Ja wiem, wiem - chcielibyście wiedzieć co słychać w Toskanii, w Marradi. Macie już dosyć toskańskich zapisków notesowych. Jeszcze tylko chwila. Uwierzcie, że i ja też całym sercem chcę do domu. Ostatni tydzień to miły i dobry czas, ale tylko w domu czuję się bezpiecznie, dobrze i u siebie. To z jednej strony zadziwiające ... Kiedyś myślałam, że jak już się w końcu przeprowadzę do Włoch, to podróże do Polski będą wyczekiwane. Tymczasem jednak ten moment jeszcze nie nadszedł. Żal mi natomiast każdego mijającego dnia, kiedy mnie w Marradi nie ma. Znów patrząc przez okno na zalany deszczem świat, zła jestem na słońce, że świeci w Toskanii. Jakim prawem, jeśli mnie tam nie ma? Żal mi, bo marradyjczycy zbierają jeżyny i dzikie śliwki na likier. Żal mi ostatnich dni lata, bo tu - w Polsce już jesień. Przemykam tylko z jednego spotkania na drugie chroniąc się przed chłodem jak mogę, otulając się jedynym swetrem jaki wzięłam z domu, zestrojona jeszcze w sandałki i zwiewne sukienki.
Poza tym ja już trochę zdziczałam, miasto mnie męczy, potrzeba mi gór, zieleni, końskiej dawki natury. Odzwyczaiłam się od domów z betonu i anonimowości.
Proszę Was zatem o cierpliwość. Zaraz wrócę, zaloguję się na "dom z kamienia", zbiorę z krzaków pomidory, przywitam się z sąsiadami, popatrzę w nurt rzeki i znów wszystko wróci do normy. Mam nadzieję, że nie wyzbierali mi wszystkich jeżyn i śliweczek, że coś dla mnie zostało, że jeszcze się grzyby pojawią, że jeszcze coś w słoiki na zimowe miesiące uda mi się zapakować. Może nim zacznie się szkoła damy radę jeszcze się powłóczyć, pospacerować, pozwiedzać wakacyjnie, bez oddechu szkolnego obowiązku na plecach...
Do domu... Do domu...
WIEDZIEĆ to po włosku SAPERE (wym. sapere)





