listopad

Łąki pełne majestatu i poszukiwanie celu

wtorek, listopada 26, 2024

Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka

- Ojciec się pytał gdzie pojedziemy, jak będzie na święta. Wiesz, tak jak zawsze wyprawa na jeden dzień. Masz jakiś pomysł?
- Montpellier.
- Na JEDEN dzień! A nawiasem mówiąc do Montpellier sama chętnie bym wróciła. 
- Do Bolzano. 
- Mikołaj! Jeee-deeen dzień! Do Bolzano pojedziemy znów wiosną i nie na jeden dzień. 
- Ja już złożyłem dwie propozycje, a Mama wszystko krytykuje. 
- Nie krytykuje, tylko to nie są propozycje na jeden dzień. Montpellier to 9 godzin jazdy! 
- No i? 
- To masz jakiś pomysł, powiedzmy w promieniu 300 kilometrów? 
- A może niech Mama coś wymyśli? 
- Mama zawsze wymyśla, ale ciekawa jest waszych preferencji. A co powiesz na Genova?
- O Jezu! - przewrócił teatralnie oczami - to wszystko jest takie samo. Nuda!! I co w tej Genova? Że tam się urodził ktoś, kto niby zrobił coś, co inni zrobili tysiąc lat wcześniej? Że Garibaldi przeszedł? Na pewno jest plac Garibaldiego! I na pewno Dante też tam był. I pewnie się urodziło albo mieszkało tam z tysiąc innych znanych ludzi. Piazza, Duomo, trzy kościoły - jeden gotico, jeden romanico, jeden... - tu się zawiesił.
- Barocco?
- Okropne jest barocco...
- Ty jesteś okropny. 
- Co?
- Pstro! 
Mikołaja ubawiła moja przedszkolna riposta i nie umiał powstrzymać uśmiechu. 
- Nuda - powtórzył. 
- Genova to portowe miasto, więc musi być super. Ile widziałeś miast portowych? Twoje ulubione Livorno?
- Livorno, Rimini, Montpellier...
- Montpellier nie jest portem!
- Mundaka - wyliczał dalej.
- Mundaka jest mekką surferów, ale nie portem! 
- Honfleur, Dublin...
- To tak! I co wymieniłeś? Wszystkie swoje ulubione miasta! Ale oczywiście już wiesz, że Genova to nuda, tak?
Stanęło na propozycji... żadnej. Mnie ta Genova bardzo inspiruje, bo - jak nie raz pisałam - mam niezdrową wręcz słabość do portowych miast i myślę, że Bolońskie Dziecko mi przyklaśnie, razem uwielbiamy przecież Fabrizio De André. Oczywiście mam jeszcze w zanadrzu kilka pomysłów i może coś ładnego się z tego urodzi.

Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka

Tymczasem zupełnie spontanicznie w poniedziałek urodził mi się piękny, listopadowy spacer, który przywiał dawne wspomnienia. Kiedyś była to jedna z moich ulubionych łąk, jednen z punktów, skąd można podziwiać bez wspinaczki całą dolinę Lamone. Potem zdradziłam to "miejsce" dla innych bardziej spektakularnych, a jeszcze potem przyszedł majowy kataklizm 2023 z powodzią i osuwiskami, który obszedł się z tym miejscem bardzo brutalnie i wygląda na to, że nawet kamienny dom na czubku popadł w zapomnienie. 
Mieliśmy obydwoje z Mario skojarzenia z amerykańskimi katastroficznymi filmami o zagładzie ludzkości...

Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka

Kataklizm zabrał drogę, ale nie odebrał temu miejscu uroku. Niby nic - tylko pola i łąki. Niby nic, a jednak wielkie coś, nawet w listopadzie.

Tutaj przebiega granica pomiędzy Toskanią i Romanią. Tutaj pola falują jak atłas targany wiatrem. Łąki listopadowe są dostojne, ciche i złotem inkrustowane. Być może najpiękniejsze są w wiosennej szacie - mają wtedy w sobie świeżość, dziewiczość i uroczą przaśność, jednak wczoraj pomyślałam sobie, że to właśnie późna jesień przydaje im najwięcej majestatu. Coś jest w tych rdzawo-złotych odcieniach ziemi...

