film

Nietypowo - filmowe polecajki, czyli co słychać u ulubionych reżyserów Domu z Kamienia

piątek, października 18, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Przygotowując pewnego dnia lekcje na kolejny tydzień natknęłam się na zapowiedzi dwóch filmów moich ulubionych reżyserów i znów, tak jak z wyczekanymi wystawami, przebieram z niecierpliwości nogami, żeby je już obejrzeć. Pierwszy tytuł to Diamanti - najnowszy film mojego "numer jeden", najulubieńszego z ulubionych Ferzana Özpetka - w kinach od 19 grudnia.

Özpetek pochodzi z Turcji, ale mówi się o nim, że jest najbardziej włoskim i rzymskim reżyserem, ze wszystkich włoskich i rzymskich reżyserów. Uwielbiam jego słodko gorzkie opowieści, bezpruderyjność emocjonalną i bezpruderyjność w ogóle, poetyckie dialogi i monologi (wiele znam na pamięć), mogę bez końca słuchać muzykę z jego filmów i wpatrywać się z podziwem we wnętrza, w jakich kręcone są sceny. Kto uważnie śledzi filmy Ferzana, ten wie, że tarasy i niebanalne wnętrza oraz słodycze - są jego słabością, tak jak na przykład słabością Tarantino są bose stopy.

Już po samym trailerze nowego, wiem, że to będzie wielkie coś - wystarczy popatrzeć na listę nazwisk przede wszystkim aktorek, ale też kilku aktorów, jakich zaprosił do pracy przy Diamanti. 
Ostatni film reżysera, który można było oglądać na Netfliksie Nuovo Olimpo był dla mnie rozrywaczem duszy i bombą emocjonalną. 

Wśród moich ulubionych tytułów tego reżysera, poza już wymienionym są: Mine Vaganti, La Dea Fortuna, Allacciate le cinture, Napoli Velata, Le fate ignoranti oraz La finestra di Fronte.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Drugim filmem, na który czekam jest Parthenope Paolo Sorrentino. To nazwisko również jest gwarancją kinematograficznej uczty, a nowy film, jak określa sam reżyser, jest metaforą życia Neapolu i już samo to jest dla mnie czymś fascynującym. Poprzedni tytuł È stata la mano di Dio jest jednym z najlepszych filmów jakie widziałam w ostatnich czasach. Sorrentino również - tak jak  Özpetek - maluje obrazami, jest poetą kina, nieoczywisty, nie wszystko mówi wprost. Trudno nie kochać jego filmów, jeśli kocha się fotografię. Każdy jeden kadr jest dla mnie arcydziełem. Jego filmy raz obejrzane, zostają w człowieku na zawsze. Niewielu reżyserów ma taki dar. Film będzie wyświetlany we włoskich kinach od 24 października.


Myślę, że choć dla mnie wyprawa do kina jest wyzwaniem, to stanę na głowie, żeby te dwa filmy zobaczyć możliwie jak najszybciej. Ideałem byłby stylowy, florencki Odeon - w myśl zasady - jak kochać to księcia, jak kraść to miliony, jak do kina to do Odeonu, ale późne seanse wiążą się z zostaniem na noc, a to robi się już całkiem droga impreza. 

I dodam na koniec, że nie jestem absolutnie kinomaniaczką. Oglądam bardzo mało filmów, nie znam nazwisk aktorów, ani większości reżyserów, ale na pewno jestem maniaczką Sorrentino i Özpetka.

Dobrego weekendu! A jeśli macie jakieś filmowe polecajaki - najchętniej włoskie - to chętnie poczytam.

ps. Zdjęcia, żeby pozostać w temacie - ukochany Neapol i nieukochany Rzym. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej


film

Filmowa dysputa zakrapiana abstrakcją

piątek, października 07, 2022

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

- Klasa M. była na Dante w kinie i powiedzieli, że słabe. Widzi Matka? Włoskie filmy są słabe. 
- Nieprawda! 
- A jaki film jest dobry? 
- Och! Sorrentino! Choćby Sorrentino! 
- A co to? 
- No ten ulubiony reżyser mamy - wyjaśnił Tomek. 
- Ulubionym jest Ozpetek, ale Sorrentino też wspaniały. Weźmy najpierw La Grande Bellezza.
- O czym to jest? 
- Yyyy .... o życiu...
- O życiu? - obydwaj popatrzyli się na mnie z politowaniem. 
- Bambi i Król Lew też są o życiu. 
- No dobrze. O zepsuciu i o niespełnieniu, o oczekiwaniach i ambicjach i też trochę Rzymu i rzymian tam jest.
- A Neron jest?
- Jaki znowu Neron? To współczesne czasy. 
- Bo mnie Matka tymi Rzymianami zmyliła. 
- Zostawmy Wielkie Piękno. Jeśli na przykład chcesz jechać do Neapolu, to obejrzyj sobie È stata la mano di dio, właśnie Sorrentino. Neapol po tym filmie zaczynasz kochać już na odległość.
- Jak będziesz chciał jechać do Nepolu, to obejrzyj lepiej Il Giovane Favoloso - wtrącił się znów Tomek.
- Jak będę chciał jechać do Neapolu, to sobie Gomorrę obejrzę - uciął temat Mikołaj. 
...
- Tak myślałam, że ten Dante będzie słaby.
- Przecież Matka mówiła, że chce zobaczyć.
- Tak, ale zapowiedź zupełnie bez szału. 
- Bo nie lubi kostiumowych filmów.
- Lubi! Jak nie lubi?
- Średniowiecza nie lubi. 
- Ale lubię wszystkie Jane Austen.
- Jane Austen zrobiła filmy?
- Litości! Filmy na podstawie jej powieści.
- A widziała il Decameron? 
- Ale to stare jest.
- Nie, nie, ten nowy o Boccaccio, wyszedł już po 2000 roku i co? I niech dla porównania popatrzy na Władcę Pierścieni.
- To są dwa różne budżety - znów odezwał się Tomek i dodał - Truman Show to jest bardzo dobry film.
- Tak, Truman Show to jest świetny film, ale co to ma do rzeczy? Ani on włoski, ani kostiumowy..

***
Nim zaczęliśmy rozmawiać o filmach, przez chwilę dyskutowaliśmy o teatrze surrealistycznym. I w czasie tej rozmowy o filmach wrócił jak bumerang ten surrealizm - choć może bardziej abstrakcja?

Abstrakcją i surrealizmem były też inne piątkowe zdarzenia. Ale te pozostaną off the record. To był surrealizm zdecydowanie mniej zabawny, ale teatr życia nie zawsze jest przecież do śmiechu, może nawet rzadko kiedy jest... 

Przede mną pracujący weekend, pierwsza zagra kasztanowa i start październikowych warsztatów. 
Oby wszystko dobrze się poukładało. 

Pięknego weekendu!

REŻYSER to po włosku REGISTA (wym. redżista)

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

film

Bogini szczęścia

środa, lutego 23, 2022

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

Nie doszłam do Świątyni Dumania. Kiedy dotarłam do początku szlaku, godzina zrobiła się już późna i szybki rachunek w głowie utwierdził mnie w przekonaniu, że gdybym jednak chciała dojść do ulubionego miejsca, całą powrotną drogę musiałabym pokonać biegiem. W formie może i jestem, ale jednak bez przesady. Bieganie po górach lepiej zostawić wyczynowcom. Zawinęłam pętelkę na jednej z łąk tuż obok badii i zawróciłam. Wydreptanie moich kilometrów pomogło. 

Pomógł też film... 
 
I teraz, żeby odejść od wczorajszego rozgoryczenia i samej sobie przed dzisiejszym dniem dodać animuszu, najpierw podzielę się piękną muzyką ze słowami, które dotykają duszy. Kto mnie dobrze zna, ten na pytanie o mojego ulubionego reżysera bez cienia wahania odpowie: Ferzan Ozpetek!
 
Widziałam wszystkie filmy tego reżysera, mam do jego twórczości (i kinowej i literackiej) wyjątkową słabość. Niektóre filmy podobały mi się szczególnie - La finestra di fronte, Le fate ignoranti, Allacciate le cinture, mój ulubiony Mine Vaganti - widziałam je niezliczoną ilość razy, a muzykę i dialogi znam na pamięć. Inne podobały mi się nieco mniej, ale podobać podobały generalnie wszystkie. 

Długo trwało zanim dorwałam się do ostatniego filmu La Dea Fortuna, a na tym zależało mi szczególnie, bo po pierwsze już wcześniej przesłuchałam całą ścieżkę dźwiękową, która jak zawsze u Ozpetka, była wyjątkowa - taka właśnie szarpiąca duszę, a dwa w filmie występuje para aktorów, których uwielbiam: Stefano Accorsi i Edoardo Leo, na drugim planie pojawiają się "starzy znajomi" z innych filmów reżysera - aktorzy jak kolorowe ptaki. 

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

Za co uwielbiam Ozpetka? Przede wszystkim za to, że nikt, tak jak on, nie potrafi malować scen pełnych radosnego smutku, uwielbiam go za naturalność, za subtelność i za delikatność. La Dea Fortuna obejrzę na pewno jeszcze nie raz. 

Ciekawa jestem czy wśród bywalców Domu z Kamienia są inni wielbiciele tureckiego reżysera. 

Na koniec wraz z jeszcze jedną prośbą o kciuki, inny muzyczny fragment z wczorajszego seansu
Trochę się denerwuję. Tylko troszkę, bo przecież na pewno jest dobrze. To troszkę - to tak dla przyzwoitości. Dobrego dnia!

