dzieci

Kreatywność natury

sobota, marca 03, 2018


W ostatnim czasie natura wykazała się niezwykłą kreatywnością. Po budzących wśród większości zachwyt krajobrazach śniegiem malowanych przyszedł czas na lód, a potem na zmianę koloru. Śnieg, który w nocy z czwartku na piątek zamienił się w deszcz, przy lekko jeszcze minusowej temperaturze zamarzał zaraz przy pierwszym kontakcie z tym czego dotknął. W efekcie schody, poręcze i każda najmniejsza gałązka pokryły się lodem. Wyglądało to tak, jakby rośliny i każdy najmniejszy detal ktoś pokrył szkłem. Oczywiście taka sytuacja trwała tylko przez kilka godzin. Powoli powoli zaczął docierać do nas scirocco, który przyniósł ze sobą czerwony pył Sahary. Nawet prasa trąbiła o tym, jak to teraz bajkowo w naszych toskańskich Apeninach. 


Pył jak pył, najważniejsze jest jednak to, że scirocco oznacza zmianę pogody na wiosenną i już dzisiejszy ranek obudził nas 4 stopniami na plusie! Mam nadzieję, że teraz to już z górki. Śniegu jeszcze cała masa, ale to już bura breja zalegająca na każdym rogu, która czeka na łaskawe uprzątnięcie. Oczywiście sprzątanie zaczęło się od centrum. Śnieg ładowano koparkami i wywożono za miasto. Patrzyłam na to całe zamieszanie i pomyślałam sobie, że to wygląda trochę tak, jak sprzątanie po wielkiej imprezie, kiedy to jest taki "syf", że nie wiadomo od czego zacząć. W tym wypadku można powiedzieć, że to zima urządziła sobie pożegnalną festę! A zatem tej pani już dziękujemy.


Mimo deszczu dzieciaki chciały wykorzystać, jeszcze ostatnie momenty śniegu nadającego się do użytku. Po Mikołaja przyszła wesoła brygada, a Mario ze śmiechem komentował:
- Pięć! Widziałaś to? Po mnie nigdy w piątkę dziewczyny nie przyszły!
Patrzyłam na oddalającą się grupkę i uśmiechałam się sama do siebie. Klasa Mikołaja jest zdecydowanie najfajniejszą klasą jaką w życiu widziałam...Szczęściarz z niego!

Zjawisko o jakim mowa na początku nazywa się po włosku GELICIDIO (wym. dżeliczidio)

dzieci

Lodołamacze

poniedziałek, stycznia 09, 2017


Nawet jeśli Tomek zadeklarował, że już się czekaniem na śnieg znudził i że już wcale zimy nie chce, to jednak całą sobotę spędzili razem z Mikołajem nad rzeką skuwając z niej lód. Pokruszone tafle zbierali skrzętnie do wiaderek i wnosili do cantiny. A ja aż boję się sprawdzać co tam teraz jest. Czy lód pozostał w stanie stałym, czy zamienił się w pokaźne jezioro… Rzeka i jej brzeg jak widać są zawsze doskonałym placem zabaw, niezależnie od pory roku, choć ja oczywiście wolę letnią wersję zabaw, kiedy to mogę być ich bliskim świadkiem wygrzewając się obok na kamieniach, z nogami po kolana w wodzie, przysypiając z książką w ręku…


W sobotę tak jak zadeklarowałam zdemontowane zostały wszelkie świąteczne dekoracje. Zrobiłam to z szybkością techników formuły 1, którzy zmieniają w bolidach opony. Została tylko gwiazda betlejemska, wciąż żywo czerwona, którą żal było wyrzucić. Stała przestraszona na stoliku, czekając na swoją kolej i jakby szeptała w swojej obronie: "nie wyrzucaj mnie, wyobraź sobie że jestem tulipanem!"  

Czekam na jakiś przedsmak toskańskiej wiosny, na fiori di san Giuseppe, czekam aż zmieni się front i dmuchnie do nas scirocco. Łudzę się, że i w tym roku śnieg nas oszczędzi. Mam dosyć zimy, choć nie minął nawet jej pierwszy miesiąc. Pocieszam się, że w zeszłym roku, w drugim tygodniu lutego zaczęły kwitnąć drzewa, więc gdyby tak było i tym razem …


Mróz nie odpuszcza, choć oczywiście zawsze to mróz toskański, południowoeuropejski. W każdym razie muszę przyznać, że Lamone od wielu lat oglądam, a na jej brzegu mieszkam już czwartą zimę i zamarzniętej tafli jeszcze nigdy nie widziałam. Przy tym mrozie, który w nocy dochodzi do -9 stopni, nawet mięta zmarzła i szałwia i oregano. Wiem, że odrodzą się już niedługo ale teraz żal patrzeć. Tylko prezzemolo choć tak zdawałoby się delikatne, wciąż żywo zielone, nic sobie z tej zimy nie robi …

A dziś znów do szkoły, do zajęć, do starego rytmu… Laba się skończyła… 

NATKA PIETRUSZKI to po włosku PREZZEMOLO (wym. preccemolo)