dzień kobiet

Kobieco

piątek, marca 08, 2024

Dom z Kamienia, festa delle Donne w Italii

To zdjęcie zrobiłam ostatnio w Lucce. Jedna z wystaw była już przygotowana na Dzień Kobiet. Może nic w niej specjalnego, ale bardzo mi się spodobała i postanowiłam zachować tamten kadr na dzisiejszą okazję. W ogóle to marzy mi się taka spódnica - tylko nie żółta, bo to nie jest mój ulubiony kolor, rozkloszowana, zwiewna, w sam raz na wiosnę... Taka w stylu lat 50-60 tych, najlepiej w kolorze pudrowego różu... Tak mi się banalnie po kobiecemu dziś marzy, żeby odwrócić uwagę od innych spraw. 

Dzień Kobiet jest dla mnie bardzo ważny. Tak zwyczajnie - lubię 8 marca, a w tym roku nabrał dla mnie jeszcze bardziej głębszego znaczenia i myślę, że to uczucie pozostanie w mojej głowie już na zawsze. 

Chciałabym dziś sama dla siebie zrobić coś pięknego, zwłaszcza, że za mną bardzo trudne dni i mam wrażenie, jakbym dopiero wczoraj znów zaczęła oddychać...  Jeszcze powoli, powoli, ale idzie mi to coraz lepiej. 

Mikołaj wcisnął mi w rękę mimozową gałązkę o świcie i to był najpiękniejszy dziś gest. Bezcenny. 

Marzył mi się wyjazd do Florencji, bo miasto przygotowało ogrom atrakcji dla kobiet, ale nikt za mnie przecież nie popracuje. Obiad w CasaGallo też nie wypalił, bo Mario ma własnych spraw na głowie bez liku. Pozostaje mi tylko wykorzystać chwilę przerwy w pracy i iść do Świątyni Dumania. Tak, Świątynia Dumania to może być najlepsze rozwiązanie. Prezent i terapia dla duszy. 
Większość osób życzy nam dziś siły do pokonywania trudności, a ja chciałabym, aby tych trudności do pokonywania było jak najmniej. Trudno całe życie być Siłaczką. 

Dobrego dnia! Buona Festa delle Donne!


dzień kobiet

Kobietom i o kobietach

środa, marca 08, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Moja mimoza, która w zeszłym roku wylądowała w ogródku przy Domu z Kamienia przeżyła zimę. W styczniu, kiedy straszyli nas niskimi temperaturami Mario opatulił ją dla pewności i tak oto szczęśliwie dotrwała do wiosny. Podobno pierwszy rok jest najtrudniejszych - drzewko musi się zahartować. Mam nadzieję, że teraz już sobie poradzi.

W niedzielę, kiedy wiosna nabrała rozpędu zdjęłam z niej "kapotę". Okazało się, że kilka gałązek uschło, ale kiedy je przycięłam, nie było widać wielkiej różnicy. Uroda mimozy bardzo na tym nie ucierpiała. 

Mimoza to - jak już pisałam lata temu - kwiat, który włoskie kobiety wybrały jako symbol ich święta. Dziś Italia tonąć będzie w jej żółtych, puchatych kuleczkach. Uwielbiam ten dzień i w tym roku znów skłonił mnie do refleksji nad tym, ile wspaniałych kobiet poznałam dzięki blogowaniu. 

Nigdy bym nie pomyślała, że tyle ciekawych znajomości, czasem przyjaźni przyjdzie do mnie po czterdziestce... Że narodzą się z komentowania moich wpisów blogowych, z lekcji włoskiego, z organizowania turystom wakacji. 