Pięknego dnia!

ODCIENIE to po włosku SFUMATURE

Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka
Gdzie Dante mówi dobranoc, Marradi, Kasia Nowacka

listopad

Listopadowe harce najróżniejsze

piątek, listopada 22, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Ani jedna noc w tym tygodniu nie była przespana jak należy - albo dziecko z gorączką, albo taki wicher z ulewą, że nawet zamknięte okiennice nie były w stanie wyciszyć rozdzierającej noc apokalipsy. 
Chyba będę musiała odrobić zaległości w śnie jutro w ciągu dnia, bo przecież w planie znów imprezowy wieczór, z którego po dobroci ani myślę rezygnować. Wszystko wskazuje na to, że moje pokolenie ma zamiar spędzić bardzo rozrywkową zimę, zupełnie jakby się nagle wszyscy zorientowali, że czas goni i jeśli nie teraz to kiedy? 

Nim jednak muzyka zadudni w klubie pod teatrem, czeka święto wolontariatu, na którym będą serwowane przysmaki i którego istotą jest oczywiście "wszyscy razem" przy stole. W następną niedzielę dla odmiany czeka nas wieczór kulturalny - tym razem będzie się działo nie pod, ale na teatralnych deskach.  

I tak to plecie się życie na toskańskiej prowincji w dzikich Apeninach... 

Poza tym Bolońskie Dziecko wydobrzało i zdało egzamin ze "Storia Moderna", Mikołaj został oficjalnie zapisany na maturę, za co Matka uiściła należny podatek w wysokości 13 euro.  

Po nocnej schadzce Apokalipsy z Armagedonem nie ma już śladu. Na niebie reszteczki chmur. Ciepło może szczególnie nie rozpieszcza, ale na pewno nie są potrzebne ani czapka, ani rękawiczki. 

Środkowa alejka supermarketu wypełniła się słynnymi świątecznymi babami panettone i pandoro, poza tym półki uginają się od czekoladek z Piemontu i Perugii, od torroni i spumante
Dokładnie za miesiąc zacznie się zima i co najważniejsze - dni znów będą się wydłużać.

Dookoła robi się już trochę bożonarodzeniowo. Jeszcze chwilka i ja też ściągnę ze strychu pudła z bibelotami, ale to zaraz, za moment. Narazie cieszę się zawieszeniem, pauzą, czasem dla mnie samej i... lekko odnowioną fryzurą. 

Na szczęście na tej mojej prowincji, poza wymienionymi już atrakcjami, mam też wspaniałą fryzjerkę, która wie jak mnie uszczęśliwić.

Pięknego weekendu!
GRZYWKA to po włosku FRANGIA, a taka grzywka to FRANGIA A TENDINA:)  

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

listopad

Uwodzenie listopada - czyli co się może podobać mimo nielubienia

wtorek, listopada 19, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Kolory późnego listopada kompatybilne są z barwą vino Novello, które pojawiło się na sklepowych półkach. Za młodym winem nie przepadam, ale lubię myśleć, że rzeczy do siebie pasują, że światem rządzi nieprzypadkowość, bawi mnie wyszukiwanie analogii i metafor. 

Teraz, kiedy w końcu mogę się skupić bardziej na sobie, zmysły są wyostrzone, jeszcze bardziej niż zwykle wyczuliły się na zapachy, kolory, dźwięki. Kiedy w sobotni, wczesny ranek biegnę do sklepu, przystaję to tu, to tam, żeby sfotografować moje buty na listopadowym tle - a to srebrzysty szron jak dywan pokrywający most, a to wielkie, kolorowe liście. Nie lubię zimna, ale oddycham głęboko i mam wrażenie, że powietrze jest niemal elektryzujące, inebriante*... 