REŻYSER to po włosku REGISTA (wym. redżista)

film

W oczekiwaniu na Mamę i Świtę

niedziela, stycznia 27, 2019


"Matko s córkom!" Jeszcze dywan czerwony na schodach rozwinąć, płatki róż wysypać, prosecco schłodzić, orkiestrę miejską potwierdzić, śniegu resztkę stopić, słońce zamówić, biały sosik przygotować i ciasto upiec... "Anka" byle jak nie lubi! Musi być elegancko i z przytupem. 
To oczywiście żarty. Niemniej żarty żartami, ale przyjazd Mamy i Świty do Biforco to zawsze wielkie wydarzenie i już się cieszę na myśl o wieczorze. Niech ich podróż będzie spokojna! 

Dywan nie dywan, tak czy inaczej jeszcze kilka rzeczy zostało do zrobienia. Chcę się z nimi jak najszybciej uporać, by dziś też tak jak wczoraj znaleźć chwilę czasu na spokojny spacer. 


Wczoraj poszliśmy w kierunku San Martino, asfaltem, po równym. Niestety nie była to wyprawa po żadnych górach, ale dobre i to. Sobotnie słońce nie poradziło sobie z całym śniegiem. Marmurkowe pola z resztkami śniegu i przebijającą zielenią, winnice, w których jeszcze ani krztyny nowego życia, tylko tu i tam relikty dawnego, czarne wrony podrywające się chórem do lotu, czarne świnie na wypasie i tylko tu i tam skromna namiastka kolorów. Świat wciąż jeszcze - jak to ładnie określiła A. - jest w kolorach "Zimnej wojny".


A jeśli chodzi o czarno białe filmy, to "Zimnej Wojny" tej prawdziwej niestety jeszcze nie widzieliśmy, obejrzałam za to z Mikołajem "Romę" - Tomek podziękował po 15 minutach - i muszę przyznać, że obydwoje byliśmy poruszeni. Nie jest to kino akcji, ani też miłe i przyjemne, ale coś w sobie ma niezwykłego i nie chodzi tu tylko o czarno białe wydanie, jak wielu krytycznie ocenia. Niby zwykłe codzienne życie, a tak niezwykle fascynujące. 
Zadziwia mnie też coraz częściej Mikołaj ze swoimi "niedziecięcymi" gustami czy to w kwestii filmu, czy muzyki, czy też innych dziedzin. Dumna jestem i mówiąc wprost cieszę się jak wariat. 


Nadchodzą dni kosa. Oby nie były zbyt zimne! Tymczasem życzę Wam dobrej niedzieli a do Kuchni w Kamiennym Domu zapraszam na pyszny obiad.

PRZYJEMNY to PIACEVOLE (wym. piaczewole)

film

Neologizmy Mikołaja i dobry początek.

niedziela, grudnia 02, 2018


Na sobotni poranek we dwoje wybraliśmy tym razem wyjątkowo słabiutki film, zgodnie przyznaliśmy mu ledwie "4" w naszej dziesięciostopniowej skali. Musiał się chyba Mikołaj nudzić i jego kudłata głowa zamiast skupioną być na filmie, najwyraźniej myśłała o niebieskich migdałach.

- Dlaczego tak w ogóle uszy nazywają się uszy, a nie "słyszajki"?
- ???
- Przecież ja słyszę, a nie "uszam", tak? 
- W sumie tak. Jest w tym jakaś logika. 
- Jeśli oczy nazywają się oczy, to nie powinno się widzieć tylko "oczyć".
Młody Gombrowicz! Zaraz przypomniało mi się Ferdydurke. 
Z Mikołajem nie sposób się nudzić. Kilkoma słowami potrafi wprowadzić człowieka w dobry humor na cały dzień. 


I dzień rzeczywiście był dobry. Wprawdzie nie tknęłam okna, które miałam pucować i przystrajać, nie tknęłam też innych pilnych obowiązków, ale za to ugotowałam pyszny obiad i znalazłam kilka ciekawych przepisów na zaś. Tomek napisał list do św. Mikołaja, w którym już na wstępie prosił, by się święty nie dziwił, że czternastolatek w takie rzeczy się bawi, ale on ma zamiar zachować dziecko w sobie najdłużej jak się da. Przepraszał też za zeszłoroczną, wigilijną przygodę z kominkiem. 
Na kolację to w ogóle nie musiałam się wysilać, bo zostaliśmy zaproszeni  do stołu przez myśliwych i też rzecz jasna zjedliśmy wybornie, a towarzystwo było jeszcze lepsze.


Wracając z kolacji zachwycaliśmy się Marradi, które w przedbożonarodzeniowy czas stroi się pięknie i przywodzi na myśl baśnie z dawnych czasów. Choinki, światełka, domek Babbo Natale, koncert, dobra kuchnia i pewnie wiele więcej - to wszystko czeka dziś na nas na placu. Z każdym rokiem coraz bliższy sercu jest mi włoski sposób świętowania i tak naprawdę bardziej podoba mi się to celebrowanie oczekiwania niż same święta... 