Nie będę dziś nikogo wyliczać, bo lista wspaniałych kobiet, które pojawiły się w ostatnich latach w moim życiu jest bardzo długa. Z niektórymi z Was słyszę się od czasu do czasu, spotykam raz na rok albo i rzadziej, ale czuję wibrowanie pozytywnych emocji, a to jest bezcenne. Cieszę się, że udało się stworzyć tyle relacji - bliższych i dalszych - wolnych od zawiści, zazdrości i od negatywnej energii. Chciałam Wam dziś podziękować za to, że jesteście. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Jest też wśród Was mała grupka, którą nazywam Przyjaciółki. Wiem, że mogę się podzielić każdą troską i przede wszystkim każdą radością. Uważam, że największym przyjacielskim testem jest właśnie ta druga rzecz. Ludzie z natury - czasem paradoksalnie dla poprawienia sobie humoru - lubią słuchać o problemach innych. Ale tak naprawdę tylko nieliczni potrafią się z nami cieszyć - cieszyć tak naprawdę, wznosić szczery toast za nasze sukcesy, dzielić naszą radość. Ja mam Was i traktuję to jako wielki przywilej, dar od losu. 

W najbliższych dniach spotkam trzy wspaniałe kobiety. Bardzo się na te spotkania cieszę. Będzie Florencja, będą moje góry, może nawet będzie coś odrobinkę dalej, ale przede wszystkim będą przegadane godziny, wino sączone do nocy, śmiech i wzruszenia. Czekam na te momenty z otwartym sercem <3 

Na mnie już czas, bo wciąż w drugim oknie woła do mnie tekst książki do najostetateczniejszej już autoryzacji - na dniach książka idzie do druku, a mnie zaczyna zżerać trema. Wczoraj wieczorem kiedy zatrzymałam się po całym dniu czekając na wolną łazienkę, dopadły mnie myśli - O matko! To już zaraz! Pewnie znów jakiś wywiad, może znowu radio! - i nagle poczułam jak żołądek zawiązuje mi się na supeł. Żebym ja to wszystko w jednym kawałku przetrwała! 

Pięknego dnia! Pięknego święta!

WZNOSIĆ TOAST to po włosku BRINDARE (wym. brindare)

Dom z kamienia

Dom z Kamienia i Kobiety

sobota, marca 09, 2019


A tak w ogóle to ja muszę coś napisać a propos wczorajszego święta! 
Że życzenia, mimozy, głupoty na watsapp czy messenger to wiadomo. Ale kiedy po obiedzie usiadłam sobie chwilę dla relaksu, dopadła mnie pewna refleksja...

Tak sobie pomyślałam, że dzięki temu mojemu blogowi poznałam całą armię świetnych kobiet!!! Ale tak świetnych, że już możecie zacząć mi zazdrościć! 

Poznałam A., która jako jedna z pierwszych zaczęła zaglądać do Domu z Kamienia - czyli to już lata i niemal każdego ranka wymieniamy choćby wirtualny, symboliczny uścisk. A. ma w sobie niesamowitą mądrość i z jej słów staram się czerpać naukę!
Poznałam O., której w górach nic i nikt nie zatrzyma i naszego wędrowania po Apeninach nigdy nie będę miała dosyć! Martwa Baba wciąż do zdobycia!
Poznałam A., której europejską karierę śledzę z zapartym tchem i tylko czekam na odpowiedni moment, aż wyruszymy szlakiem Italia. 
Poznałam M., która pokonała wielkie zdrowotne trudności i wciąż jest piękna i ma tyle dobra w sobie!
Poznałam R., która blogowo wspiera, dzieli się wiedzą, zawsze wysłucha i choć jesteśmy z tej samej branży nie ma między nami zawiści.
Poznałam M., która tak się zaparła i swego dopięła, że mogłaby być wzorem dla innych i nie ważne, że teraz nie ma na nową sukienkę!
Poznałam S., która po cichu wiernie mi kibicuje i wspiera i której obiecuję już wkrótce górskie łazikowanie.
Poznałam A., która rad udzieliła jak stres opanować przed kamerą, która też wciąż pięknie uśmiecha się do życia. 
Poznałam J., z którą mimo różnicy wieku tak cudownie się rozumiemy i żartuję, że jest już marradyjską recydywistką. 
Poznałam A., która też do Marradi wraca i góry kocha i też szuka oparcia, dobrej energii i zadowolenia.   
Poznałam M., która kombinuje jak tu to życie przenieść i też dzieli się drobiazgami dnia powszedniego. 
Poznałam M. i jej przyjaciółki, które pokazują, że w nas kobietach drzemie nieprawdopodobna siła i wdzięk! 
Poznałam D., która też kipi kobiecością i wciąż pamięta i dzieli się siłą!
Poznałam A., której wielkiego serca nie zapomnimy do końca świata i mam nadzieję, że w końcu znów nas odwiedzi.
Poznałam O., która też po górach biega i w dojrzałym wieku zachwyca formą nastolatki i mam nadzieję, że też dołączy do grona recydywistek marradyjskich.
Poznałam M., która czasem bardzo mi mnie samą przypomina i za którą w czerwcu mocno trzymam kciuki.


