To zdjęcie zrobiłam ostatnio w Lucce. Jedna z wystaw była już przygotowana na Dzień Kobiet. Może nic w niej specjalnego, ale bardzo mi się spodobała i postanowiłam zachować tamten kadr na dzisiejszą okazję. W ogóle to marzy mi się taka spódnica - tylko nie żółta, bo to nie jest mój ulubiony kolor, rozkloszowana, zwiewna, w sam raz na wiosnę... Taka w stylu lat 50-60 tych, najlepiej w kolorze pudrowego różu... Tak mi się banalnie po kobiecemu dziś marzy, żeby odwrócić uwagę od innych spraw.
Dzień Kobiet jest dla mnie bardzo ważny. Tak zwyczajnie - lubię 8 marca, a w tym roku nabrał dla mnie jeszcze bardziej głębszego znaczenia i myślę, że to uczucie pozostanie w mojej głowie już na zawsze.
Chciałabym dziś sama dla siebie zrobić coś pięknego, zwłaszcza, że za mną bardzo trudne dni i mam wrażenie, jakbym dopiero wczoraj znów zaczęła oddychać... Jeszcze powoli, powoli, ale idzie mi to coraz lepiej.
Mikołaj wcisnął mi w rękę mimozową gałązkę o świcie i to był najpiękniejszy dziś gest. Bezcenny.
Marzył mi się wyjazd do Florencji, bo miasto przygotowało ogrom atrakcji dla kobiet, ale nikt za mnie przecież nie popracuje. Obiad w CasaGallo też nie wypalił, bo Mario ma własnych spraw na głowie bez liku. Pozostaje mi tylko wykorzystać chwilę przerwy w pracy i iść do Świątyni Dumania. Tak, Świątynia Dumania to może być najlepsze rozwiązanie. Prezent i terapia dla duszy.
Większość osób życzy nam dziś siły do pokonywania trudności, a ja chciałabym, aby tych trudności do pokonywania było jak najmniej. Trudno całe życie być Siłaczką.
Dobrego dnia! Buona Festa delle Donne!