Wieczór pierwszego grudniowego dnia tak jak zaczęliśmy, tak też zakończyliśmy filmowo, ale tym razem z wyborem repertuaru trafiliśmy w "10". 

Dobrej niedzieli! 

PRZYSTRAJAĆ (głównie w kontekście świątecznym) to po włosku ADDOBBARE (wym. addobbare)


film

Kalendarz, pociąg i film oraz niech grudzień dobry ma początek!

sobota, grudnia 01, 2018


W czwartek niedługo po tym jak Tomek wyszedł z domu, na watsappie przyszła wiadomość. Zdjęcie i podpis pod nim, który choć opatrzony śmiejącymi się buźkami, w pierwszym momencie lekko mnie zmroził. Nie żeby jakaś tam tragedia, ale popatrzcie sami:

"Zdaje mi się, że pomyliłem pociąg :D :D" 

Uśmiechnęłam się i zaraz pokazałam zdjęcie Mikołajowi, a ten w pierwszej chwili miał dokładnie to samo podejrzenie, które przemknęło przez moją głowę dwie minuty wcześniej.
- Tomek pomylił pociąg???
- Nieeee! Ale przyznam szczerze, że na początku i ja tak pomyślałam. Mamy mało wiary w tego naszego Tomcia.
- No wiesz... Znając go... ale, oczywiście jak się zastanowić, byłoby napisane "next stop Crespino" albo Ronta.
- Dokładnie!
Biedni ci, którzy na trasie znajdowali się po raz pierwszy. W takich sytuacjach można się lekko zdezorientować... 


Przed obiadem na ścianie zawisł legendarny kalendarz. Wypełniłam go w tym roku łakociami i krótkimi liścikami, jak radziła A.. Życiowych mądrości nigdy za wiele, a Tomek te liściki ceni sobie szczególnie i zawsze odkłada wypisane przeze mnie karteluszki do "słoika z miłymi chwilami". Powoli też zaczynam przygotowywać się do dekoracji domu. Dziś mam zamiar umyć okno, dla jasności - tylko jedno - bo akurat na nim muszę zmienić zasłonkę na "zimową" i powiesić ikeowskie gwiazdki. Szybko, szybko, żeby mnie Anka nie wyprzedziła. To była zawsze taka nasza serdeczna świąteczna rywalizacja, oczywiście z przymróżeniem oka. Z dekoracji mam już gotowy bukiet, który przyniosłam wczoraj ze spontanicznego spaceru po zboczach Pianorosso. Gałązki pungitopo ustawiłam w świątecznym wazoniku, który w zeszłym roku wraz z wielką paką przywędrował z "zielonej wyspy". Powoli robi się świątecznie... 
Grudzień sobotnio się z Wami wita, a ja na koniec dodaję kilka słów od Mikołaja. Poprosiłam, by kurowanie się w łóżku wykorzystał na trening języka polskiego w piśmie. Tematów podrzuciłam kilka i ostatecznie padło na recenzję drugiego sezonu "Medyceusze". Proszę jak zawsze o wyrozumiałość, nie poprawiam nic poza kilkoma przecinkami, by łatwiej było połapać się w najdłuższych zdaniach jakie człowiek kiedykolwiek napisał - to są dopiero zdania wielowielokrotnie złożone! Poza nimi tekst jest oryginalny. Sama wyciągam oczywiste wnioski, że młodszy musi po polsku pisać zdecydowanie częściej...

Dobrego dnia! Dobrego weekendu! Dobrego grudnia! 

Recenzja serii I Medici
I Medici Lorenzo il Magnifico, to jest drugi sezon serii i Medici. Akcja się dzieje we Florencji między 1469 a 1478. Bohater to jest Lorenzo de’Medici zwany też jako Lorenzo Il Magnifico (Daniel Sharman). Lorenzo ma brata Giugliano de’ Medici (Bradley James) i siostrę Bianche, która wyszła za Guglielmo Pazzi, który był wrogiem rodziny Medici dlatego od razu chcieli zostawić to w sekrecie i nic nie powiedzieli, ale później się dowiedzieli, ale Lorenzo się zgodził, żeby wzięli ślub, ale najpierw miała pobrać* syna Luchi Soderini, czyli Sebastiano Soderini. Lorenzo chciał się pogodzić z rodziną Pazzi, ale problem był, że ojciec Francesco Pazzi i Guglielmo Pazzi chciał pokój z rodziną Medyceuszy, ale zmarł i potęgę banku Pazzich wziął jego brat Jacopo Pazzi, który chciał żeby rodzina Medyceuszy zniknęła z historii więc robił wszystko, żeby ich zniszczyć, ale zawsze Lorenzo wychodził jakoś z problemów. Czasami Jacopo zabijał przyjaciół Lorenzo i tych, którzy mu pomagali. Sandro Botticelli był też bardzo powiązany** do rodziny Medyceuszy i kiedy był jeszcze dzieckiem to go wzieli. Sandro kiedyś poprosił Marco Vespucci czy mógłby zrobić obraz z jego żoną Simonettą, czyli najpiękniejszą  kobietą w Florencji i Marco się zgodził, więc Sandro zdecydował, że do pozowania będzie mu potrzebny też Mars, więc wzioł Giuliano. Giuliano i Simonetta mieli relacje***, ale Pazzi dowiedział się o relacji między nimi dwoma i powiedział to Marco, który torturował Simonette i… Dobra już dalej nie robię spojlera i tak ogólnie bardzo ładny serial, osobiście finał bardzo fajny, ale trochę źle wybrali aktorów jeżeli chodzi o wygląd. 2 sezon czyli ten bardziej mi się podobał niż ten pierwszy, bo jest mniej romansowany****.
pobrać* - chodzi oczywiście o ślub, forma od pobrać się. 
powiązany** - Mikołaj miał na myśli - przywiązany
mieli relacje*** - chodzi oczywiście o romans, to też kalka z włoskiego - avere una relazione
romansowany**** - Mikołaj robi kalkę z włoskiego słowa "romanzato". Chodziło mu o słowo "fabularyzowany".

