Kiedy siedzieliśmy w poczekalni u okulisty starsza pani zwróciła się do Tomka:
- Nie będzie panu zimno? Mogę zostawić otwarte drzwi?
Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia, popatrzyłam na mojego "dzidziusia", na Tomeczka malutkiego i nadziwić się nie mogłam, jak ktoś mógł tak do niego powiedzieć. Gdzie tu "pan", jaki pan, jaki Lei?
Temat wypłynął przy kolacji kilka dni później.
- Do mnie zazwyczaj się tak ludzie zwracają - powiedział Tomek bez przejęcia.
- My cię pewnie inaczej widzimy...
Może on rzeczywiście tak poważnie już wygląda - pomyślałam, choć z drugiej strony to się przecież nie zgadza: jeśli ja "ragazza", to jakim cudem on "pan"?
- Nie przeszkadza ci to?
- Wolę poważnie wyglądać.
- Serio???
- A Matka jak była młoda to nie chciała mieć więcej lat?
- W sumie racja...
- W każdym razie ja się cieszę kiedy ktoś się do mnie teraz zwraca "ragazza" (dziewczyna) albo signorina i to się jeszcze bardzo często zdarza!
- A kto do Matki tak mówi? - zapytał zdziwiony Mikołaj.
- Ludzie.
- Jacy ludzie? Chyba siedemdziesięciolatkowie! Dla nich to pewnie, że Matka ragazza.
- Jesteś okrutny! Ci w moim wieku też tak do mnie mówią!
- No jasne! Sami tym samym chcą się pewnie poczuć młodsi.
Nie ma mocnych! Choćby nie wiem jak się człowiek młodo czuł, to zdepczą, zbiją z pantałyku, bezpardonowo rozprawią się ze złudzeniami. Ale... ktoś kiedyś im też tak przygada i wtedy zobaczymy!
Wiosna u nas coraz cieplejsza. Wczoraj jeszcze chłodny wiatr kazał kufajkę trzymać na grzbiecie, ale od dziś ma się wiosenna aura - prawdziwie wiosenna - rozkręcać na najwyższe obroty i to jest coś wspaniałego!
Powinnam zacząć coś planować na Pasquę ale w głowie jeszcze pustka, jedynie colomba stoi grzecznie w spiżarce i czeka. Ten tydzień jest wyjątkowo intensywny, a skrawki wolnego czasu trwonię bezczelnie na spacerowanie. Wczoraj na przykład byliśmy w Campigno, ale o tym to może już jutro. Dobrego środka tygodnia!
MÓWIĆ NA PAN to po włosku DARE DEL LEI (wym. dare del lei)