Na placu uderza mnie w nos przyjemny zapach. Zapach zimy. Nie umiem powiedzieć co się na niego składa, ale tak właśnie pachnie zima, już nie jesień... Żeby nie było wątpliwości - nie lubię zimy, milion razy bardziej wolę czerwiec, ale skoro już zimę ktoś wpisał nam w grafik, to szkoda tracić czas na niechęć i awersję. Można nie lubić, ale przecież można się jednocześnie zachwycać. 

Zachwycam się więc tym porankiem, w którym powietrze frizza**, w którym most pokrył się patyną chłodu, w którym moja szyja ma randez-vous z puchatym, liliowym szalikiem, porankiem, w którym ktoś przelotem posyła mi serdeczny uśmiech... Nawet w listopadowych porankach można znaleźć coś do kochania.    
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

- Gdzie jest Cappella Bardi? - pyta Mikołaj przed wyjściem do szkoły. 
- W Santa Croce. Jest w renowacji.
- No tak! To dlatego teraz można wejść na impalcature***. Pójdą? 
- Choćby zaraz! 
***
- Pojechałby znów do Honfleur!
- Ja też... Na pocieszenie mamy wystawę w Ospedale degli Innocenti od przyszłego tygodnia. 
- Jaką? 
- Impressionisti in Normandia. Chce iść? 
- Chce. 

Plan mamy ustalony. Niestety Giotto w Kaplicy Bardich do końca roku jest już zarezerwowany, ale ci Impresjoniści są od dawna wpisani jako żelazny punkt w moim jesiennym kalendarzu. 

Listopad zaraz zacznie ostatnią dekadę i mam nadzieję, że zaserwuje jeszcze wiele chwil do zabutelkowania, trzeba tylko dać mu szansę. 
Dobrego dnia!

A słówka NA DZIŚ aż trzy:
INEBRIANTE - ODURZAJĄCY, UPAJAJĄCY, ELEKTRYZUJĄCY
FRIZZANTE - BĄBELKUJĄCY, MUSUJĄCY
IMPALCATURA - RUSZTOWANIE  

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej


listopad

Jednorożec gotuje

poniedziałek, listopada 18, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

- Mamy sandacza? 
- Sandacza? Nie, nie mamy sandacza!
- A masło pomarańczowe? 
- Jak na złość też nie mamy! 
- A cumino
- Nie, nie mamy.
- To szkoda, bo by zrobił takie dobre danie - Mikołaj leżał wyciągnięty na całej długości kanapy zestrojony w tęczową piżamę jednorożca, z której nawiasem mówiąc nie wyszedł przez cały dzień i przeglądał moją starą "Kuchnię Polską". Nagle, przed kolacją, naszła go kulinarna wena twórcza. Wertował wielką księgę w pełni zrelaksowany, nie zważając oczywiście na to, że jego ciężar przygniatał mnie i Bolońskie Dziecko. Był jak gigantyczny kociak, który domaga się pieszczot.

- A kwaśną, gęstą śmietanę mamy? 
- Nie mamy. 
- Nic nie mamy... - skomentował pod nosem - a mógł zrobić tartę lotaryńską.
- A mąkę mamy? 
- Mamy!
- A mąkę ziemniaczaną?
- Też - ucieszyłam się. 
- A boczek?
- Yyyy...
- Może być przecież pancetta
- Wiem, ale chyba zjadłeś.
- Ja nic nie zjadłem! 
- Trzeba sprawdzić w lodówce. 
- Zrobi pyzy!
- Pyzy??? O 19.00? Zwariowałeś?
- To zrobi jakiegoś tapasa - niespodziewanie zamknął księgę, podniósł się energicznie przygniatając nas przy tym jeszcze bardziej i poszedł wymienić lekturę. 

