Dante

Emigranci

sobota, listopada 19, 2016


- Mamusiu czy my jesteśmy immigrati? - pyta Mikołaj po szkole.
- Tak, jesteśmy emigrantami, ale w dzisiejszych czasach, przy tym co się dzieje w Europie, zwłaszcza w Italii, sam oglądasz wiadomości więc wiesz, słowo to nabrało negatywnego znaczenia. Zazwyczaj idzie w parze ze słowem clandestini. 
- Ale my nie jesteśmy clandestini.
- Nie, my nie. My jesteśmy ... emigrantami z miłości. 
- Kiedy będziemy mieć włoski paszport?
- Jeszcze nie prędko, ale uwierz mi - sama nie mogę się doczekać.


Emigracja… kiedyś jeszcze w Polsce za czasów studenckich kojarzyła mi się… literacko. Było w tym słowie coś fascynującego, walka, pasja i sztuka, miłość, tęsknota i podróż w nieznane. Dziś skojarzenia nasuwają się zupełnie inne, ale o tym pisać nie będę, by nie wsadzać kija w mrowisko.
Kiedy Mikołaj zapytał czy jesteśmy emigrantami, chyba tak naprawdę po raz pierwszy się nad tym głębiej zastanowiłam i poczułam jakiś zgrzyt wewnętrzny. Prawdę mówiąc nigdy, nawet przez moment, nawet w najmniejszym stopniu nie czułam się jak emigrant, jakby to określenie zupełnie mnie nie dotyczyło. Nie ma we mnie ani krztyny tęsknoty za "biologiczną" ojczyzną. Jestem trochę jak dziecko adoptowane … W nowym domu, w nowej ojczyźnie - tu mi dobrze, tu dobrze dzieciom, dlaczego więc miałabym czuć się emigrantem? Emigracja to dla mnie słowo abstrakcyjne.


Mikołaj w pluszowej piżamie w dinozaury wchodzi na krzesło, bierze do ręki starusieńkie wydanie Divina Commedia i zaczyna czytać na głos, tonem jak ze starego teatru… Pięknie czyta, czyta prawdziwie piękną literaturę, bo pięknie go ten Dante zauroczył… Kiedy dawno temu w szkole zmagałam się z trudnymi wersami Boskiej Komedii, nigdy bym nie pomyślała, że za lat… mój syn z pasją będzie mi ją czytał w oryginale, a ja będę dreptać ścieżkami poety. To wszystko i wiele więcej nie wydarzyłoby się, gdyby nie tak zwana emigracja … 


Dobrej soboty! 
EMIGRACJA to po włosku EMIGRAZIONE (wym. emigracjone)

Castelnaudary

Moje spojrzenie na Castelnaudary

piątek, maja 20, 2016



W ciągu tych dwóch dni grafik był tak napięty, pogoda zupełnie niesprzyjająca spacerom, że prawdziwym cudem jest to, iż znalazłam chwilkę by z chłopcami do miasta wyskoczyć i ciut bliżej poznać bliźniacze miasto Marradi. 



Szczerze przyznam, że podróż ta utwierdziła mnie w przekonaniu, że Italia nie ma sobie równych, mimo iż wcześniej starałam się obiektywnie południowe kraje stawiać w jednym rzędzie, teraz te moje sądy nieco weryfikuję. Francja ma piękne miejsca, zachwyca na pewno Prowansja, francuskie wybrzeże i góry, ale jednak Italia stoi ponad tym wszystkim...   



Nie byłabym jednak sobą, gdybym we wszystkim nie dopatrywała się piękna. I choć Castelnaudary być może według statystycznego turysty niczym szczególnym się nie wyróżnia, nie nęci z daleka jak leżące w pobliżu Carcassonne czy inne sławne miejsca, to jednak przy odrobinie wrażliwości i uwagi, można je docenić, można się nim zauroczyć. Może jego sekret tkwi właśnie w tym, że jest skromne, na uboczu i przed nikim się nie puszy, tak jak Marradi, którego urok nie dla każdego będzie oczywisty.



Castelnaudary przeszliśmy pobieżnie, można wręcz rzec - przebiegliśmy, zerkając co chwilę na zegarek, bo oczywiście czas naglił. W przelocie zatrzymywałam wzrok na kolorowych okiennicach, fantazyjnych kołatkach, drzwiach, murach i gołębiach, których trzepot skrzydeł niósł się po ciasnych uliczkach…

- Podoba ci się mamusiu? - podpytywali chłopcy.
- A to okno sfotografowałaś?
- A tamtej okiennicy zrobiłaś zdjęcie?  


Mam jeszcze kilka różnych przemyśleń, ale te zachowam na inny raz. Niech tutaj zostaną tylko impresje z miasteczka. 
Ta podróż była niezwykłym doświadczeniem socjologicznym. Miałam okazję obserwować spotkanie dwóch kultur, niby tak podobnych, ale jednak przy bliższym poznaniu tak różnych i sama muszę przyznać, że dopiero po tych dniach we Francji dotarło do mnie jak bardzo się "zwłoszczyłam". I choć pewnie znów ktoś powie, że jestem bardziej włoska niż Włosi, to nie mam zamiaru się tym przejmować. Żyję tak jak lubię, nasiąkając włoskimi zwyczajami, przyzwyczajeniami, których już za nic w świecie nie mam zamiaru porzucić!


WCHŁANIAĆ, NASIĄKAĆ to znaczy ASSORBIRE (wym. assorbire)