Cały ranek szukałam przepisu na frizzaglio i jedyne co znalazłam to wersja warzywna, bardzo popularna w dawnych czasach w kuchniach wiejskich domów przede wszystkim w Romanii. To mieszanka podsmażonych warzyw: papryki, cukinii, bakłażana, szalotki i dwóch rodzajów cebuli - czerwonej i białej. Danie jadało się zwykle na śniadanie i podawane było na lekko ciepło, nie na gorąco. Nie znalazłam niestety przepisu na frizzaglio z dzika, jakim uraczyli nas wczoraj na kolację myśliwi. Jedyne co wiem, to że są to podsmażone kawałeczki mięsa z dzika od szyi, ale więcej... co i jak? Dopytam się następnym razem, bo jest to moje ulubione danie jeśli chodzi o dziczyznę!
Frizzaglio podano z polentą. Do tego oczywiście stały na stołach marynowane cebulki, zielone pomidory, salsy pikantne i super dojrzałe pecorino, za które sprzedałabym chyba duszę! Po takiej kolacji nie mogło oczywiście zabraknąć słodkości. Poza oczywistym w tym okresie panettone było też obłędne ciasto czekoladowe, miękkie, rozpływające się w ustach, istne szaleństwo!
Wyjątkowe smaki podlane były oczywiście winem i końską dawką śmiechu. Atmosfera nie do opisania. Mieszanka swojskości, lokalnego folkloru, ciepła i rubasznego humoru. Ci z Was - nieliczni, bo to czas po sezonie - którzy mieli okazję zakosztować tego wszystkiego, wiedzą za pewne o czym mowa i być może wzruszą się na wspomnienie myśliwskiej gościnności.
OPISAĆ to po włosku DESCRIVERE (wym. deskriwere)