Mikołaj nie był gołosłowny, rzeczywiście przygotował kolację. Było to piękne zakończenie ciepłego, rodzinnego weekendu. W niedzielę, nigdzie nie wyszliśmy. Nawet ja stwierdziłam, że jeśli jeden dzień odsapnę, to świat się nie zawali, tym bardziej, że po tańcach i ostatnich marszach skręcona kilka lat temu kostka daje mi mocno w kość, a przecież w najbliższą sobotę czeka kolejne balowanie. 

Wyprzytulaliśmy się za wszystkie czasy, obejrzeliśmy wzruszający film, pojedliśmy dobrych rzeczy, a ja usiadłam nawet do pisania. To było dobre zakończenie wyjątkowo udanego tygodnia. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
.
Dziś o świcie siedzimy przy stole, ja skrobię tę opowieść, a jednorożec je śniadanie. 
- Da mi komputer, to jej puszczę Iron Maiden.
- Tylko nie głośno, bo ludzie śpią. 

- Świetne...
- Noooo! - Potrząsa czupryną.

Jest listopadowy poniedziałek 5.30 rano, a nam w Kuchni Domu z Kamienia Za Rzeką gra legendarna grupa. 18 listopada był dla mnie przez lata dniem, kiedy wstrzymywałam oddech i tylko czekałam, aż minie. Tak, jak w napięciu czekałam, aż minie cały listopad. Dopiero od kilku lat czuję już wewnętrzny spokój, myślę, że udało mi się wyciszyć, przepracować dziecięce traumy. Choć oczywiście zawsze będę pamiętać... Nie poganiam już listopada, zaprzyjaźniliśmy się, jeśli da mu się szansę, to potrafi przynieść naprawdę wiele dobrego...  

Na starcie staje nowy tydzień, zostało jeszcze dwanaście listopadowych dni, na które mam całkiem przyjemne plany - Florencja, teatr, dyskoteka i festa w Marradi. Przed nami ostatni jesienny miesiąc. Już niedługo dnia zacznie przybywać. W piątek zapowiadają u nas pierwsze śnieżenie i nocny mróz. Do tej pory mieliśmy tylko dwa przymrozkowe poranki.... 

Na dobry początek nowego tygodnia dzielę się naszym porannym "przytupem".
Miejcie się pięknie! Po włosku: STATEMI BENE!





listopad

O tu i teraz, o listopadzie, o pisaniu i o pamięci

środa, listopada 01, 2023

Dom z Kamienia, listopad, życie w Toskanii

Już dawno postanowiłam sobie, że nie będę odliczać czasu do niczego - ani do weekendu, ani do wakacji, ani do wiosny, ani do czegokolwiek, obiecałam sobie żyć tu i teraz. Tego się niezmiennie i konsekwentnie trzymam, ale też uczciwie muszę przyznać, że lubię w głowie snuć kalkulacje i układać optymistyczne plany. Jakże miła sercu jest myśl, że za niecałe dwa miesiące dnia znów zacznie przybywać, że przy dobrych wiatrach za dwa miesiące mogą pojawić się pierwsze fiołki, a za trzy to nawet drzewa owocowe mogą powoli przebudzać się z zimowego snu. Z taką myślą to jakoś człowiekowi lżej. Oczywiście nie odliczam do tego momentu, ale już sama świadomość jego bliskości jest jak subtelna pieszczota dla duszy...

Dom z Kamienia, listopad, życie w Toskanii

Tymczasem listopad zaczął swój występ chłodnym porankiem, bezwietrzną ciszą i pogodnym niebem. Kiedyś najbardziej przeze mnie "znielubiony" miesiąc, teraz celebruję każdą jego chwilę. Listopad to jest jedyny czas w roku, kiedy udaje mi się wyskrobać najwięcej czasu na twórczość własną, na bycie sam na sam z własnymi myślami... Może uda się wyskoczyć do Brisighelli na sagry, iść na trekking - mam nadzieję nie jeden, usiąść przy stole z przyjaciółmi i pisać, dużo pisać. Czekają też na mnie trzy wspaniałe wystawy w trzech różnych miastach, więc cały czas główkuję jak tu i kiedy wykraść na początek choć jeden wolny dzień. 

