Ostatnio często zastanawiam się nad tym, co ma większy wpływ na nasze życie, przypadek czy mądre decyzje, ciężka praca czy łut szczęścia, cierpliwość i pokora czy umiejętność rozpychania się łokciami. A może, by życie było udane potrzeba wszystkiego po trochu. Minione dwa tygodnie wypełniły mi "ważne" spotkania i długie rozmowy. Niektóre z nich były wyjątkowe i ubogacające. Nie wiem czy będą miały jakiś wpływ na przyszłość, ale na pewno już w tej chwili są dla mnie miłym doświadczeniem. Niektóre z tych spotkań były szczególne - jak chociażby popołudniowa kawa w Palazzo Torriani.
To nie pierwszy raz, kiedy miałam zaszczyt i przyjemność przekroczyć próg tego wspaniałego budynku, jednak niezmiennie pozostaję pod jego wielkim urokiem. Ledwie staję w korytarzu, a już czuję się jak Alicja w Krainie Czarów. Nic tam nie jest zwyczajne. Nic, absolutnie nic.
Tym razem spotkałam się z Anną Marią, aby obejrzeć i sfotografować apartamenty, które udostępniane są gościom w ramach prowadzonego tu B&B. Nadziwić się nie mogłam nieprawdopodobną dbałością o szczegóły, poczuciem estetyki i tym ile, serca ma dla rodzinnego dziedzictwa właścicielka. Dowiedziałam się też, że organizowane są tu kursy gotowania o "różnej tematyce". Kto wie, może sama się kiedyś skuszę...
Kiedy skończyłyśmy zwiedzanie komnat, bo słowo pokoje byłoby niewybaczalnym niedomówieniem, Anna Maria zaproponowała mi krótką wycieczkę do innego domu. Do domu z kamienia, który wiekiem bije na głowę Palazzo Torriani.
W położonej w granicach Marradi starej, wiejskiej willi z 1020 roku (tak, tak! 1020 - dopytywałam trzy razy) urządzono obecnie agriturismo. Nawet tu, choć miało być skromnie i rustykalnie, było nie mniej zachwycająco niż w "pałacu". Zaglądałam w każdy kąt i z namaszczeniem dotykałam tysiącletnich murów.
Kiedy byłyśmy w drodze zapytałam Annę Marię:
- Może ty, która znasz tyle historii, umiesz mi powiedzieć coś na temat małego kościoła na placu. Zrobiłam zdjęcia, napisałam o nim na blogu, ale nikt z zagadadniętych marradyjczyków nie znał jego historii.
- Ja znam - Anna Maria popatrzyła na mnie z tajemniczym uśmiechem. - Ja znam tyle historii, że życia zabraknie do ich opowiedzenia...
To szczęście czy przypadek, że się tu znalazłam?
Na koniec poproszę jeszcze w imieniu Tomka o kciuki na provach z włoskiego, z którymi dziś się musi zmierzyć. Choć uspokajam, że wpływu na ocenę to nie ma, bardziej nauczycielom zależy, by dobrze wypaść w rankingu, to jednak drobny stres jest, zwłaszcza dla dziecka, które dwa lata temu po włosku umiało powiedzieć zaledwie kilka słów.
Na koniec poproszę jeszcze w imieniu Tomka o kciuki na provach z włoskiego, z którymi dziś się musi zmierzyć. Choć uspokajam, że wpływu na ocenę to nie ma, bardziej nauczycielom zależy, by dobrze wypaść w rankingu, to jednak drobny stres jest, zwłaszcza dla dziecka, które dwa lata temu po włosku umiało powiedzieć zaledwie kilka słów.
ZNALEŹĆ SIĘ to znaczy TROVARSI (wym. trowarsi)