Być może kogoś pominęłam, więc wybaczcie! Jesteście wszystkie wspaniałe! Czasem do siebie podobne, a czasem tak bardzo różne. Z większością z Was w tym roku spotkam się znowu i już nie mogę się doczekać. Pozostałe mam nadzieję, że wrócą jak tylko to będzie możliwe. 
Dziękuję Wam za każde jedno słowo, za chwilę razem, za przegadane godziny, za lekcje, za spacery, za kilometry w nogach, za rady i za to że jesteście! Każda z Was mniej lub bardziej zaznaczyła swoją obecność w moim życiu. 

A dziś...
Dziś będzie inaczej. Dziś będzie dzień we dwoje, dla przełamania schematów albo raczej, żeby Tomka nie zamęczyć i dać odetchnąć od pociągów i całej reszty miejskiego zamieszania. Tylko ja i Mikołaj. Matka i Syn w Pięknym mieście!
Dobrego weekendu!!!

KOBIETY to po włosku DONNE lub też FEMMINE 

dzień kobiet

O wyfruwaniu z gniazda

piątek, marca 08, 2019


Romania rozkwitła już na dobre. Z okien pociągu widać było rozciągające się aż po wzgórza połacie bieli i kilka odcieni różu. Jechałam do Faenzy na "przedwycieczkowe" zebranie w liceum, a przez głowę galopowało tysiąc myśli. Jak to będzie nie widzieć przez tydzień własnego dziecka??
Tak, tak, ja wiem, że takie rzeczy wszyscy mają już dawno za sobą, ale my jeszcze nie, więc uszanujcie proszę moje "przeżywanie".
   
Tak naprawdę w całym naszym życiu rozstałam się z Tomkiem tylko RAZ na kilka dni, kiedy urodził się Mikołaj i byłam w szpitalu. Od tamtej pory, co najwyżej zdarzyły się jakieś pojedyncze dni czy noce wyjazdowe i basta. Zawsze razem - to też ich wybór. Nie raz proponowałam atrakcje tylko dla nich, kolonie, obozy... 

I teraz w końcu przyszedł czas, kiedy Tomek sam wyruszy w swoją pierwszą, daleką podróż. Już niedługo zamieszka przez tydzień u niemieckiej rodziny, będzie szlifował język, zwiedzał ciekawe miejsca i poznawał nowych ludzi. Cieszę się, bo wiem, że przed nim wspaniała przygoda, cieszę się bo ma możliwości, których ja nie miałam, cieszę się, bo w jego życiu dzieje się tyle wspaniałych rzeczy. Plan wycieczki wygląda bardzo atrakcyjnie! 

Tylko ta myśl, że "mały" Tomuś wyfruwa z gniazda... Ech... 

I jeszcze jedna myśl... Jakby tego było mało, w czasie Tomka podróży będziemy musieli na kilka dni wszyscy troje rozdzielić się na trzy kraje. Pierwszy raz w całym naszym wspólnym życiu. Ale o tym co mnie czeka, opowiem w swoim czasie, już niedługo.  