bajki

Bajki z morałem i bez

wtorek, października 16, 2018


- Pusia, a jaka jest twoja ulubiona bajka z tych współczesnych? - zapytał Tomek przy kolacji, kiedy rozmawialiśmy o animacjach.
- Hm... Trochę ich jest. Ale w takim absolutnym top są: Polarny ekspres, Strażnicy Marzeń, Ratatuj, Madagaskar, Artur ratuje gwiazdkę, Kung fu Panda... 
- To podobnie jak moje. Jeszcze Jak wytresować smoka "jedynka", bo "dwójka" już mniej.
- A ja lubię też dwójkę - wtrącił się Mikołaj. Jak wytresować smoka to moja ulubiona bajka!
- Z tymi ulubionymi to ciężko w sumie wybrać. Łatwiej byłoby gdybyśmy podzielili bajki na przynajmniej dwie kategorie.
- To znaczy? 
- No wiesz... Na przykład te ciut poważniejsze z morałem, takie odrobinę mądrzejsze i te z zabawnymi, kultowymi tekstami.
- Shrek Madagaskar jeśli chodzi o teksty!
- A morał to absolutnie Polarny ekspres, Odlot...
- I Shrek też - dodaje Tomek.
- Shrek??? A jaki tam morał? - Dziwię się szczerze.
- No jak to jaki? Że ŻYCIE TO NIE BAJKA!
- Racja!

***
W niedzielny ranek układam się z chłopcami w łóżku, stawiam przed nami komputer i furę racuszków z jabłkiem. 
- No i kto jest najlepszą Pusią na świecie? - pytam chłopców. - Która Pusia wstaje w weekend bladym świtem, smaży górę placuszków i na dodatek pozwala je jeść w łóżku przy filmie? 
- Żadna. Ale przede wszystkim to w ogóle głupie pytanie. Przecież Pusia jest tylko jedna.

***
Nikt tak jak oni nie poprawia mi humoru. Z nikim czas nie mija tak wspaniale jak z nimi. 
Zeszły tydzień był taki sobie i kiedy dopadły mnie troski i smutki, obydwaj byli szczerze przejęci i koniecznie chcieli wiedzieć, cóż to za przykrości mnie spotkały. Zapytał wtedy Tomek:
- Pusia, ale jutro już nie będziesz smutna? Ja tak nie lubię kiedy się martwisz.
- Życie to nie bajka... Ale jutro będzie lepiej.  

***
Mija dziś pierwszy miesiąc szkoły. Poza zmęczeniem spowodowanym wczesnym wstawaniem euforia jeszcze nie minęła. Oby trwała jak najdłużej. U Tomka znajomości się zacieśniają, radość z samodzielności i poznawania nowego wciąż żywa. 

Październik się zachmurzył i sypnął dzikimi pieczarkami, ale o tym już jutro.

MORAŁ to po włosku MORALE (wym. morale)

