akcent

Co u Mikołaja słychać...

niedziela, lutego 21, 2016



Drużyna Mikołaja wygrała sobotni mecz 7:0! To był prawdziwy pogrom, a radość dzieciaków z tak spektakularnego rezultatu bezcenna. Mikołaj, jak już nie raz pisałam, w drużynie odnalazł się wspaniale i w każdej wolnej chwili tańczy z piłką przed domem, by dorównać tym, którzy na poważnie trenują trochę dłużej niż on. 
Podziwiam go za wytrwałość i samozaparcie, tym bardziej, że w tym roku obowiązków ma sporo, według mnie nawet za dużo, ale póki sam chce - nie zabraniam, choć przyznam, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem tysiąca dodatkowych zajęć. Dzieci muszą mieć czas na beztroskę!


Oprócz treningów, jest gitara - druga pasja Mikołaja, w której również robi postępy. Co i raz prezentuje z dumą nowy utwór, który doskonali. Ostatnio na topie Guns'n'roses.

Oczywiście najważniejsza i pierwsza przed jakimkolwiek hobby jest szkoła i tu również radzi sobie świetnie, o czym świadczy odebrane w tym tygodniu świadectwo. Czasem tylko daje się zwieść brawurze, coś przeoczy, niezbyt dogłębnie zapozna się z tematem, przekonany, że raz przeczytać w zupełności wystarczy. Ale to drobiazgi do wypracowania. Natomiast włoski i matematyka - rewelacja i jak same nauczycielki powiedziały: "nie złość się na niego, jeśli coś mu nie wyjdzie, Nicola dokonał prawdziwego cudu, żadna z nas już nie pamięta, że to dziecko nie jest włoskiego pochodzenia". 
Rzeczywiście - co do języka - sama muszę przyznać, że jego włoski jest doskonały i nie ma nawet śladu obcego akcentu. Wręcz przeciwnie - ten "mały" spryciula nauczył się mówić z nalotem fiorentino i romagnolo, przeskakuje jak z kwiatka na kwiatek, bawiąc się akcentem i nas, jak stary kabareciarz, doprowadzając często do łez.  

Ma Mikołaj jeszcze jedno poważne zajęcie w tym roku - pierwsza Komunia. I o tym napiszę chyba jednak w osobnym poście, bo myślę, że to ciekawy temat. Nawet jeśli z zasady na blogu nigdy nie dotykam religii i polityki, to jednak kwestia Komunii jest według mnie niezwykle interesującym tematem. Okazuje się, że można do niej podejść bez tej całej wstrętnej, komercyjnej otoczki, bez złoconych ornatów dla proboszcza, bez wydawania kroci na przyjęcie w restauracji, bez dylematu matki - w co ja się ubiorę? - jakby w tym wszystkim, to była kwestia najistotniejsza, bez szaleństwa ze strojami, albami, filmami....
Kiedyś, przed emigracją mówiłam - do pierwszej Komunii poślę Mikołaja w Polsce. Teraz zupełnie sobie tego nie wyobrażam i już wiem, że właśnie tu czeka nas piękne wydarzenie. Ale o tym i o kościele włoskim napiszę więcej już wkrótce. 

ZAJĘCIE to po włosku IMPEGNO (wym. impenio)

Mikołaj

Relacje sportowe

wtorek, lutego 09, 2016


Nim opowiem o największej intensywności weekendu, dokończę relację z wydarzeń pomniejszych, bo tak jak pisałam, sobota i niedziela obfitowały w atrakcje. 
Ponieważ dawno nie było sportowych relacji, dziś zatem dwa słowa o piłce, bo oto już ruszył meczowy sezon. 
Mikołaj w nowej drużynie czuje się jak ryba w wodzie, entuzjazm piłkarski wcale nie osłabł i nawet fakt, że technicznie jeszcze od grupy odstaje, nic a nic go nie zniechęca. Przed nami bogaty plan na najbliższe miesiące, bowiem nowe kalendarium przewiduje wiele imprez i jeśli wszystko dobrze pójdzie, moje dziecko zagra pierwszy daleki, bardzo daleki mecz wyjazdowy i już się doczekać nie możemy, bo wyjazd będzie rodzinny, nie tylko mikołajowy.
Mecze z nową drużyną to też inna jakość i choć wygrana nie jest najważniejsza, to jednak miło wrócić do domu i wołać od progu - wygraliśmy 2:1!! A i ja z emocji podryguję i o wiele większą mam radość z bycia fotografem, kiedy jest mi dane fotografować drużynę mojego syna, która jest zazwyczaj drużyną zwycięską. Atmosfera w grupie, sukcesy i zwykła radość grania, są w ogromnej mierze oczywiście zasługą trenera, a to kolejny powód do radości - nie tylko ja mam tu szczęście do dobrych ludzi, moje dzieci też...



