- Mamusiu czy my jesteśmy immigrati? - pyta Mikołaj po szkole.
- Tak, jesteśmy emigrantami, ale w dzisiejszych czasach, przy tym co się dzieje w Europie, zwłaszcza w Italii, sam oglądasz wiadomości więc wiesz, słowo to nabrało negatywnego znaczenia. Zazwyczaj idzie w parze ze słowem clandestini.
- Ale my nie jesteśmy clandestini.
- Nie, my nie. My jesteśmy ... emigrantami z miłości.
- Kiedy będziemy mieć włoski paszport?
- Jeszcze nie prędko, ale uwierz mi - sama nie mogę się doczekać.
Emigracja… kiedyś jeszcze w Polsce za czasów studenckich kojarzyła mi się… literacko. Było w tym słowie coś fascynującego, walka, pasja i sztuka, miłość, tęsknota i podróż w nieznane. Dziś skojarzenia nasuwają się zupełnie inne, ale o tym pisać nie będę, by nie wsadzać kija w mrowisko.
Kiedy Mikołaj zapytał czy jesteśmy emigrantami, chyba tak naprawdę po raz pierwszy się nad tym głębiej zastanowiłam i poczułam jakiś zgrzyt wewnętrzny. Prawdę mówiąc nigdy, nawet przez moment, nawet w najmniejszym stopniu nie czułam się jak emigrant, jakby to określenie zupełnie mnie nie dotyczyło. Nie ma we mnie ani krztyny tęsknoty za "biologiczną" ojczyzną. Jestem trochę jak dziecko adoptowane … W nowym domu, w nowej ojczyźnie - tu mi dobrze, tu dobrze dzieciom, dlaczego więc miałabym czuć się emigrantem? Emigracja to dla mnie słowo abstrakcyjne.
Mikołaj w pluszowej piżamie w dinozaury wchodzi na krzesło, bierze do ręki starusieńkie wydanie Divina Commedia i zaczyna czytać na głos, tonem jak ze starego teatru… Pięknie czyta, czyta prawdziwie piękną literaturę, bo pięknie go ten Dante zauroczył… Kiedy dawno temu w szkole zmagałam się z trudnymi wersami Boskiej Komedii, nigdy bym nie pomyślała, że za lat… mój syn z pasją będzie mi ją czytał w oryginale, a ja będę dreptać ścieżkami poety. To wszystko i wiele więcej nie wydarzyłoby się, gdyby nie tak zwana emigracja …
EMIGRACJA to po włosku EMIGRAZIONE (wym. emigracjone)