film

Na planie

czwartek, maja 10, 2018


- Pomóc pani wstać? - pyta starszy pan.
- Nie dziękuję, ja muszę tutaj tak siedzieć. Wszedł pan na plan zdjęciowy, tam jest kartka. 
- Ooo! - starszy pan łapie się za głowę, dopiero teraz dostrzega kamery i umyka w pośpiechu. Odprowadzam go uśmiechem. 
Siedzę na podłodze pod jakimś słupem obok najstarszego straganu na florenckim targu. Brakuje przede mną tylko kapelusza i kartonika z prośbą. W rzeczy samej ktoś z przechodzących mamrocze pod nosem:
- Jak Rumunka...
Zazwyczaj jednak komentarze są miłe. 
- Nie łapią cię jeszcze skurcze? - pyta ktoś inny. 
- Jeszcze nie, ale już blisko.
Turyści przystają, robią zdjęcia, szepczą, pokazują palcem, uśmiechają się, niektórzy nawet pytają co i jak.
Siedziałam u stóp przepięknego Włocha, dziedzica pewnej rodziny, o której wkrótce opowiem. Potem chowałam się za filarem, za kadzią z winem, za baniakami z oliwą, siedziałam pod ladą z krowimi wnętrznościami, stekami i ... tłumaczyłam. 
Przez trzy dni byłam tłumaczem na planie zdjęciowym. Były to nagrania do bardzo interesującego dokumentu dla pewnej znanej stacji telewizyjnej. Tyle tylko dziś mogę zdradzić. Rola takiego tłumacza to pomoc w porozumieniu się między rozmawiającymi, jednoczenie tak, by nie być widocznym dla kamery. Łatwo więc wyobrazić sobie dziwne, zwykle niskie miejsca i pozycje.
To było nowe doświadczenie. Zetknięcie ze światem telewizyjnym całkowicie mi obcym. Dla mnie samej próba moich umiejętności, odnalezienie się w nowej sytuacji. Oswojenie.  
Praca tłumacza na planie zdjęciowym to czasem też bycie statywem, negocjatorem, przewodnikiem i sama jeszcze nie wiem czym. Telewizja to zupełnie nie mój świat, ale cieszę się, że dane było mi przeżyć tą krótką przygodę.


Poza zdobytym nowym doświadczeniem, niezaprzeczalnym plusem całej sytuacji są nowe znajomości. O kilku osobowościach opowiem w następnych dniach. Dziś tylko komentarz do zdjęć. 
To właśnie na planie realizowanego programu spotkałam się po raz pierwszy w realu z Olą Seghi, którą wielbiciele włoskich klimatów na pewno znają. Było to spotkanie przemiłe i tu jeszcze raz dziękuję Oli za ciepłe przyjęcie i na głos komplementuję jej makaron z oliwkowym pesto! Absolutnie doskonałe! Przepis znajdziecie na blogu Oli. 

Zdjęcie pożyczone z profilu Fb Oli
zdjęcie pożyczone z profilu fb Oli

I jeszcze dwa słowa. Szczerze mówiąc w tym wszystkim nie byłam tylko tłumaczem. Miałam swój krótki debiut przed kamerą. Mam nadzieję, że wyszło dobrze. Człowiek się potem zastanawia co powiedział i jak powiedział i jak wypadł i stresuje się bez sensu. Wyszło jak wyszło! 
Było to ciekawe i niecodzienne doświadczenie - mieć na sobie mikroport przyczepiony do uda jak agentka specjalna mały pistolecik, siedzieć przy Duomo i przyciągać uwagę prawie tak samo jak słynna katedra. Turyści zrobili zdjęcia, nagrywali myśląc pewnie, że to ktoś znany, a tu taki psikus. To tylko ja:) 

film

Pomiędzy zimą a wiosną

poniedziałek, marca 05, 2018


Obudziłam się wcześnie jeszcze zanim budzik wydał z siebie upiornie sielankową muzyczkę. Zaraz sięgnęłam po telefon, bynajmniej nie po to, by sprawdzić, która godzina, bo o tym, że było bardzo wcześnie mówiła cisza za oknem. Ciekawa byłam dwóch wiadomości. Po pierwsze czy Vincent zdobył Oskara, a po drugie kto wygrał wybory w Italii. Komentarz odnośnie filmu tylko jeden: szkoda... a politykować nie będę, czas pokaże ... 


Śniegu przez niedzielę ubyło, ale że to ubywanie szło powoli postanowiliśmy mu pomóc. Chłopcy uprzątnęli dolny i górny taras i zaraz zrobiło mi się lżej na duszy. 
- Popatrz Pusia! - Tomek prezentował z dumą zakończenie prac. - Szczęśliwa jesteś?
- Wspaniale! Zuchy z was!
Resztę sprzątania zrobi za nas deszcz, który ma potrwać do środy! Ale za to potem ... Na dzień kobiet zapowiadają najpiękniejszy prezent: WIOSNĘ! Już czuć ją w powietrzu, już temperatura inna, już człowiekiem nie telepie. 
Ciepłą zimową piżamę uprałam i odłożyłam na bok "do schowania", chłopców "śniegowe" spodnie powędrowały do prania. Myślę, że już niedługo wyciągnę z dna garderoby białe sukienki ...


W niedzielę wreszcie ruszyliśmy się z domu. Spacer krótki i tuż "za płotem", ale zawsze to jakaś odmiana po śniegowej stagnacji. Tam gdzie dolina się ścieśnia, gdzie mniej słońca dochodzi ostatkiem sił candelotti trzymają się jeszcze skał. Jednak nawet tu uwolnione od śniegu gałęzie zaczynają majaczyć zalążkami zieleni. 
Z gór spływa woda bajkowymi strumykami. To one będą dobrym początkiem nowego filmu. Planujemy wyprawę nad Acquachetę, najszybciej jak to możliwe.   