Dziękuję za kciuki i dobre słowa i tak jak prosiła jedna z Czytelniczek, piszę - Mario ok!

GRUPPO to znaczy GRUPA (wym. gruppo)

dzieci

Kto się przezywa...

sobota, grudnia 12, 2015


Nie wiem jak to jest w innych regionach Włoch, ale w Toskanii przezwiska są czymś niezwykle popularnym. Często są tak mocno ukorzenione, tak bardzo przylgnęły do osób, że nikt nawet nie pamięta prawdziwego imienia danej osoby, nawet żony zwracając się do mężów zamiast imionami posługują się właśnie soprannome. Zrozumiałym wydaje się zatem fakt, że często przezwiska idą z człowiekiem nawet do grobu, nie zdziwcie się więc, kiedy na tablicy nagrobnej obok imienia i nazwiska, znajdziecie dodatek w postaci przezwiska - dla jasności.  



Przezwiska nawiązywać mogą do wyglądu, cech charakterystycznych, czy konkretnych epizodów z życia. W Marradi mamy ich całą paletę, ale oczywiście tutaj nie będę ich wypisywać. Mam nadzieję, że te historie, opowiem kiedyś na papierze. Jedne są niewinne, jak choćby gatunek ptaków, niektóre zabawne, inne natomiast bywają nawet lekko nieprzyzwoite. Przezwiska rodzą się same, spontanicznie, nieoczekiwanie albo nadawane są z premedytacją, czasem też zostają wybrane drogą... głosowania. Tak też było z moim synem. 

Od dłuższego czasu w drużynie Mikołaja trwała debata - jakie przezwisko ma mieć nowy zawodnik. Koledzy Mikołaja od piłki - każdy rzecz jasna już ochrzczony przezwiskiem,  wśród których między innymi - cudzoziemiec, speed, blondyn, pomidor, pulpecik, DJ - składali swoje propozycje na mikołajowe soprannome. Dwa najbardziej podobające się typy - codino i polacchino, zostały poddane głosowaniu i w rezultacie, ku wielkiej radości samego zainteresowanego, Mikołaj został mianowany "Ogonkiem" czyli Codino. Tłumaczyć nikomu nie trzeba, że codino jest nawiązaniem do jego długich włosów, w czasie gry zwykle spiętych w kucyk. 

- Mamusiu nareszcie mam soprannome! - Wołał od progu Mikołaj, kiedy wrócił po ostatnim treningu. 
Jego radość uświadomiła mi, że to nie byle co i kwestia przezwiska bardzo leżała mu na sercu.
Ja też w drugim obiegu mam nadane imię. Dziwnym trafem i moje nawiązuje do włosów. Zadziwiające - prawda? Prawdziwy szczyt oryginalności:)

Życzymy Wam dobrej soboty! Sami mamy dziś ambitny plan, by po obiedzie zmęczyć nogi na górskim szlaku. Pogoda wciąż jest wspaniała!

SOPRANNOME to po włosku PRZEZWISKO (wym. soprannome)

dzieci

Dzieci z "piazza"

poniedziałek, czerwca 01, 2015


Ze wspomnień puglieskich 

Kiedy byłam mała tak wyobrażałam sobie Włochy: jakiś plac południowego miasteczka a na tym placu czarniawi chłopcy grają w piłkę, i kiedy panowie wybierali sery, ja zamarłam z aparatem w ręku, bo oto mój dziecięcy sen jawił mi się jako żywy przed oczami. Stałam jak zaczarowana i udając, że fotografuję kościół w głębi, przez mój obiektyw obserwowałam chłopców ganiających za piłką, scena godna Tornatore.



Marradi, 30 maja 2015
Między jednym, a drugim uczestnikiem biegu Passatore odwracam się w kierunku placu. W głębi chłopcy grają w piłkę, zupełnie tak jak wtedy w Puglii, Przypomina mi się dokładnie tamta scena. Tak jak w moich snach, jak w starych włoskich filmach. Wśród tych chłopców Mikołaj. Patrzę na niego i myślę sobie, że on już bardziej stąd, on też stał się częścią tego mojego włoskiego obrazka, który od dawna noszę w głowie. Biega po placu za piłką, śmieje się i pokrzykuje z wyraźnym akcentem. Plac należy do dzieci, tutaj zawsze do nich należał. Słucham zawsze zauroczona opowieści starszych pokoleń, o ich szaleństwach, psotach, o zabawach mniej lub bardziej rozsądnych. Słucham i nasycić się nie mogę.  


Tak powinno wyglądać dzieciństwo, należy im się odrobina wolności, niech mają swój świat i swoje sekrety, do których nam dostęp powinien być zakazany. Cieszę się, że i moje dzieci stały się częścią włoskiego obrazka...


RAGAZZI to znaczy CHŁOPCY (wym. ragacci)