Chiusdino

Chiusdino i piknik na polanie

wtorek, marca 14, 2017


Rozległa polana schowana za rzędem przydrożnych drzew, słoneczne marcowe południe, w Czerwonym Koszyku swojska porchetta, kiełbaski, wino, ser, świeży chleb, papryka, schiacciata i ryżowe frittelle… 
Bardzo zgłodnieliśmy po zwiedzaniu San Galgano i postanowiliśmy przed spacerem po Chiusdino zrobić przerwę na obiad. 


Zrobienie zakupów po drodze to był pomysł, godny co najmniej nagrody Nobla. Z pewnością stanie się to naszą stałą praktyką. Porchetta okazała się tak pyszna na jaką wyglądała. Kiełbaskę z cinta senese wyliczaliśmy sobie po cienkim plasterku, żeby zostało coś do domu. Chrupiąca schiacciata zniknęła w mgnieniu oka, tak jak i mięciutkie ryżowe frittelle. Solidnie  najedzeni, wypoczęci, pełni dobrego humoru ruszyliśmy w górę. Chiusdino majaczyło na wzgórzu, jak na średniowieczną osadę przystało...


Zatrzymaliśmy się w Chiusdino na krótki spacer, aby nasza podróż pod znakiem San Galgano była kompletna. To stąd przecież pochodził święty. Będę uczciwa i przyznam, że miasteczko niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jest urocze, klimatyczne i ciche, jak wiele jemu podobnych. Nieturystyczne, a zatem autentyczne... z kotem błąkającym się leniwie, z emerytami wygrzewającymi się w słońcu, z kamiennymi zaułkami, bez sklepików z komercją, bez udawania. Można tu znaleźć zakątki podobne do tych w Colle Val d'Elsa czy w Cortonie, drzwi ładnie malowane i odrapane, z kołatkami i bez, schodki kamienne zastawione donicami, swojsko rozciągnięte pranie, mury pamiętające dawne dzieje, wieki minione, przeszłe pokolenia...


Początki istnienia miasteczka to prawdopodobnie czasy kiedy przeszli tędy Longobardowie i to właśnie oni, jak można przypuszczać, byli jego założycielami. 
W 1181 roku urodził się tutaj San Galgano, o którym pisałam wczoraj. W kościele San Michele przechowywana jest relikwia - głowa świętego, która to do 1977 roku znajdowała się w Sienie. 


Pochodziliśmy splątanymi uliczkami... Część wycieczki zawarła znajomość z kotem, ja sfotografowałam jak zwykle każdy detal mniej lub bardziej istotny, w tym oczywiście wspomnianą wyżej czaszkę, której to potem zdjęcie przez pomyłkę wykasowałam, więc musicie uwierzyć mi na słowo. 
Chiusdino jest przyjemnym przystankiem w podróży, miasteczkiem podobnym do innych, gdzie kamień przeplata się z cegłą, gdzie cień i słońce tańczą na średniowiecznych murach… 
Nie jest to miejsce, gdzie z zachwytu pada się na kolana, ale jeśli już ktoś zwiedza kościół bez dachu warto nadłożyć kilka kilometrów, by zobaczyć gdzie życie świętego się zaczęło. 


- To gdzie teraz?
- Jedziemy w głąb Toskanii czy może zahaczymy o morze?

Morze na mapie zdawało się znacznie bliżej niż w rzeczywistości było i gdybyśmy wiedzieli ile czasu zajmie nam dojazd być może wybrali byśmy pierwszą opcję, ale też wtedy nie popatrzyłabym na Elbę z daleka 

Z DALEKA to po włosku DA LONTANO (wym. da lontano)

abbazia

San Galgano - pustelnik, kościół bez dachu i miecz w kamieniu

poniedziałek, marca 13, 2017


"Kościół bez dachu" chciałam zobaczyć na własne oczy odkąd w internecie znalazłam jego zachwycające zdjęcia, o znajdującym się obok mieczu w kamieniu wspominał mi też Tomek. Fascynowało mnie to miejsce. Brak dachu robił przedziwne wrażenie i myślę, że to jest właśnie głównym powodem tego, że świątynia stała się turystyczną mekką. A o tym, że nią jest świadczą rozległe parkingi, które na szczęście w sobotnie południe były cudownie puste. Myślę, że gdybym dotarła tu w szczycie sezonu i zobaczyła kłębiący się tłum, nie mówiłabym o tym miejscu z wielkim entuzjazmem. Na pewno nie miałabym szans zrobić zdjęć pustego klasztoru. To co nie raz już podkreślałam - jak wiele zależy od momentu, w którym dane miejsce odwiedzamy. A takie miejsca jak to, jak i inne turystyczne mekki, zdecydowanie lepiej odwiedzać po sezonie, wrażenia są o wiele bardziej pozytywne. 