***
- A co jeśli się nie będę mógł dogadać? 
- Dogadasz się! Jak nie po niemiecku to po angielsku! Dasz radę. 
- Ale ja się wstydzę jeszcze mówić po niemiecku. 
- A pamiętasz, że kilka lat temu po włosku umiałeś powiedzieć tylko kilka słów? 
- No tak, ale...
- Pamiętaj, każdy, ale to każdy zaczyna od nieśmiałego dukania! Tego etapu nie da się przeskoczyć. Kiedyś, jak już nauczysz się świetnie mówić, będziesz te pierwsze próby z uśmiechem wspominał. Temu przede wszystkim służy ten wyjazd, żebyście zaczęli mówić!
Chwilę potem:
- Mam nadzieję, że nie będę musiał jeść codziennie białej kiełbasy. Niecierpię białej kiełbasy...

***


A tak trochę poza tematem. W Italii chyba nic nie jest zwyczajne. Oto poniżej na zdjęciu wnętrze oratorium w Faenzie. Miejsce wczorajszego zebrania. Moja mina na wejściu bezcenna! 


 - Wszystkiego najlepszego Pusia! - wyszeptał Tomek jeszcze z zamkniętymi oczami, kiedy budziłam go do szkoły i zaraz zaplótł mi ręce wokół szyi. Najpiękniejszy uścisk świata... 
Piętnaście minut później to samo zrobił Mikołaj. Drugi najpiękniejszy uścisk świata.

Drogie Panie, Kobiety, Dziewczyny! Wam też wszystkiego najcudowniejszego i nie tylko dziś, ale na każdy dzień roku. Dobrego Dnia Kobiet!


dzień kobiet

Być kobietą

czwartek, marca 08, 2018

Mimoza

- Przypominam, że jutro Dzień Kobiet i ja jak najbardziej świętuję! - powiedziałam pół żartem pół serio, z lekką nutą nakazująco prowokacyjną.
- Jak świętujesz? Czyli co? - Mario podobne święta z zasady ignoruje.
- W sensie, że obchodzę, uznaję. Mówię o tym wprost, żeby nie było potem tak jak każdego roku: "a myślałem, że ty nie obchodzisz..."
- Boh... Czyli co mam zrobić?

Kiedy byłam małą dziewczynką nie mogłam się doczekać, kiedy i do mnie zaczną przychodzić z tulipanami, goździkami, życzeniami. Bardzo spieszyło mi się do tego, by czuć się kobietą. Nie ma się czemu dziwić - przecież bycie kobietą jest absolutnie fantastyczne!!! 
Nie będę pisać farmazonów, że na przykład Dzień Kobiet powinien być świętowany każdego dnia. Powinien i co z tego? Dobrze wiemy, że bardzo często jednak nie jest... 
Dzień Kobiet uwielbiam, tego dnia uwielbiam nawet mimozy, choć przecież wcale mi się nie podobają. Uwielbiam być kobietą, a być kobietą w Italii uwielbiam jeszcze bardziej ...
WSZYSTKIEGO DOBREGO DROGIE PANIE!!! 


Mario z mimozami na pewno biegać nie będzie, ale za to zadbał o kolację środową, bo środa to dzień, który wyciska ze mnie ostatnie siły witalne. Wykorzystując ostatnie wieczory z płonącym kominkiem na stół wjechały ziemniaczki z popiołu, żeberka, kiełbaska i grillowany kurczak. Uczta była wyborna. Akurat w takiej sytuacji, w drodze wyjątku jestem skłonna wybaczyć bojkot mojego święta.


Mam jednak nadzieję, że z takimi kolacjami szybko przeniesiemy się do ogrodu świętej Barbary. Kominek kominkiem, ale jednak z ciepłem słońca i motylami nad głową nic nie może się równać.