Dom z Kamienia, listopad, życie w Toskanii

Paradoksalnie wolny dzień udało się zorganizować dziś i po cichu miałam nadzieję, że z domu się ruszymy, by zrealizować jeden z moich chytrych planów, ale Tomek zaniemógł, a Mikołaj jest po halloweenowych szaleństwach i z góry uprzedził, że nigdzie się nie wybiera. No nic... Pozostanie jakiś skromny trekking, gotowanie dla bolońskiego słoika i pewnie upust artystycznej weny przed komputerem. Wystawy jeszcze chwilę będą musiały poczekać. 

Dom z Kamienia, listopad, życie w Toskanii

To nasz jedenasty listopad tutaj, więc chyba nie ma sensu, żebym kolejny raz opowiadała o włoskich tradycjach związanych z Ognissanti i giorno dei morti. Na cmentarzu, czy też na cmentarzach bywam bardzo często i tak naprawdę nie potrzebuję do tego narzuconego z góry  dnia. Zdecydowanie wolę na cmentarzu ciszę i spokój. Pamięć o tych, których już nie ma jest w naszym domu wciąż żywa niezależnie od święta czy "nieświęta", a moje notesy pełne są opowieści o nich. I to jest myślę szczególnie ważne, sama zainspirowana literaturą wyznaczyłam sobie taką misję - zapisać historie innych, pomóc ocalić je od zapomnienia oraz zostawić historie własne, bo inaczej za kilkadziesiąt lat już nikt nie będzie o nas pamiętał, będziemy tylko mniej lub bardziej abstrakcyjnym napisem na nagrobku.

Niech nam się ten listopad pięknie pisze, niech sobie nawet będzie pełen melancholii - przecież późno-jesienna melancholia to jeden z najlepszych nawozów pod artystyczne płody. 
Dobrego dnia!

NAWÓZ to po włosku CONCIME 

Ps. Z okazji 30 rocznicy śmierci Federico Felliniego, który zmarł 31 października 1993 roku przypominam nasz materiał o Rimini i oczywiście o słynnym reżyserze:






listopad

Łzawo od wzruszeń, zielono, listopadowo

sobota, listopada 05, 2022

Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

Między trawami tu i tam migała dziurka w ziemi. Przypomniało mi się jak wiosną przyszliśmy na tę łąkę i nagrywałam świerszczowe muzykowanie. Sto lat temu to było, a tak naprawdę pół roku minęło... 

Wczoraj na tej łące było prawie tak pięknie jak wiosną, może tylko kwiatów mniej, bo listopad to jednak nie kwiecień, choć chciałoby się powiedzieć, że listopad w tym roku uparł się, by kwiecień udawać.  

- Czy ty widzisz jak zielono? - zapytałam Tomka, kiedy wieczorem z dumą prezentowałam mu nową rolkę
- Widzę. Bardzo ładne ujęcie z tymi trawami. Ale wiesz... to się nie ma z czego cieszyć...
- To znaczy? 
- Globalne ocieplenie... Już listopad, a my nawet piecyka nie włączyliśmy. 
- To prawda. 

Szczerze mówiąc po raz pierwszy w tym roku poczułam jesień dopiero w miniony czwartek. Ale też bez przesady z tą jesienią. Po prostu trzeba już było sweter wrzucić na grzbiet i zapomnieć o gołych nogach. Tak czy inaczej mimo zapowiedzi załamania pogody, popadało tylko przez jedną noc, temperatura się trochę obniżyła, jednak szaruga listopadowa przynajmniej jeszcze przez kilka dni nam nie grozi. 

Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

A jeszcze wracając do wczorajszego spaceru... 
Krótki to był spacer, jak zawsze wyszarpany niemal siłą z gardła intensywnego dnia, ale spacer w tak pięknych okolicznościach przyrody, że nawet Mario, urodzony tutaj, na to piękno nie zobojętniał, to co dopiero ja! 

