Na stacji głównej we Florencji, na Santa Maria Novella ustawiono choinkę. Do połowy, to znaczy dokąd sięgają ręce podróżnych cała oblepiona jest listami do świętego Mikołaja. Z daleka wygląda to pięknie, a z bliska robi niesamowite wrażenie. Jedni dowieszają własne karteczki, inni stoją jak zaczarowani czytając listy innych. Przy niektórych się śmieją, przy innych ocierają łzy.
Kiedy czekałam wczoraj na mój pociąg - klasycznie opóźniony o piętnaście minut - sama byłam jedną z czytających i wzruszonych. Po tym jak obeszłam drzewko dookoła, pomyślałam, że ja też zostawię swój list i zaraz sięgnęłam do torebki po notes i długopis, nieodrywając jednocześnie wzroku od zawieszonych listów. I wtedy wśród wielu karteluszek, znalazłam też "mój" list, a nawet dwa...
Drogi święty Mikołaju, w tym roku nie chcę nic materialnego, chciałabym tylko uwierzyć w samą siebie, bez poczucia bycia w tyle za innymi, chciałabym się klepnąć po plecach i powiedzieć "brava! udało ci się!". Nawet jeśli mam 20 lat, chciałabym czuć lekkość, mniej lęków i niepokoi związanych z tym, co muszę osiągnąć.
Drogi święty Mikołaju, od dawna już do ciebie nie piszę i nawet nie wiem, czy kiedykolwiek mnie wysłuchałeś, ale w tym roku chciałbym/chciałabym, żebyś mi przyniósł odwagę. Liczę na to.
Listy napisane są na biletach, paragonach, chusteczkach, papierowych talerzykach, kartkach wyrwanych z zeszytu... Niektóre są spisanymi marzeniami, inne prośbami z przymrużeniem oka, jeszcze inne proszą o realizację konkretnych planów - ktoś szuka miłości, ktoś inny chce zostać we Florencji na zawsze, studenci proszą o zdane egzaminy, a licealiści o dostanie się na wymarzone studia...
Chcę zostać lekarzem, o czym marzę od dziecka <3
Drogi święty Mikołaju, spraw, żebyśmy zdały wszystkie egzaminy pierwszego roku!
Marti, Linda, Giada, Anna, Linda.
Drogi święty Mikołaju
No dobra! To co zawsze:
- dużo zdrowia,
- zapału i powodzenia na uniwersytecie
- pieniędzy
(...)
Ale przede wszystkim zatop Pizę!
Alessio
I w końcu są te, które wyciskają łzy. Te, nad którymi człowiek się zamyśli. Te, które zasmucą, ale jednocześnie przypomną o ważnych sprawach - o wdzięczności, o potrzebie miłości, o uśmiechu na codzień.
Drogi święty Mikołaju,
W tym roku proszę cię o dużo pogody ducha. Wiesz ile wycierpiałam w moim życiu. Chciałabym stabilnej pracy, żeby móc pokryć moje wydatki i żeby dać mojej córce godne życie. I jeśli już do ciebie piszę, chciałabym poprosić cię też o miłość, której nigdy nie miałam. Od lat jestem sama... Chciałabym dać całą miłość, którą mam w sobie (...) Czekam na to całe życie. Mam nadzieję, że mnie wysłuchasz...
Drogi święty Mikołaju,
Bardzo bym chciała/chciał, żeby nowotwór zniknął, tylko ty nie czynisz cudów... ale mieć chociaż czas, żeby zobaczyć jak dorasta mój syn i chciałabym/chciałbym, żeby ludzie więcej uśmiechali się do życia - ponieważ jest cudowne!
Te wszystkie wypisane odręcznie - w większości dorosłych ludzi - listy do Świętego Mikołaja, który przecież "nie istnieje", poruszyły mną do głębi - niektóre oczywiście ubawiły. Tak czy inaczej większość z nich była przepięknym uwolnieniem wewnętrznego dziecka, które chce wierzyć, że będzie dobrze, że nie wszystko stracone, dziecka, które marzy i wcale się swoich marzeń nie wstydzi!
Pamiętam jak kilka lat temu na moich lekcjach rozmawiałam z moimi uczniami o marzeniach. Ogarnął mnie smutek, kiedy okazało się, że ponad połowa z nich na pytanie "o czym marzysz?", odpowiadała: "nie wiem" albo "nie mam marzeń". Przecież jako dzieci zawsze o czymś marzyliśmy! Co zatem stało się po drodze, co sprawiło, że te marzenia porzuciliśmy, dlaczego nie narodziły się nowe? Bardzo chciałabym to wiedzieć.
Ja w duchu podpisałam się pod dwoma listami, ale gdybym miała napisać mój własny, jedna kartka z notesu na pewno by nie wystarczyła...
Sobotnie florenckie popołudnie, było zadośćuczynieniem za niezrealizowane plany Santa Lucia. Tylko kilka godzin w ukochanym towarzystwie, w blasku świateł i światełek, w aurze świąt, trochę na szybko, trochę zakupów, ale niezwykle ciepło i czule...
Świątecznej Florencji będzie w tych dniach na pewno więcej. Tymczasem przed nami niedziela i mercatini w Marradi, które mam nadzieję, że tym razem zaszczyci obecnością przyjazna aura.
Przede mną jeszcze ponad tydzień pracy, a potem mam nadzieję na kilka dni odpoczynku. Ostatni miesiąc był w naszym domu miesiącem badań medycznych i wychodzi na to, że chyba powinnam o siebie bardziej zadbać. Może w tym nieco dłuższym w tym roku okresie świątecznym uda mi się choć odrobinę zregenerować.
Pięknej niedzieli!
Ps. Zagadka na dziś to: MITO, SPAGNA, FIGLI (MIT, HISZPANIA, DZIECI)


