IGNOROWAĆ to po włoku IGNORARE (wym. iniorare)

dzień kobiet

Żonkile

środa, marca 08, 2017


Kiedy mieszkałam na warszawskim Grochowie zawsze wiosną przed Bazarkiem Szembeka kupowałam bukiecik żonkili. Czasem żonkile, a czasem tulipany. Jeden złoty za sztukę albo takie mizerne po 50 groszy. Uwielbiałam mieć w domu namiastkę wiosny. Czasem była to czysta iluzja, bo żonkile stały w wazonie, a śnieg leżał za oknem, ale ważne, że mogłam na nie patrzeć do woli. Żonkile jako dekoracje wkładałam też do wielkanocnego koszyczka. Żonkile tu i tam i o ile pamiętam gdzieś je też wyhaftowałam, o tej porze roku nie mogło mi zabraknąć żonkili choć tak naprawdę... to ja nawet nie lubię żółtego koloru.


Dziś mój "tulipanowo - żonkilowy" wazon stoi pusty. Nie ma takiej potrzeby, żeby skrawki wiosny w nim upychać. Żonkile rozlały się po lasach, jaskrawo kanarkowe plamy kolorują jeszcze niemrawe podłoże. Ścielą się całymi dywanami, a zwariowany wiosenny wiatr tarmosi je w swoim pędzie. Oto dla Was drogie Panie - żonkile na Dzień Kobiet!


Festa della Donna … O włoskim Dniu Kobiet już na blogu pisałam. Bardzo lubię ten dzień,  zawsze lubiłam. Nie będę nawet dodawać oklepanych farmazonów, że taka festa powinna być codziennie. To oczywiste. Tak czy inaczej teraz odbieram ten dzień w wyjątkowy sposób. Może dlatego, że ostatnie lata bardzo mnie zmieniły. Kiedyś kobieta była dla mnie symbolem kruchości i delikatności, dziś natomiast stała się symbolem siły i wytrwałości. Znalazłam w sobie nieprawdopodobne ich pokłady, mam nadzieję, że wystarczy mi ich jeszcze na jakiś czas, że będę jak te żonkile, które wiatr gnie do ziemi, ale choćby nie wiem jak był brutalny, nie jest w stanie ich złamać. W kobietach drzemie nieprawdopodobna siła, wiedziała to moja Mama, dziś ja też to wiem.
  Oto dla Was drogie Panie kwiaty, tęcza i mrugnięcie wiosny. Powinna być mimoza, są żonkile, bo w żonkilach jest siła, mimoza zdaje się taka słaba

ŻONKIL to po włosku GIUNCHIGLIA  (wym. dżiunkilia)




Cinghiale Bianco

Pizza drogie Panie

wtorek, marca 08, 2016


Po naszych sobotnich wojażach dotarliśmy w końcu do Palazzuolo sul Senio. Lało niemiłosiernie, tak, że nawet przedostanie się z samochodu do pizzerii było jak prawdziwy surwiwal. Pora jak na włoską kolację była jeszcze dość wczesna. Poproszeni o odrobinę cierpliwości rozgościliśmy się przy stoliku i zaczęliśmy studiować menu, byliśmy ciekawi co też Cinghiale Bianco ma takiego, czego inne pizzerie nie mają. 


Byłam tu tylko dwa razy, jeszcze w czasach Pianorosso. Przywieźli nas do Palazzuolo gospodarze naszego agriturismo w ramach zacieśniania relacji. Spędziliśmy przemiły wieczór, ale to co przede wszystkim zostało mi w pamięci, to doskonała pizza - jedna z popisowych tutaj - z pancettą, radicchio i wędzoną scamorzą, jedna z najlepszych jakie jadłam. Przypomnę też, że dawniej, jeszcze w Warszawie nie byłam wielkim miłośnikiem pizzy, jadałam, ale bez zachwytów, najczęściej dla towarzystwa. W Italii to się zmieniło i teraz przynajmniej raz w tygodniu pizza absolutnie musi znaleźć się na naszym stole. 


