atmosfera

Czarne chmury

niedziela, września 11, 2016


Czasem sobie coś człowiek zaplanuje, nastawi się na same dobre rzeczy, a potem nic mu z tego nie wyjdzie, bo … Wystarczy niewiele... A to ktoś ma zły humor, a to nerwy pod skórą, a to to, a to siamto i szlag trafia cudowną, sielską atmosferę. To niby nic wielkiego, w końcu jak nie raz pisałam, nie jesteśmy na wiecznych wakacjach, a nasza rodzina jest prawie całkiem zwyczajna, nie przypomina sielankowej familii z "Domku na prerii", choć bywa oczywiście i tak. 
Czekałam na sobotę i niedzielę jak na zbawienie, bo wreszcie dwa dni od dawien dawna, kiedy nic pilnego nie muszę! Szczerze mówiąc w pewnym momencie poczułam się jak Adaś Miauczyński - Odpoczywam, odpoczywam, odpoczywam … Szybko i koniecznie dziś, bo potem nie będzie czasu… Paranoja. Chcieć to ja sobie mogłam … 
Do obiadu atmosfera już tak zgęstniała, że wytrzymać było nie sposób. Zarządziłam więc wyjście, ewakuacja z domu, żeby nas ta duszna atmosfera nie zatruła. Pojechaliśmy na jeżyny, znów na łąki Gruffieto.  


Kiedy przejeżdżaliśmy przez Marradi, zobaczyliśmy, że przed kościołem głównym kłębił się tłum odświętnie ubranych ludzi.
- Kto umarł?
- Nikt nie umarł. Ślub jest.
- Kto z kim?
- Jakaś Giulia i jakiś Simone. 
- Nie znam.
- Ani ja.
Niech się żenią i niech im życie słodkim będzie. My jedziemy na relaks na jeżyny!


  Kiedy dojechaliśmy do rozgałęzienia dróg, okazało się że spośród wszystkich miejsc, gdzie można wyprawić weselne przyjęcie Giulia i Simone wybrali … Villę Gruffieto. Znów poczułam się jak Adaś Maiuczyński … Ale co tam! Kiedy przejeżdżaliśmy państwa młodych jeszcze przed kościołem nie było, więc mieliśmy około godziny do nadciągnięcia orszaku weselnego. Około godziny, by zebrać nasze jeżyny i zmykać! To nic, że miał być relaks i wszystko na spokojnie, to nic…   
Ganialiśmy między krzakami, jakbyśmy byli na zawodach i przynajmniej tym sposobem wróciliśmy do domu z prawie pełnym kartonem słodkich wrześniowych owoców.


Zatrzymaliśmy się jeszcze na lody, choć lodów, jak się wcześniej odgrażałam, miało nie być. Ale żal mi było dnia, żal mi było chłopców, bo przecież wiem że powrót z wakacji do szkolnego rytmu uwiera, żal mi było mnie samej, bo nerwowa atmosfera skutecznie odarła mnie z radości i za nic nie pozwoliła odpocząć. A kiedy wieczorem taka wymęczona usiadłam w fotelu urzekł mnie taki obrazek: 


Przez kuchenne okno wpadało ostatnie przedwieczorne światło. W jego promieniach wirowały jak miniaturowe tancerki drobiny mąki. Plastyczne ciasto z każdym ruchem rąk zamieniało się w doskonałą kulę … Taka moja drobna radość, miły obrazek dla oczu kochających piękno. 
Atmosfera po kolacji się oczyściła. Na stół wjechała schiacciata z pomidorami i z rozmarynem. Zapach, widok, smak … koją skołatane myśli. 
A dziś mam nadzieję ukoi je również morze …. Dobrej niedzieli!! 




chłopcy

Niedziela nadziewana orzechami

poniedziałek, sierpnia 22, 2016



- Upał dziś chyba nie tak męczący jak wczoraj. Idziemy gdzieś? Masz jakiś pomysł?
- Nie. Nie mam.
- Może zobaczymy czy jeżyny już są? 
- Możemy zobaczyć. 
- Świetnie to w stronę Gamberaldi czy Campigno?
- Gdzie chcesz, ale na jeżyny to się trzeba przygotować, a nie klapeczki i krótkie spodenki.
- Ale ja chciałabym iść na spacer ,żeby tylko sprawdzić czy są jeżyny i ewentualnie wziąć te na wyciągnięcie ręki. Ani myślę przy tej temperaturze wkładać na siebie coś więcej.



W stronę Campigno …
Są jeżyny, dopiero się zaczynają ale są. Biorę te, które mogę dosięgnąć i słyszę za plecami:
- Na jeżyny to się tak nie chodzi, tam w środek trzeba wejść, a tu jak? W klapeczkach? W krótkich portkach?
Odwracam się na chwilę, wzruszam ramionami i zrywam dalej moje jeżyny na wyciągnięcie ręki. 





