Październik już za półmetkiem, a za nami trzecia niedziela kasztanowa. Pogoda straszyła, już od tygodniua odgrażała się deszczem w prognozach, tymczasem było pięknie i ciepło. Uliczkami Marradi nieprzerwanie od rana do wieczora płynęła rzeka ludzi! Przysłuchiwałam się komentarzom mijanych po drodze przyjezdnych z najwyższą przyjemnością i puchłam z dumy - pyszne te kasztany! A jakie dobre te tortelli! Piękna sagra!
Dzieci znów z radością złapały tace i ruszyły do pracy, a ja dzięki temu miałam przy kolacji porcję anegdotek z życia kelnera! Poza tym spuchłam z dumy jeszcze raz - kiedy to zebrałam garść komplementów dotyczących tym razem chłopców - jakie to moje dzieci są wspaniałe, jak pracują, ach i och!
Kiedy dzieci odsłużyły swoje, ruszyliśmy razem na krótki spacer po mieście, na obiecanego kręconego ziemniaka i tortelli z kasztanowym nadzieniem. Nie za długie było to nasze chodzenie, bo jak to chłopcy określili - nogi wchodziły im … tam gdzie ciemno.
Bardzo bym jeszcze chciała napisać o tym, co mi się wczoraj w Marradi przydarzyło, a było to coś naprawdę wyjątkowego, ale niestety nie mogę. Z wielkim żalem, tak jak obiecałam, zachowam to dla siebie, zatrzymam wraz z innymi opowieściami czekającymi na papierowy moment …
Dzieci miały dość chodzenia ale ja nie, "szwendacz" łaskotał i nie dawał spokoju, zanim więc zapadł zmrok odwiedziłam pobliski gaj kasztanowy … Ale to już jutro, a tymczasem - dobrego tygodnia!
CZEKAJĄC to po włosku ASPETTANDO (wym. aspettando)