Przystaję na łące i patrzę na świat w popołudniowym świetle. Patrzę i guła mi w gardle rośnie. Wszystko się zmówiło - światło i chmury, zieleń i aksamitne pagórki, złote trawy targane przez ciepły wiatr i ostatnie listopadowe kwiaty, trzmiele i motyle... Wszystko się zmówiło jak w tandetnym łzawym filmie. 
 
Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech
Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech
Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech
Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

Przed nami pierwszy listopadowy weekend. W planie znów trekking, choć nad trasą jeszcze się głowię. Dwa szlaki, a nawet trzy chodzą po głowie i toczą ze sobą pojedynek. Zobaczymy, który wygra. Z drugiej strony powinnam usiąść na d*** i pisać, bo termin oddania tekstu trzeciej książki zbliża się wielkimi krokami, więc gdzieś tam pod skórą lęgnie się poczucie winy. Trudno. Jakoś trzeba wszystko pogodzić. 

Odgrażałam się, że od piętnastego października zwolnię i odpocznę. Nie wyszło. Jak zwykle. Mam wrażenie, że gonię jeszcze bardziej. Obiecałam sobie w czerwcu, że od nowego roku szkolnego tak poukładam lekcje, by mieć więcej wolnego. Nie można przecież żyć samą pracą. To nie o to w życiu chodzi. 

Słabo mi to wyszło, ale będę nadal próbować, bo przy takiej intensywności zaczynam robić się aspołeczna i coraz bardziej zamykam się w swojej cichej skorupie. 

Niech tak zwany weekend ładnie nam się zapisze. 
Pięknego dnia!

SKORUPA to GUSCIO (wym. guszio)

Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech
Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech
Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech
Listopad w Toskanii, Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

listopad

Jesień w dojrzałym wieku i o tym, że warto rozmawiać

wtorek, listopada 01, 2022

Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej

Listopad. 
Jesień w bardzo dojrzałym wieku. Jesień, która już zapomniała czym były cykady i zapach lip. Jesień, która zaraz grzać się będzie kominkiem, ciepłym szalikiem, vin brulé. Jesień, która nie ma siły balować do późna, tylko idzie spać z kurami. Jesień, którą ogarnia nostalgia, mgły i pierwszy odczuwalny chłód. Jesień, w której szelest liści ucichnie, która najpierw zestroi się w chryzantemy, a na koniec zacznie wianki wić z ostrokrzewu.  
Listopad. Niech to będzie dobry czas... 

Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej

Po tym jak udało mi się odczarować listopad, nauczyłam się nim cieszyć naprawdę. To taki moment wyciszenia, zwolnienia, zejścia z rozkręconej karuzeli na kilka miesięcy. Czas dla mnie, czas na pisanie, na bycie w ciszy sama ze sobą, na jeszcze dłuższe rozmowy z chłopcami. 

Październik zszedł ze sceny w letnich fatałaszkach, rozbuchany gorącem i słońcem do ostatniej chwili. Listopad, żeby nie być gorszym, też obudził się pogodnym błękitno malinowym niebem i ma nas dziś mamić prawie letnią aurą. Jeszcze przez kilka dni ma być z nami ciepło, a potem już temperatury zjadą do kilkunastu stopni, więc chciał nie chciał w końcu trzeba będzie wyciągnąć kapoty ze strychu.  

Dziś mamy plan na cały dzień we troje w bardzo artystycznym duchu. Nie wybieram się raczej na cmentarz, bo dziś na pewno w tych miejscach będzie tłum. Na cmentarzu bywam bardzo często, bo taka chwila nostalgii i zamyślenia jest mi potrzebna częściej niż raz do roku. Poza tym ostatnio znów zabraliśmy się z Tomkiem do poszukiwań, by odtworzyć drzewo genealogiczne i fascynuje nas to niezmiennie. 

- Czy wiesz, że jeden z twoich pradziadków urodził się w 1886 roku?! To brzmi tak... nieprawdopodobnie!
- Serio? To był z tego samego pokolenia co Einstein i Picasso! 