Za kolejnym zakrętem leszczyna. Tak oblepiona orzechami, że aż się gałęzie gną pod ich ciężarem. W życiu nie widziałam takiego obrodzenia. Więcej orzechów niż liści. 
Napełniamy nimi worek. Dzieci ręce zacierają! Mikołaj przyciąga gałęzie do drogi, zrywa orzechy z zapałem i komentuje uradowany pod nosem. A ja zachwycam się znów samą sceną. Słońcem późno sierpniowym, które przedziera się przez liście leszczyny i mieni kilkoma odcieniami złota w potarganych czuprynach chłopców.
- Ej! Nie jedz tylko zrywaj - beszta Mikołaj Tomka.
Z Tomkiem tak już jest. Jedna jeżynka do pudełka, pięć do buzi. 




Wracamy do domu z pełnym workiem orzechów. Dobre kilka kilo!! Jeżyn ledwie małe pudełko, bo przecież … źle byliśmy ubrani.
Dziś muszę znaleźć czas na dozbieranie. Może w końcu i o dzikie śliweczki się pokuszę i  likieru uwarzę. Każdego roku obiecuję sobie prugnino, a potem nic!



Suszę ponad dwumiesięczną widać tak dotkliwie. Upał wciąż letni, a krajobraz jak w zeszłym roku w październiku. Biedna zieleń… Burze i deszcze omijają Mugello szerokim łukiem. Docierają do nas błyski i grzmoty, ale krople wody zostają gdzieś daleko. Aż dziwne, że jeszcze nie nałożono limitów na wodę, tak jak bywało kiedyś. Zakaz mycia samochodów, podlewania ogródków ... 
- Pada? 
- Chyba nie.
- Wydaje mi się, że jednak tak, kropi! Nie … jednak nie...
- To fatamorgana. Widzisz deszcz, jak wędrowcy oazę na Saharze!


Zaczyna się ostatni tydzień sierpnia, a mnie zaczyna ściskać w dołku i płakać mi się chce! Ileż ja bym dała za pierwsze dni czerwca, za tamten dzień kiedy dzieci przy dźwiękach klaksonów odjeżdżały spod szkoły. Ileż bym dała za dni wydłużające się, za zapach lip i ginestre ...


ORZECH LASKOWY to po włosku NOCCIOLA (wym. noćciola)

Gamberaldi

Toskania i jej smaki u schyłku lata

sobota, sierpnia 22, 2015


Wzdłuż drogi z Biforco do Marradi krzaki jeżyn oblepiły się dorodnymi owocami. To już czas, lato było dobre w tym roku, wszystko wskazuje na to, że natura powinna się smakowicie odwdzięczyć...  
Pomyślałam, że zebranie pierwszych jeżyn to dobry pretekst, by nacieszyć też oczy ukochanymi widokami, dlatego tak jak i w zeszłym roku pojechaliśmy na Gamberaldi.  



A tam... jak zwykle nieprawdopodobnie pięknie. Zmieniło się światło, kontury są wyostrzone, a kolory jaskrawe. Nie wiem czego to zasługa - niższej temperatury, wysokości słońca, czy niedawnej burzy? Ale wygląda tak jakbym przed oczami miała namalowane na płótnie obrazy, a nie rzeczywisty świat. 


- Patrz jakie dziwne jeżyny!
- Wyglądają jak granatowe maliny, spróbuj. 
- A jak są trujące?
- Przecież to jeżyny!
- Rzeczywiście, gdyby nie kolor, powiedziałabym, że to maliny. Tak jak one, mają takie duże, delikatne kuleczki. 
- Spróbuj, jakie dobre!
- Smakują jak... jagody! 
Jeżyn w okolicy jest kilka odmian, ale takich jeszcze nie widziałam, czy ktoś może potwierdzić, że to właśnie jeżyny, a nie jakaś odmiana malin? W zeszłym roku ich nie zauważyłam, ani tu ani nigdzie indziej. W każdym razie, jeśli to piszę, na pewno nie są trujące - mam się dobrze! A pierwsze słoiki marmolady z jeżyn staneły na spiżarnianej półce obok brzoskwiń i pomidorów.



- O patrz! Już są! Jeszcze twarde jak kamień. Zapomniałam jak się nazywają...
- Nespole. 
- O właśnie - nespole! Tomek je uwielbia! 
- One dojrzeją dopiero w październiku. 
- Ile kasztanów.
- Spore są! 
- To chyba będzie dobry rok dla nich prawda?
- Tak być powinno. 
Stare kasztanowce oblepione są jasnozielonymi jeżykami. Dopiero za miesiąc zaczną spadać, a my na spacerach będziemy napełniać nimi kieszenie. 



W drodze na Gamberaldi spotkaliśmy znajomego. On też, tak jak ja wykorzystuje sezon maksymalnie - przetwory, nalewki, cała cantina domowych przetworów na zimowe miesiące. 
- Jeżynom trzeba jeszcze około tygodnia, dopiero się zaczynają, ale jest ich tyle, że świat nie widział! Wpadnij do mnie za jakiś tydzień, już powinienem mieć ...
Uśmiecham się od ucha do ucha. Zdaje się, że za kilka dni na kolację będą trufle! 

SMAK to po włosku SAPORE (wym. sapore)