Bologna

Bolońska wyprawa - Akt II - kulinarnie.

niedziela, lutego 12, 2017


Pewnego dnia, gdy na Piazza Maggiore odprawiane było nabożeństwo, prowadzący je biskup nagle przerwał kazanie i powiedział: wystarczy już, bo msza powinna być krótka, a długie to mają być tagliatelle…
Anna Maria zdradziła nam jeszcze kilka kulinarnych sekretów Bolonii. Po pierwsze, że szerokość prawdziwych tagliatelle jest precyzyjnie określona - to jest dokładnie dwunasto tysięczna dwieście siedemdziesiąta część wysokości Torre degli Asinelli. Po drugie rozwałkowane ciasto, czyli la pasta sfoglia, z której powstają bolońskie tagliatelle musi być tak cienka, żeby widać przez nią było San Luca… 
Dawniej najbardziej religijni bolończycy chcieli mieszkać tylko w tych apartamentach, z których widok byłby na Santuario della Madonna di San Luca. Stąd właśnie wzięło się to określenie, że sfoglia musi być tak cienka, że aż przezroczysta, że kiedy się przez nią patrzy, widać znajdującą się na wzgórzu świątynię.



Anna Maria pokazała nam nie tylko ważne zabytki, ale też najbardziej smakowite zakątki miasta. Wąskie uliczki kolorowe od owocowo warzywnych straganów. Botteghi pełne serów, szynek i kiełbas. Obłożone lodem stoiska z rybami, piekarnie, sklepy z czekoladą i delikatesy z ladami uginającymi się od ręcznie robionych makaronów w najbardziej fantazyjnych formach.




Wielkim zaszczytem było dla nas zwiedzanie Bolonii z takim przewodnikiem, a jeszcze większym wyróżnieniem zaproszenie na obiad do domu, do rodzinnego stołu… W jednej z botteg debrałyśmy zamówione przez Annę Marię tortellini, niestety laboratorium, w którym są przygotowywane było już zamknięte. Zostałyśmy zaproszone na następny raz, by zobaczyć jak  pasta jest tu produkowana. 
Tortellini miały typowe bolońskie nadzienie - z prosciutto, z mortadellą i z parmigiano i były doskonałe. Ponadto na stole poza oczywistym pieczywem znalazły się: parmigiano, mortadella, ciccioli, streghette i wino. Nie bez powodu Bolonia nazywana jest La Grassa!
 Na czas posiłku, tym razem aparat odłożyłam na bok, w takich okolicznościach celowanie obiektywem w talerz chyba byłoby nietaktem… Uwierzcie mi więc na słowo, że wszystko było wyśmienite... 



Wydaje mi się, że żadne włoskie miasto nie jest tak "kulinarne" jak Bolonia. Nie można opowiadać o stolicy Emilii - Romanii i nie wspomnieć o tutejszych smakach. Parmigiano reggiano, mortadella, prosciutto, tagliatelle, lasagne, tortelli, ragu' … Tak naprawdę są częścią tego miejsca, są tak samo ważne jak jej zabytki, dlatego też przepisy na niektóre dania (w tym właśnie na prawdziwe tagliatelle i ragu') złożone są i strzeżone w Camera di Commercio.

TŁUSTA to znaczy GRASSA (wym.grassa)





jedzenie

Kraina miodem płynąca

niedziela, października 02, 2016


Na półkach równiutko poustawiane słoiki - miody złote, rdzawe, bursztynowe. Wśród smaków oczywiście kasztanowy, poza tym lipowy, akacjowy, wielokwiatowy, spadziowy i … kolendrowy! 
Oto z witryny znika maskujący papier i otwiera się sklep i laboratorium pszczelarskie Marco. Przychodzimy na otwarcie, żeby zobaczyć i posmakować. I choć ja do wielbicieli miodu nie należę, to chłopcy moi są jego wielkimi fanami i w domu zawsze musi być kilka słoików.  


To na pewno wymagało dużo pracy, sklepik cieszy oko! Wiem też, że miody Marco robione są z pasją, z prawdziwa dbałość o jakość. Miód to miód, najprawdziwszy na świecie. Miód od pszczół szczęśliwych, które żyją sobie w Apeninach z dala od wielkiej cywilizacji. Oj jak dobrze, że w Marradi mamy to wszystko pod nosem, dobrze, że tutaj moi chłopcy mogą takie rarytasy mieć w codziennym menu. 


I ten miód z kolendry! To dopiero niespodzianka!
- Jak on smakuje? - pytam.
- Jest zdecydowanie mniej słodki - mówi Tomek, który już każdy smak przetestował.
- Ja chcę tiglio (lipa).
- A ja melata (spadziowy).
 Chłopcy chętnie częstują się przekąskami, degustują, zachwalają. Stoły się uginają, jak zawsze przy takich okazjach. Ciasta, ciasteczka, kanapeczki, słone przekąski, a wśród nich oczywiście parmezan z miodem! Teraz już wiem, że tak się go jada, ale kiedyś to było jedno z moich największych zaskoczeń kulinarnych.    
Sala się wypełnia, mieszkańcy są ciekawi, komplementują, fotografują, aż miło popatrzeć.. Niektórzy zjawiają się punktualnie na ogłoszoną godzinę otwarcia, kiedy to papier znika z witryn. Ktoś się postarał, ktoś inny docenił. Tak być powinno. 
Complimenti Marco! Un bel lavoro!


COLENDRA - to po włosku CORIANDOLO (wym. koriandolo)