Kiedyś moim największym marzeniem, wtedy jakże nieosiągalnym, było dostać laurkę na "dzień mamy". Stare czasy... Dziś to moje największe marzenie idzie do gimnazjum, a drugie wygrywa swoje pierwsze mecze... Niejedną laurkę już dostałam, niejeden kwiatek prawdziwy i krepinowy, niejeden drobiazg, mniej lub bardziej wymyślny, ale każdą z tych rzeczy przechowuję jak najcenniejsze skarby w rodzinnym pudełku ze wspomnieniami.
26 maja zawsze był dla mnie dniem mamy i wielokrotnie zastanawiałam się jak to jest, że Polacy na emigracji z czasem wbijają sobie do głowy inne daty, inne świętowanie?? Kiedy w zeszłym roku z marradyjskich kwiaciarni ludzi wynosili piękne bukiety, ja byłam tylko świadkiem zamieszania, obserwatorem i kronikarzem. Sama bowiem nie poczuwałam się do tego, by ten szczególny dzień czcić w drugą niedzielę maja. Jak świat światem dzień matki to przecież 26 dzień miesiąca.
A w tym roku? Stała się rzecz niezwykła. Nie wiem czy wciągnęła mnie atmosfera, czy człowiek żyjąc w innym kraju, wcześniej czy później przynajmniej część tradycji i zwyczajów przyjmie jako swoje, ale kiedy w sobotę zatrzymałam się przy kwiaciarni, skąd migały do mnie te wszystkie życzenia, serduszka i infantylne bileciki, nagle uderzyło mnie, że to i moje święto, że ono przypada właśnie jutro!
Nie wiem czy chłopcy sami z siebie będą pamiętać, czy ten dzień będzie wyjątkowy. Chciałabym, by tak było, ale nawet jeśli nie, gniewać się nie będę, bo muszę uczciwie przyznać, że kwiaty okraszone najszczerszym kocham dostaję od nich niemal każdego dnia.
I jeszcze dwa słowa o meczu. Pierwszy raz nie wyciągnęłam wczoraj aparatu, bo ileż można robić podobne zdjęcia?? Tym bardziej, że w Fognano, gdzie rozgrywany był turniej widoczność jest słaba z powodu siatki przed oczami. Zdjęcia żadnego - a mecze pierwsze w historii wygrane! Jeden zakończony zwycięstwem 1:0 (gol Mikolaja), drugi remisem 2:2 (obydwa gole Mikołaja).
Dobrej niedzieli wszystkim, a polskim Mamom żyjącym w Italii i oczywiście włoskim "Mammom" - szczęścia i miłego dziś świętowania!
WYGRAĆ to po włosku VINCERE (wym. winczere)
Nie wiem czy chłopcy sami z siebie będą pamiętać, czy ten dzień będzie wyjątkowy. Chciałabym, by tak było, ale nawet jeśli nie, gniewać się nie będę, bo muszę uczciwie przyznać, że kwiaty okraszone najszczerszym kocham dostaję od nich niemal każdego dnia.
I jeszcze dwa słowa o meczu. Pierwszy raz nie wyciągnęłam wczoraj aparatu, bo ileż można robić podobne zdjęcia?? Tym bardziej, że w Fognano, gdzie rozgrywany był turniej widoczność jest słaba z powodu siatki przed oczami. Zdjęcia żadnego - a mecze pierwsze w historii wygrane! Jeden zakończony zwycięstwem 1:0 (gol Mikolaja), drugi remisem 2:2 (obydwa gole Mikołaja).
WYGRAĆ to po włosku VINCERE (wym. winczere)





