Na stole w Kamiennym Domu wylądował karton pyszności. Słoiczki pozawijane starannie w gazety, żeby się w drodze nie potłukły, a w nich najlepszy na świecie dżem truskawkowy, najlepsze na świecie marynowane grzybki i powidła śliwkowe, które nie mają sobie równych. Oprócz nich blok czekoladowy - ten sam, który cieszył moje dziecięce podniebienie w peerelowskich latach, udając, że jest czekoladą. Dziś czekolada nawet ta najprawdziwsza niech się schowa. Blok, jaki robi Mama może stawać w szranki z najlepszymi szwajcarskimi wyrobami! Myślę, że i chłopcy o tym zaświadczą. Paczka "mamusiowych" pyszności jak największy skarb została rozparcelowana pomiędzy spiżarką i lodówką!
Tymczasem pogodowi eksperci straszą rychłym nadejściem zimy. Coś nawet o śniegu przebąkują, a mnie już na samą myśl telepie i dreszcze po plecach przechodzą. Zobaczymy co to będzie. Piec mamy, zapas dzika wypełnia pół zamrażarki, polentę do niego ukręcimy i jakoś te wszystkie Buriany przetrwamy.
Tomek zapisał się do kółka teatralnego. Widać miłość do sceny jeszcze w nim nie zgasła, a scena w Faenzie większa niż nasza marradyjska. Na początek wiosny zaplanowano też pierwszą wymianę językową. Tomek przebiera z radości nogami, a ja... No cóż muszę zacząć się powoli oswajać z myślą, że moje dziecko już coraz mniej moje i w ogóle coraz mniej "dziecko". Taka kolej rzeczy. Z drugiej strony cieszę się jak wariat, że dane mu jest to wszystko, o czym ja nawet nie śniłam, że trafił na klasę fajnych dzieciaków, że ma tyle możliwości. W zeszłym tygodniu zakomunikował mi: - Pusia, jutro będę później, umówiłem się z Alessandro i Zakaria na spacer po lekcjach. Chcemy się trochę poszwendać. - Dobrze, dobrze, daj tylko znać o której wrócisz.
Wrócił po południu uradowany. Okazało się, że są jeszcze na świecie nastolatki, które po lekcjach idą pozwiedzać księgarnie i pooglądać nowości wydawnicze. Muszę przyznać, że buzię rozdziawiłam z wrażenia. Myślałam, że raczej przysiądą gdzieś w barze, na lody i będą udawać dorosłych, a tu taka miła niespodzianka.
Poza tym ze szkołą radzi sobie Tomek bardziej niż dobrze, tylko na łacinie się potknął, choć uczył zaciekle. Tak się złożyło, że w tym czasie napisał też do mnie były wychowawca Tomka z gimnazjum, ciekawy bardzo jak Tomkowi idzie w licealnej ławce. Na wieść o jego potyczkach z łaciną zaraz się zaoferował z pomocą, by jako doświadczony w materii rad cennych udzielić. Spotkali się gdzieś w Marradi na krótką rozmowę, a ja wciąż nadziwić się nie mogłam ileż to pozytywnych ludzi stanęło na Tomka szkolnej drodze. Czy ktoś kiedykolwiek się mną choć w drobnym stopniu tak zainteresował??? Jak wiele zależy od nauczycieli... Jak dobrze! Jak dobrze! Niech ta passa trwa!
O Mikołaju napiszę już innym razem, bo dziś czas nagli.
Dobrego dnia.
KSIĘGARNIA to po włosku LIBRERIA (wym. librerija)










