Oczy marradyjczyków coraz bardziej śmiejące się, spokój coraz bardziej wyczuwalny, bar Biforco otwarty jak dawniej już od świtu... Tak dobrze wracać powoli do normalności... Nawet jeśli "normalność" to słowo, za którym szczególnie nie przepadam. Normalność jest pojęciem bardzo względnym i dla każdego oznacza coś innego.
We wtorkowe popołudnie poszliśmy z Tomkiem do Marradi. Byłam ledwo żywa, ale chłonęłam każdy najmniejszy detal całą sobą. A może właśnie dlatego, że byłam tak koszmarnie zmęczona, te detale potrzebne mi były niemal jak terapia dla wszystkich zmysłów. Kolory, zapachy, dźwięki, najmilsze towarzystwo, rozmowa, ręka wciśnięta pod moje ramię.
Ostatnie dni, a to dopiero połowa tygodnia dały mi trochę popalić, wycisnęły ze mnie cały zapas energii i zakłóciły spokój. Muszę się nauczyć odcinać od złych emocji innych.
Planowałam dziś ruszyć do Florencji, ale chyba muszę z tym zaczekać do soboty. Teraz nie pora na odwoływanie lekcji dla kaprysu. Może zamiast tego jeśli pogoda się uspokoi wyjdę w góry... Hmmm. Choć w sumie pewnie wyjdę, nawet jeśli się nie uspokoi. Potrzebuję spokoju i przestrzeni.
Majowy dobrze wychowany deszcz zjawił się w nocy, ale tym razem w bardzo złym towarzystwie. Majowa burza w przeciwieństwie do deszczu chyba o dobrym wychowaniu nie słyszała, bo ledwie wpadła do doliny wszystkich poderwało na równe nogi. Takiej burzy to dawno tutaj nie było. Swoją drogą dokonałam w nocy pewnego odkrycia - kiedy trzyma się w ciemności zamknięte oczy burzowe błyski są jak flesze, które przenikają mimo zamkniętych powiek... Takie to ciekawostki się odkrywa, kiedy dusza spać nie może przez zbójnickie deszczowe towarzystwo.
Przy tej całej burzy jeszcze tylko jedno wzruszenie. Gdy pierwszy grzmot wyrwał mnie ze snu, zaraz koło łóżka zjawił się Tomek, który jeszcze tworzył w najlepsze, by sprawdzić czy to rozłupywanie nieba mnie obudziło. Przejęty cmoknął mnie w czoło i powiedział: "Śpij Pusia, to tylko burza..."
Role znów się odwróciły.
Zastało mnie z tym pisaniem południe, a nawet już primo pomeriggio. Chłopcy szykują obiad. Jak dobrze, że nauczyli się być tacy samodzielni i "ogarnięci" w kuchni. Jak dobrze, że potrafią przejąć czasem stery tego zwariowanego "statku".
Zmykam do stołu, a Wam życzę reszty dobrego dnia!
NOCNY to po włosku NOTTURNO (wym. notturno)












