Siedzi sobie człowiek spokojnie, na komputerze coś tam skrobie, a tu nagle bach:
- Mamusiu mam dla ciebie "foglio molto importante" (bardzo ważna kartka - komunikat ze szkoły)
- Jak ważne, to pewnie coś do zapłacenia. Pokaż.
…
- Ojej …
- Co to?
- Nie jestem na to gotowa…
- Co się stało?
- To informacja o tym, że w styczniu muszę zapisać cię do scuola media…
Mikołaj patrzy na mnie pytająco.
- Przecież ty się dopiero urodziłeś… Dopiero co poszedłeś do włoskiej szkoły "maluchu"…
- Smutno ci?
- Trochę. Jakoś mi dziwnie z myślą, że mam już takie duże dzieci.
- Nie martw się teraz będzie ci trochę łatwiej.
- To na pewno! Ale czy musicie tak szybko dorastać?
Poza nostalgią wywołaną dorastaniem dzieci, która na krótką chwilkę mnie dopadła, jestem szczęśliwa. Po wczorajszych wiadomościach z Polski jeszcze bardziej cieszę się, że dziś jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.
- Czy jest jakiś uniwersytet, po którym mógłbym zostać marynarzem? - pyta Tomek.
- Na pewno jest jakaś Akademia Morska w Italii.
- Może w Ravennie, jak myślisz?
- Może… Ale jeszcze masz trochę czasu, prawda?
- Tak, tak, ale już wiem, co będę w życiu robił.
- Nie pierwszy raz! - żartuję na głos.
- Mario, a ty wiesz kto to są Black Sabbath? - pyta Mikołaj przy kolacji.
- Tak, wiem. Dowiedziałem się dawno temu w wojsku…
Pewnego dnia wezwano nas na apel. Mieliśmy wszyscy włosy ciut przydługie, bo taka była wtedy moda, a nasz "generale" patrząc na nas z dezaprobatą zarządził - "Wszyscy natychmiast do cięcia, włosy na krótko! Wyglądacie jak Black Sabbath!" Ja chłopak z małej mieściny, nie miałem pojęcia o kim mówi, więc szturchnąłem w bok sąsiada i szeptem zapytałem - "kto to są Black Sabbath?"
A ja zaczynam zbierać karteczki do nowego słoika. Na dobry początek roku taka moja mała satysfakcja, znów zdobyłam się na odwagę (oby mi jej przybywało!) i opublikowany został mój kolejny artykuł po włosku. Tak jak mi ktoś wczoraj z serca radził - powinnam chyba więcej pisać po włosku, miło widzieć zainteresowanie moim słowem, moim zdaniem, moją opinią. Skoro Polska nie chce, to może Włochy zechcą.
Czeka mnie też sesja fotograficzna zupełnie inna od poprzednich. Oby mi tylko tej odwagi nie zabrakło…
MALUTKI to po włosku PICCOLINO (wym. pikkolino)





