Wiosennej chwili, kiedy wreszcie po zimie widzę pierwsze kwitnące drzewa, towarzyszą te same emocje, które wypełniały mnie, gdy jako mała dziewczynka odkrywałam, że był święty Mikołaj i pod choinką zostawił prezenty. Ta sama ekscytacja, to samo wzruszenie. Są!!! Są!!!
Dzika grusza albo jabłoń, a to różowe to może jakaś śliwa, a może czereśnia? Świat się w końcu obudził z letargu!
W lasach dywany prymulek i fiołków, wzdłuż dróg kępy żonkili... Tylko patrzeć jak zakwitną na różowo brzoskwiniowe sady! To wariactwo, żeby kwiatki dały tyle radości! Ale tak właśnie jest - w świecie, który tonie w kwiatach wszystko wydaje się lepsze, łatwiejsze, piękniejsze...
Niedziela tak jak obiecywały prognozy spłynęła deszczem! I to jak! Tak pełnej rzeki nie widziałam od września 2014 roku. Woda sięgnęła schodków, którymi dzieci schodzą nad rzekę! Mario z przestrachem zerkał przez okno i zastanawiał się jak minie noc w świętej Barbarze.
Nim jednak rzeka się przepełniła, na przekór wszystkiemu ruszyliśmy się z domu. Tylko chłopcy popatrzyli na mnie błagalnie - "nie będzie ci przykro jak nie pojedziemy?" Matce wariatce zachciało się w deszczu stragany z truflami fotografować, to po co dzieci ciągnąć. I dobrze, że zostali, bo w wyludnionej Casola deszcz zdawał się być jedynym bytem.
Nawet z samochodu nie wysiedliśmy, tylko skierowaliśmy się przez Zattaglię, a potem przez Fognano znów do Marradi.
Jedyną atrakcją były kwiaty.
- Dwie godziny w samochodzie, żeby kwitnące drzewo sfotografować...
- To tylko u nas. W każdym razie przyznaj - było warto!
- No pewnie!
Na szczęście jest nas więcej wariatów kwiatkowych. Mario też potrafi zatrzymać rangera na środku drogi, żebym kwitnące drzewo mogła zatrzymać w kadrze albo żeby zwyczajnie nim oczy nacieszyć.
Przez całą drogę gadaliśmy o kwiatkach. Kwiatki to, kwiatki siamto, kwiatki tu i tam...
Kwiecistego tygodnia Wam życzę! Do nas dziś ma wrócić słońce, a to oznacza oczywiście jeszcze więcej kwiatków.
NA SZCZĘŚCIE! to po włosku PER FORTUNA! (wym. per fortuna)





