jak miało być. Odpuściliśmy jedynie wyprawę do Cesenatico, bo nizina i wybrzeże spowijały mgły, więc zgodnie stwierdziliśmy, że nie chce nam się zostawiać słońca Apeninów. Zamiast tego do naszego programu wszedł wulkan na Monte Busca i Portico di Romagna z szopkami, którymi szczególnie zachwyciła się A.  


Święta są już wspomnieniem. Czas nie zamierza zwolnić i już za trzy dni i ten rok stanie się przeszłością. To szaleństwo. Układam powoli jego podsumowanie i zadziwiam się jak bardzo intensywne było te dwanaście miesięcy. Koniec roku nastraja mnie melancholijnie. Nie lubię Sylwestra od zawsze, budzi we mnie smutek i tęsknotę za tym co już nie wróci. Mam nadzieję, że w poniedziałek u Ellen na aperitivo uda mi się go przepędzić. 
Na szczęście dnia przybywa i to jest zdecydowanie dobra wiadomość. Zaraz zacznę planować nowy turystyczny sezon, który w tym roku zacznie się wyjątkowo wcześnie, bo już w styczniu pojawią się pierwsi Goście.


W piątek Mario upiekł trzy blachy absolutnie pysznej pizzy, a wieczorem zalegliśmy rozleniwieni na kolejnym filmowym wieczorze. Ja oczywiście odpadłam już w przedbiegach, ale trzeba mnie zrozumieć - po ostatnich dniach jedyne czego mi było trzeba to tylko dużo snu. 
Dziś czeka nas wesoły wieczór u myśliwych. Będą serwować frizzaglio z dzika i polentę. Niektórzy mają zamiar na tę okoliczność głodzić się przez cały dzień. 

Ja marzę o wyprawie gdzieś dalej, poza granicę naszej gminy. Mam nadzieję, że te moje małe pragnienia uda się zrealizować w następnych dniach. Przed nami jeszcze ponad tydzień wakacji. 

Dobrej soboty - ostatniej soboty w 2018 roku.

OD ZAWSZE to po włosku DA SEMPRE (wym. da sempre)

podsumowania

Zakochać się w marzeniach

wtorek, października 06, 2015



Zaraz miną dwa lata odkąd zamieszkaliśmy w Biforco. Dużo i nie dużo. Wydaje się jakby to było wczoraj i tylko zdjęcia dzieci zdradzają upływ czasu. W ciągu tych dwóch lat nigdy nawet przez myśl nie przeszło, że to była zła decycja, wręcz przeciwnie - niemal każdego dnia zachwycając się tymi wszystkimi drobnostkami, które mnie otaczają, powtarzam sobie - jak dobrze tu być. Jak dobrze mieć dookoła wzgórza i życzliwych ludzi. Jeszcze nie zgasł mój entuzjazm, jeszcze nie wypaliło się moje włoskie zakochanie i nic nie wskazuje na to, by miało to szybko nastąpić. 
Wciąż jest grupa osób przekonanych, że od dwóch lat jestem na wakacjach, a moja codzienność to beztroskie dolce vita. Kolejny raz więc powtórzę, iż fakt, że w adresie mam wpisane provincia Firenze, nie chroni mnie przed problemami, nie zwalnia z pracy i obowiązków. Może w tym względzie jest mi nawet trudniej, niż innym, a czasem muszę zmierzyć się z trudnościami, o których większość nie ma bladego pojęcia. Ale jest tak jak powiedział ostatnio mój marradysjki znajomy - życie bez problemów byłoby jak danie bez soli. Tego się będę trzymać.  



Coś Wam powiem... Postawiłam wszystko na jedną kartę, zaryzykowałam, ale jeśli ktoś swoje marzenia kocha tak bardzo, że dla ich realizacji gotów jest do poświęceń, nie boi się niedogodności, ma w sobie odwagę i odrobinę szaleństwa, to nie ma co zwlekać, odkładać tych marzeń do szuflady i czekać na lepszy moment. Jeśli my sami ich nie zrealizujemy, nikt tego za nas nie zrobi.. Czy będzie ciężko? Pewnie! Czasami nawet cholernie ciężko, ale satysfakcja i życie, które przychdzi potem, są tego warte ... Nie ma sensu szukać usprawiedliwienia i spisywać listy wszystkich "przeciw". Ja sama wiele mam w sobie niespełnionych marzeń, tylko dlatego, że kiedyś zabrakło mi uporu, wiary, odwagi ... Patrząc teraz na to wszystko, wiem, że nie wybaczyłabym sobie, gdybym do listy niespełnionych musiała też dopisać jedno z największych - toskańskie życie. Każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu, że to jest moje miejsce. Powtarzam się? Trudno.

Tak mi się dziś refleksyjnie zrobiło, może przez październik, a może przez starusieńkiego sąsiada, który pomógł mi uprzątnąć drzewo, a może to wczorajsza pizza, która czekała na mnie na stole, kiedy łapałam oddech między jedną lekcją a drugą, a może przez głosy, które pojawiły się po moim powrocie z Polski, że ja już tutejsza, że wyjechać nie mogę... 

POŚWIĘCENIE to po włosku SACRIFICIO (wym. sakrificio)