agriturismo

Kwestia szczęścia czy przypadku?

środa, maja 06, 2015




Ostatnio często zastanawiam się nad tym, co ma większy wpływ na nasze życie, przypadek czy mądre decyzje, ciężka praca czy łut szczęścia, cierpliwość i pokora czy umiejętność rozpychania się łokciami. A może, by życie było udane potrzeba wszystkiego po trochu. Minione dwa tygodnie wypełniły mi "ważne" spotkania i długie rozmowy. Niektóre z nich były wyjątkowe i ubogacające. Nie wiem czy będą miały jakiś wpływ na przyszłość, ale na pewno już w tej chwili są dla mnie miłym doświadczeniem. Niektóre z tych spotkań były szczególne - jak chociażby popołudniowa kawa w Palazzo Torriani. 




To nie pierwszy raz, kiedy miałam zaszczyt i przyjemność przekroczyć próg tego wspaniałego budynku, jednak niezmiennie pozostaję pod jego wielkim urokiem. Ledwie staję w korytarzu, a już czuję się jak Alicja w Krainie Czarów. Nic tam nie jest zwyczajne. Nic, absolutnie nic. 

Tym razem spotkałam się z Anną Marią, aby obejrzeć i sfotografować apartamenty, które udostępniane są gościom w ramach prowadzonego tu B&B. Nadziwić się nie mogłam nieprawdopodobną dbałością o szczegóły, poczuciem estetyki i tym ile, serca ma dla rodzinnego dziedzictwa właścicielka. Dowiedziałam się też, że organizowane są tu kursy gotowania o "różnej tematyce". Kto wie, może sama się kiedyś skuszę...



Kiedy skończyłyśmy zwiedzanie komnat, bo słowo pokoje byłoby niewybaczalnym niedomówieniem, Anna Maria zaproponowała mi krótką wycieczkę do innego domu. Do domu z kamienia, który wiekiem bije na głowę Palazzo Torriani. 
W położonej w granicach Marradi starej, wiejskiej willi z 1020 roku (tak, tak! 1020 - dopytywałam trzy razy) urządzono obecnie agriturismo. Nawet tu, choć miało być skromnie i rustykalnie, było nie mniej zachwycająco niż w "pałacu". Zaglądałam w każdy kąt i z namaszczeniem dotykałam tysiącletnich murów. 

Kiedy byłyśmy w drodze zapytałam Annę Marię:
- Może ty, która znasz tyle historii, umiesz mi powiedzieć coś na temat małego kościoła na placu. Zrobiłam zdjęcia, napisałam o nim na blogu, ale nikt z zagadadniętych marradyjczyków nie znał jego historii. 
- Ja znam - Anna Maria popatrzyła na mnie z tajemniczym uśmiechem. - Ja znam tyle historii, że życia zabraknie do ich opowiedzenia...

To szczęście czy przypadek, że się tu znalazłam?



Na koniec poproszę jeszcze w imieniu Tomka o kciuki na provach z włoskiego, z którymi dziś się musi zmierzyć. Choć uspokajam, że wpływu na ocenę to nie ma, bardziej nauczycielom zależy, by dobrze wypaść w rankingu, to jednak drobny stres jest, zwłaszcza dla dziecka, które dwa lata temu po włosku umiało powiedzieć zaledwie kilka słów.

ZNALEŹĆ SIĘ to znaczy TROVARSI (wym. trowarsi)