biedronki

Biedronki, muzyka i pogodowy armagedon.

wtorek, października 30, 2018


Kiedy byłam mała moja mama zawsze powtarzała - "Nie zabijaj pająków! Dom, w którym żyją pająki, to dobry dom!" Tak mi zostało do dziś. Mogę urządzać rzeź much czy komarów, ale wara od pająków. I teraz taka sytuacja... Wchodzę do łazienki i zerkam na okno i widzę ciemną plamę. "Co u licha?" - myślę sobie. Podchodzę bliżej, wzrok wyostrzam, aż plama okazuje się siedliskiem... biedronek! W łazience zalęgły się biedronki! Czy można potraktować to jako dobrą wróżbę? Czy dom pełen biedronek to dobry dom?

***  
- Pusia to jak myślisz, jaki mogę wybrać utwór, który by mnie reprezentował?
- Jeśli może być instrumentalny, to Fly Ludovico Einaudi.
- A Una mattina
- Też.
- A dlaczego akurat te? 
- Bo są niebanalne, takie jak ty, ambitny, mądry ...
- Kreatywny?
- Kreatywny, wrażliwy, ale też skomplikowany. A dlaczego nie może cię reprezentować twój ulubiony Zimmer?
- Bo on mi się podoba, ale jednak mnie nie reprezentuje.
- Słuchaj, a tak w ogóle to na jaką lekcję to zadanie?
- Na religię.
- Ciekawe... bardzo ciekawe...
- Co to za muzyka? - pyta Tomek, kiedy zmieniam melodię.
- To chyba ta, która mnie reprezentuje.
- Czyli? 
- Nessuno ad aspettarmi, choć w sumie nie wiem może jednak bardziej Il cuore di sabbia? Co myślisz? Gdzie jest więcej mnie?
- Sam nie wiem.

***
W Italii panuje kataklizm pogodowy. Obrona narodowa w kilku regionach ogłosiła najwyższy alarm. W Mugello i Toskanii - Romanii dziś sytuacja już spokojniejsza, w nocy zmieniono codice arancione na codice giallo. To co działo się wczoraj wydawało się wręcz nieprawdopodobne, jakby żywioły coś opętało. Myślałam, że u nas było strasznie, ale jak popatrzyłam na inne miejsca - Ligurię z rekordowo wysokimi falami sztormowymi, Lombardię z trąbami powietrznymi, Lazio z powyrywanymi drzewami i Wenecję gdzie alta marea zalała trzy czwarte zabytkowego centrum, to stwierdziłam, że u nas to jednak nie jest aż tak źle. Przed nami chwila oddechu, już na 1 listopada przewidywana jest kolejna fala ulew, za którą idzie zagrożenie powodziowe. Nam z racji położenia powódź raczej nie grozi i mam nadzieję, że nic złego nie wydarzy się też w innych regionach. Znajome i Czytelniczki bloga z półwyspu - mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze, Aga, Pani Maria, Renata, Ewa, Pani znad Stretto, Beata?

KOD POMARAŃCZOWY/ ŻÓŁTY - to CODICE ARANCIONE/GIALLO (wym. kodicze aranczione/dżiallo)

dzieci

Pollice verde, pająk, martwe pszczoły, czyli kolejna odsłona zwykłej codzienności

piątek, listopada 13, 2015


Nawet jeśli wciąż jest ciepło jak na wiosnę, to powoli zbliża się czas, by juki, fikusy i agawy wnieść do domu. Czwartkowe popołudnie spędziliśmy na kwiatowych zabiegach. Pollice verde przywiózł od siebie skrzynkę dobrej ziemi i wszelkie potrzebne akcesoria. Swoją drogą to wspaniale mieszkać w kraju, gdzie wszystkie kwiaty jeszcze do połowy listopada stoją sobie pod gołym niebem. 
- Beniaminek tu. Kaktusy Tomka w te dwie. Różę w doniczkę od fikusa - wydawałam komendy jak kierownik zmiany.
- O masz ci los! Ale wielki! Tych to nawet ja się boję - powiedział człowiek, który niczego się nie boi.
Wraz z doniczkami przyjechał pasażer na gapę - pająk o tułowiu jak dorodna czereśnia. 
- Nie chcę go zbijać, nawet jeśli wygląda okropnie. Podaj mi ten kawałek tektury.
- To nie jest kawałek tektury.
- A co to jest?
- To jest odrzutowiec Tomka. 
Pollice verde wybałuszył oczy, popatrzył z powątpiewaniem na zlepek tektury, drutu i pustych naboi, ale nic już nie powiedział. Pozwolił obrzydliwej kreaturze wsiąść na pokład i zaraz potem zrzucił go do rzeki.
Kiedy już wszystkie kwiaty zostały zakwaterowane w nowych doniczkach, zabraliśmy się za awokado. Jakiś czas temu po awokadowej sałatce została nam pestka. Postanowiliśmy się nią dobrze zaopiekować. Po najróżniejszych zabiegach i długim oczekiwaniu wypuściła pierwszy pęd, potem drugi. Wkrótce pojawiły się też młode listki. Nie sądzę, aby roślinka zaowocowała, ale radość z nowego życia była niezwykła. 
- Słuchaj, a co było w tym słoiku? - usłyszałam z tarasu. 
Popatrzyłam na opróżnione naczynie i paczuszkę, którą trzymał Mario. 
- O matko! Co ty zrobiłeś!? To był eksperyment Tomka!
- Eksperyment??? Przecież to śmierdzi jak nie wiem! Co to jest u licha? - wyciągnął w moją stronę małe coś z tektury, oklejone taśmą i błotem. 
- Znając Tomka w środku może być nawet zdechła jaszczurka...



Wyjaśnienia Tomka:
- Chciałem wyprodukować minerał. Znalazłem pszczołę, martwą pszczołę i zawinąłem ją w papier, potem zakopałem tę paczkę w ziemi, polałem wodą, dosypałem soli i popiołu. A do paczki włożyłem jeszcze trochę siana. 
- A siano po co?
- Na wypadek, gdyby pszczoła nie była jednak martwa. No wiesz... żeby miała co jeść.
- Ja zwariuję! To tak jakby umarłym do trumny wkładać po kanapce, na wypadek, gdyby jednak nie do końca byli martwi. - Widzisz? - zwróciłam się w stronę Pollice verde, może tam już zalążek diamentu był!
- Oj mamusiu! Pomyśl, jakby mi się udało wyprodukować na przykład ropę, to bym zarobił dużo pieniędzy. Wszystkie oddałbym tobie i kupiłabyś wtedy Dom z Kamienia...   
Mój największy skarb, moje dzieci.

PSZCZOŁA to po włosku APE (wym. ape)