Tymczasem skończyliśmy Lazurowe Wybrzeże. 2000 elementów znalazło swoje miejsce. Niemal pół zdjęcia to kwitnące mimozy. Napatrzyłam się na nie w tekturowym wydaniu, a teraz chcę je zobaczyć na żywo! Tak jak i moje tulipany, glicine i brzoskwiniowe sady skąpane w bladym różu. 

DOBREGO TYGODNIA! 

SOPLE to po włosku CANDELOTTI (wym. kandelotti)

biblioteka

Czas, kosmos i dobra literatura

niedziela, marca 04, 2018



- Chciałem przebudować Rangera i teraz wygląda jak kaczka - stwierdził Tomek.
- Trudno się nie zgodzić - potwierdziłam z bezpardonową szczerością. W istocie statek kosmiczny z drobinek lego nagle przybrał formy biomorficzne. Tomek niezadowolony z ostatnich modyfikacji, zniknął znów w czeluściach korytarza, by zaraz pojawić się z Tarsami i ludkami, gdzie każdy odzwierciedlał inną postać. Na jego nastoletniej dłoni zmieściło się pół obsady Interstellar.
Tomek z lego potrafi zrobić wszystko. Od zawsze. 
Kolejne popołudnie minęło nam wspólnie na puzzlach, lekturze i filmie, ale też każdemu z osobna na tym co szczególnie lubi. Tomkowi na składankach lego, Mikołajowi na składankach muzycznych, ja natomiast między pisaniem, a lekturą czarowałam w kuchni, a efekty tych czarów były wyjątkowo smakowite!



Po południu wstąpiliśmy do biblioteki. Nie mogłam się doczekać, by dorwać w swoje ręce drugą część powieści Eleny Ferrante, jednak ku mojej rozpaczy okazało się, że aktualnie książka umilała czas innemu czytelnikowi. Na pocieszenie wzięłam to co było - L'amore molesto. Ta powieść uznana jest w Italii za jedną z ważniejszych ostatnich dziesięcioleci, a w latach dziewięćdziesiątych została ponoć z sukcesem sfilmowana. A tak przy okazji - czy wiecie, że Elena Ferrante to prawdopodobnie pseudonim? Podobno prawdziwa tożsamość pisarki tudzież pisarza jest nieznana. Oczywiście wysnuto kilka teorii na ten temat i wytypowano kilku "podejrzanych", jednak nic na pewno nie wiadomo i może lepiej niech tak zostanie. Tajemnica dodaje tylko smaku!


Tomek przyniósł do domu "Dove il tempo si ferma" Hawkinga i by pozostać w temacie - Hawking był też bohaterem naszego filmowego wieczoru - "Teoria wszystkiego". Film wspaniały, natomiast oczywiście czytanie o zakrzywieniach czasu to już kompletnie nie moja bajka. Tomek zafascynowany tematem wciąż rozmyśla o czarnych dziurach. Ostatnia wycieczka do florenckiego planetarium jeszcze bardziej rozpaliła w nim żądzę wiedzy.  


Pierwszy marcowy weekend i do tego darmowa muzealna niedziela, a my pewnie i tak zostaniemy w domu. Dookoła zalegają jeszcze wysokie zwały śniegu. Przez dwa dni padało i krajobraz nie zachęca do wojażowania. Może spontanicznie na coś nas natchnie, a jeśli nie to znów każdy odda się z przyjemnością swoim zjadaczom czasu. Poza tym w ulubionych czeka  już kolejny słodki przepis do wypróbowania... 

PSEUDONIM to po włosku PSEUDONIMO 

bałwan

Podejrzany jegomość i muzyka w duszy

niedziela, lutego 25, 2018



- A mano a mano ... - podśpiewuję pod nosem dokładając kolejny element puzzli. Poranek przy filmie "Allacciate le cinture" na cały dzień wbił mi do głowy piękną ścieżkę dźwiękową. 
- Mama śpiewa - skomentował Mikołaj. 
- Mama śpiewa? Nie wierzę! - Skwitował krótko Mario.
- Śpiewa, śpiewa. To ... no ... tego ... A mano a mano ...
- I nawet nie jest pod prysznicem.
- Przede wszystkim to ja nie śpiewam pod prysznicem. Tobie nie zdarza się, że jakaś melodia wejdzie ci do głowy i prześladuje cię przez cały dzień? I na dodatek to nie zawsze jest melodia, która nam się podoba. Akurat a mano a mano uwielbiam, ale czasami ...
- Ostatnio nuciłaś to z Gwiezdnych Wojen - wtrącił się Mikołaj. - Tom tom tom tomdodom.... 
- A przecież tego nie cierpię! Pazzesco


A mano a mano ... 
Piękny to film "Zapnijcie pasy"! Obejrzyjcie koniecznie! Po lekkim zawodzie jakim okazała się Magnifica presenza mojego najulubieńszego z ulubionych Ferzana Ozpetka zaczęłam myśleć, że magia reżysera przeminęła. Okazało się jednak, że był to tylko chwilowy spadek formy. Allacciate le cinture to film o miłości, bez banału, bez patosu, bez tandety. Okraszony świetnym aktorstwem, klimatem mojej ukochanej Puglii i poruszającą muzyką. Jak zwykle u Ozpetka dramat miesza się z komedią. Uśmiech przez łzy. Nie mogło oczywiście zabraknąć - tak dla niego charakterystycznych - tematów trudnych. Mówiąc krótko - mistrz powrócił! 