I nie chodzi w tym o same suche dane... Ostatnio podpytałam Mamę o jej wspomnienia z dzieciństwa, o takie zwykłe, najzwyklejsze. Wspaniale było usłyszeć o różowych kaloszkach, o zazdrości, o brodzie opartej o ramę łóżka i o tym, co dziecięce oczy widziały. Każda rodzina ma mnóstwo historii, warto zadbać o to, by nie przepadły. Warto rozmawiać, dociekać, pytać, póki jeszcze mamy kogo zapytać... 

Na mnie już czas. Och! Jeszcze tylko dla porządku - październik był w moim wędrowaniu bardzo intensywny. Nie wiem ile przewędrowałam w sumie, ale tylko na moich trekkingach i spacerach wyszło 235 kilometrów! W górę natomiast "wspięłam się" na turecki Kaczkar - czyli 3932 metry. 

Dobrego dnia! Dobrego listopada!

SZALIK to po włosku SCIARPA (wym. sziarpa)
 

listopad

Jaki wspaniały listopad...

środa, listopada 17, 2021

Dom z Kamienia, opowieści o życiu w Toskanii

- Bardzo pada? - zapytałam Tomka, który właśnie wszedł do domu.
- Nie bardzo. Idziesz pochodzić?
- Poszłabym, tylko nie mam odpowiedniej kurtki.
- Weź moją. 
- Nie będzie to problem?
- A czemu miałby być. Moja nie przemaka. Ładnie pachnie. Co to?
- Risotto z radicchio, dynią i gorgonzolą.
- Dobrze brzmi. Może już idź, bo pewnie rozpada się jeszcze bardziej.
- To się rozpada. Teraz chcę pobyć z Tobą. Chodzenie może poczekać.

Poczekałam aż Tomek zje obiad, posłuchałam kolejnych opowieści, a potem narzuciłam jego kurtkę i poszłam przed siebie, drogą otuloną mgłą, zroszoną listopadowym deszczem, usłaną zmokłymi liśćmi.

Dom z Kamienia, opowieści o życiu w Toskanii

Nie wydreptałam moich dziesięciu założonych kilometrów, a tylko sześć z groszem, bo w końcu i tomkowa kurtka zaczęła przesiąkać. Tak czy inaczej bez względu na dystans było mi cudownie i nawet nie śmiałabym narzekać ani na listopad, ani na deszcz, ani na mgły, które ukradły góry i ani myślą oddać. Po raz pierwszy od nie wiem kiedy, miałam wolniejszą głowę. Nie musiałam myśleć o niczym więcej, poza tym, że czekały mnie w tamtym momencie tylko wieczorne lekcje i kwestia co przygotować na kolację. 

Szłam przed siebie w stronę Campigno i tylko co i raz zadzierałam głowę do góry i uśmiechałam się do nieba, którego i tak widać nie było. Uśmiechałam się z zamkniętymi oczami, a niebo całowało mnie deszczem. To był taki dobry, ożywczy spacer. 

Znów wrócił stary rytm, choć jeszcze czasem nie dowierzam - że jak to tak? Czy ja naprawdę mogę nawet głupoty pooglądać w internetach? Poczytać mogę? Spacerować bez poczucia winy, że to czy tamto? Och jak dobrze z tym moim rytmem. Dobrze z listopadem. Listopad pozwolił się oswoić i polubić nawet jeśli jutro jest osiemnasty... 

Pewnie zaraz trzeba będzie na serio pomyśleć o świętach, ale teraz jeszcze nie mam ochoty. Wolę cieszyć się listopadem, deszczem, mgłą, ciepłym szalikiem, czerwonymi butami, tym, że z J. spotkam się we Florencji, że znów coś obejrzymy razem z chłopcami. Cieszyć się samotnością i ciszą. A w weekend pogoda ma być łaskawa, więc może jakiś dłuższy trekking? Kto to wie!

Pięknego środowego popołudnia!

KURTKA to po włosku GIUBOTTO lub GIACCA (wym. dżiubotto / dżiakka)