Abbazia San Galgano została założona w XIII wieku przez cystersów, ale wcześniej już w XII wieku powstała tu kaplica upamiętniająca śmierć San Galgano, który to porzucił rycerską służbę, przywdział habit i rozpoczął życie pustelnika. Miejsce wybrano nieprzypadkowo - oddalone od Sieny o niespełna 30 kilometrów, leżące w pobliżu rzeki Merse i zarazem przy drodze "maremmanie", o której pisałam wczoraj. Była to pierwsza gotycka świątynia na terytorium Toskanii. 
Niestety po okresie splendoru, szybko nadeszły trudne lata, następowała jedna klęska po drugiej, głód, epidemia cholery, a potem bandy najemników przechodzące przez te tereny grabiły i plądrowały, zmuszając zakonników do opuszczenia klasztoru. Ostatecznie w XV wieku cystersi przenieśli do pałacu San Galgano w Sienie.


Od tego czasu kościół popadł całkiem w ruinę. Pod koniec XVIII wieku w dzwonnicę uderzył piorun, w efekcie czego ta zawaliła się na świątynię. Ocalał jedynie większy dzwon pamiętający kilka stuleci, ale zaraz po tym został przetopiony i sprzedany jako brąz. Po tych wydarzeniach abbazia została całkiem porzucona i "sconsacrata".


Wnętrze klasztoru bez dachu wygląda surrealistycznie, wyobrażałam sobie ileż filmów można byłoby tu nakręcić i w istocie, kiedy po powrocie do domu poczytałam o historii miejsca, okazało się, że niejednokrotnie stało się filmową scenerią. 
W czasie naszego zwiedzania przez środek nawy przemknęło tylko kilka osób, gdzieś w głębi "czaił się" jakiś fotograf czekający z pewnością aż i my sobie pójdziemy. Nie spieszyłam się jednak, bo i ja chciałam uwiecznić równiutkie rzędy kolumn, porzucony ołtarz i małe okienka, przez które wpadało do środka wiosenne światło, malując na ziemi najróżniejsze kształty. Ponad głowami zamiast  fantazyjnych sklepień mieliśmy marcowy lazur nieba.


Klasztor przyjął swoją nazwę od świętego Galgano, który tak naprawdę nazywał się Galgano Guidotti (choć co do nazwiska historycy mają wątpliwości). Urodził się w XII wieku w pobliskim Chiusdino. Wyrósł w szlacheckiej rodzinie i szybko otrzymał rycerski tytuł. Wiódł lekkie i beztroskie życie aż do czasu, kiedy to nawiedził go we śnie Michał Archanioł. Wtedy to zdecydował się dotychczasowe życie porzucić, przywdziać szatę mnicha i rozpocząć pustelniczy żywot na wzgórzu Montesiepi, tuż obok obecnej "abbazii bez dachu".


Do La Rotonda na wzgórzu można dojść pieszo, to krótki spacer polną drogą na nie więcej niż 10 minut. Mikołaj zebrał z tej drogi pomarańczowe kamienie i upchnął je w kieszeniach, to były jego "suweniry" z podróży, wkrótce miały dołączyć do nich następne.



Kaplica została wzniesiona w XII wieku przez mnichów zaraz po śmierci San Galgano i wkrótce rozbudowana. Głównym powodem, dla którego przybywają tu turyści jest na pewno legendarny miecz w skale, który rzekomo wbił sam święty, na znak sprzeciwu odnośnie poprzedniego życia i na znak potwierdzenia swojego ascetycznego wyboru. W 2001 roku miecz poddano badaniom i naukowym analizom, które podobno potwierdziły jego autentyczność. Napływ turystów i akty wandalizmu sprawiły, że został przykryty ochronną powłoką, zbyt wielu śmiałków próbowało go wyciągnąć. Miecz - krzyż stał się symbolem, ale nie tylko on wart jest uwagi. Okrągłe wnętrze kaplicy jest nimi wypełnione, niektóre odnoszą się do Etrusków, Celtów i Templariuszy. Z zewnątrz różowo białe pasy przypominają nam, że jesteśmy w pobliżu Sieny.
Mówi się, że święty Galgano był archetypem świętego Franciszka.


Zadowolona byłam ze swojego wyboru. Cel wyprawy okazał się niezwykły. Oczywiście tak jak wspominałam na początku - myślę, że trafiliśmy tu w idealnym momencie. Rozległe parkingi, kazały przypuszczać, że turyści to miejsce szczególnie kochają!

Ruszaliśmy dalej. Skoro byliśmy tak blisko postanowiliśmy odwiedzić miejsce urodzenia San Galgano, widoczne w oddali na wzgórzu - miasteczko Chiusdino. Najpierw jednak - przystanek na posilenie się, wszyscy oblizywaliśmy się na myśl o smakołykach w Czerwonym Koszyku. 

***
- Czy ten miecz ma coś wspólnego z tym filmowym, bajkowym mieczem w kamieniu? - zapytał Mario popisując się beztrosko swoją ignorancją, co oczywiście ubawiło chłopców do łez.
- Żartujesz??? To nawet nie ten kraj!!!
- Nie?
- Tamten był Wielkiej Brytanii!!! Wszystko mieszasz!
- Mah… co ja tam wiem - Mario wzruszył ramionami. 
- Widzisz ile ty się przy nas rzeczy o swoim kraju dowiadujesz?
- Si si!
CDN…
Dobrego tygodnia!

DACH to po włosku TETTO (wym. tetto)