Oczywiście takie doskonałości jak w minioną sobotę, zdarzają się sporadycznie, ale może też i z tego względu jeszcze lepiej smakują. Tym razem moją faworytkę z radicchio, przebiła inna pizza, która była tak obłędnie, nieprawdopodobnie dobra, że ostatni kęs musiałam uwiecznić. Pieczona papryka, kapary, cebulka i salame piccante. Musicie uwierzyć mi na słowo! To nie jest kryptoreklama, właściciel nie jest nawet świadomy, że ktoś przed szerokim gronem prawi jego pizzy tyle komplementów.   
Dzieci zitalianizowały się też kulinarnie, przynajmneij w kawestii pizzy. To co dla mnie było zawsze zgrozą, koszmarem dietetyka, teraz od czasu do czasu pojawia się na talerzach chłopców. Pizza z frytkami, jak dla mnei pełen absurd i pewnie też wiele z Was się skrzywi z niesmakiem, ale jeśli tak lubią, to od czasu nic im się na pewno nie stanie, tym bardziej, że na co dzień jemy "bardziej zdrowo". 


Kiedy wyszliśmy, deszcz nieco ustąpił. Palazzuolo w światłach latarni odbijających się od mokrych ulic, było jeszcze bardziej czarowne niż zwykle. 
- A teraz Casa Dolce Casa - powiedział rozmarzony Tomek - czy jutro też tu zjemy? 


Drogie Panie, Dziewczyny, Dziewczynki, Kobiety i Kobietki - wszystkim Wam życzę wyjątkowego dnia! Niech Was uwielbiają, nie tylko dziś, ale przez wszystkie dni w roku. I życzę Wam też, żebyście same umiały się uwielbiać, a to wbrew pozorom wcale nie jest łatwe. Żeby było oryginalnie - pizza zamiast mimozy:)

KOBIETA TO FEMMINA (wym. femmina)

dzień kobiet

Mimozy

niedziela, marca 08, 2015



"Mimozami jesień się zaczyna..." - tak pisał Tuwim i śpiewał Niemen. Choć nie mogłam pojąć skąd tam jesień, a tu wiosna? Mimoza kojarzy mi się z określeniem osoby nieśmiałej, zahukanej, nieprzebojowej, mimoza taka trochę sierotka Marysia.

Szczerze mówiąc jako kwiat zupełnie mi się nie podoba, może dlatego, że żółty to nie mój kolor, jedynie żonkilami, prymulkami i oczywiście słonecznikami mimo nieulubionego koloru mogę się zachwycać. 
Dlaczego w Italii właśnie mimoza stała się kwiatem na "dzień kobiet"?
Legenda odnosi się do historii. 8 marca 1908 roku wydarzyła się tragedia i w fabryce w Nowym Jorku w pożarze zginęło 129 kobiet protestujących przeciwko złym warunkom pracy, co stało się przyczynkiem do ustanowienia święta kobiet. Niektórzy utrzymują, że przy tej właśnie fabryce rosło drzewo mimozy. 
Jednak tak jak wspomniałam to tylko legenda. 

Fakty natomiast są dosyć trywialne i pozbawione poezji. To Włoszki w 1946 roku, zaraz po wojnie wybrały mimozę kwiatem "festa della donna". Powody były dwa: mimoza to jedna z niewielu roślin kwitnąca o tej porze, a na dodatek kosztująca niewiele.

Już wczoraj zrobiło się w Marradi żółto, mimozy są na każdym kroku. Specjalnie dla Was dołączam je do życzeń.



Drogie Czytelniczki życzę Wam samych wspaniałości z okazji Festa della donna! Niech to będzie szczególnie miły dzień. Choć te szczególnie miłe dni powinny być codziennie. Buona festa!



MIMOZA to po włosku MIMOSA