I jeszcze tak na zachętę odnośnie filmu rzecz zupełnie przyziemna. Zazwyczaj w scenach łóżkowych to kobieta przyciąga spojrzenie. Tu jednak Francesco Arca ukradł Kasi Smutniak wszystkie gorące sceny. A zatem drogie panie ...
Ja tymczasem już ostrzę zęby na Napoli velata.


- Mikołaj powtórz proszę scienze!
Bez słowa bierze podręcznik i sadowi się przy kominku, po jakimś czasie pyta:
- Odpytasz mnie? 
Na moich kolanach ląduje książka otwarta na "komórkach"
- Wiesz co ... Ale ja chyba niewiele zrozumiem. Nie jestem właściwą osobą do odpytywania z tej dziedziny. Poproś Tomka. 
- Ale ja nie chcę, żeby mnie Tomek pytał!
- Tooomeeek! - wołam i pytam jednocześnie - a co masz do Tomka?
- Bo on wymyśla jakieś dziwolągi! Ostatnio jak mnie pytał z odmiany verbi (czasowników), to wiesz co miałem odmieniać? 
- Co?
- Na przykład smaterializzare. 
- Dio bono! Tomek odpytaj go proszę, ale po ludzku, bez wydziwiania!

Na tarasie zamieszkał Olaf. Znów pojawił się z synem. Powiem Wam po cichu, że według mnie to właśnie on odpowiedzialny jest za zaginięcie Primavery. Wygląda niewinnie, nawet całkiem przyjaźnie, ale obawiam się, że w głębi duszy to ... zimny drań!

PODŚPIEWYWAĆ, NUCIĆ to po włosku CANTICCHIARE (wym. kantikkiare)

dzieci

Ktokolwiek widział...

sobota, lutego 24, 2018


ktokolwiek wie ... Wyszła niecały rok temu.Ostatnio pojawiła się znów na krótką chwilę pod drzwiami, ale jak twierdzą niektórzy zapomniała kluczy. Od tamtej pory ślad po niej zaginął. Ktokolwiek widział... Młoda, atrakcyjna, twarz oszałamiająco piękna, zupełnie jak Simonetta na obrazach Botticellego, policzki zaróżowione od pierwszego słońca. Kwiaty najróżniejsze we włosach. Ubrana fantazyjnie w odważnych kolorach z wyraźnym zamiłowaniem do fioletu, bieli, żółci i różu. Ktokolwiek wie, gdzie aktualnie przebywa proszony jest o odesłanie jej lub choć o wskazanie drogi do domu. Najlepiej do Domu z Kamienia. Bardzo za nią tęsknimy i bardzo się wszyscy martwimy. Pewnie nie ma przy sobie dokumentów, ale zwą ją PRIMAVERA...

Dobra! To sobie ponarzekałam, a teraz basta.


- Pusia szczęśliwa jesteś, że masz dzieci, które z tobą pieką ciasta?
- Bardzo!
- Widzisz... Nie wszystkie mamy mają takie dzieci. 
- I też nie wszystkie dzieci mają mamy, które pieką z nimi ciasta. 
- Oj weź Pusia mnie nie dołuj! 
- Ale tak przecież jest...

Piątkowe, wyczekane popołudnie... 
Tak jak przewidziałam, czas minął nam wokół kominka i kucharzenia. Zrobiliśmy pyszne ciasto na trzy pary rąk. Wyszło nam naprawdę doskonale! Dzisiaj mam zamiar kontynuować eksperymenty i tak jak wczoraj chcę zaangażować w to chłopców. Przepisy do wypróbowania już czekają w kolejce.
 Piątek wieczór był też klasycznie wieczorem filmowym. Tym razem na ekranie włoskie kino - Benvenuto Presidente! Niestety z całym moim umiłowaniem dla aktorów i gatunku, muszę z żalem stwierdzić, że słabiutkie. Nawet Tomek stwierdził, że zaczynało się nieźle, ale potem to już mizerota.
Ostatnia w tym roku lutowa sobota nie przewiduje dla nas szczególnych atrakcji. Będziemy więc my sobie atrakcją nawzajem. Nawet najdrobniejsze rzeczy robione razem, są dla mnie  i zawsze będą czymś WIELKIM.   

ODRADZAĆ to po włosku SCONSIGLIARE (wym. skonsiliare)