Kiedy już nacieszyliśmy się atmosferą wymarłego miasteczka Castiglioncello, wróciliśmy nad rzekę, gdzie zaparkowany był Ranger. Wyciągnęliśmy z bagażnika kosz ze smakołykami i rozsiedliśmy się od południowej strony wodospadu, tak żeby nie sięgała nas orzeźwiająca bryza. Wyobrażam sobie, że latem, kiedy upał daje się we znaki, jest wręcz odwrotnie - z pewnością przybywający tu toczą bój o miejsce w jej zasięgu.
Teraz jednak - piękną, najpiękniejszą, najprawdziwszą wiosną - pogoda była idealna. Słońca pod dostatkiem i ciepło przyjemne, ale nie tak palące jak latem, więc o ochłodzie jeszcze nikt nie myślał.
O istnieniu wodospadu dowiedziałam się w tym samym czasie, kiedy zobaczyłam zdjęcia i przeczytałam o Castiglioncello. Dwa tak niezwykłe miejsca obok siebie, że człowiek ma dylemat: gdzie najpierw iść? Co najpierw podziwiać?
Rio dei Briganti - jak inaczej nazywana jest Cascata Moraduccio - ma wysokość około 30 metrów. Woda rozbryzgując się o równoległe warstwy skał, tak charakterystyczne dla Santerno i całego naszego regionu wpada do lazurowo szmaragdowej rzeki, nad taflą której tworzy się tęcza...
Czy można wyobrazic sobie piękniejsze miejsce na wiosenny piknik?
W piknikowym koszyku znalazło się prosciutto, chleb, trochę sera, grillowany indyk, sformato z cukinią i papryką, wino i mini mufinki z mascarpone. Wszystko pyszne, a w tak bajkowej scenerii zdawało się jeszcze pyszniejsze!
| Tęcza! |
Kiedy już zjedliśmy i odpoczęliśmy, a chłopcy zainscenizowali jedną ze swoich fantazyjnych zabaw, zebraliśmy nasze fanty i ruszyliśmy w dół do Emilii - Romanii. Byłam pewna, że na nizinie na pewno zaczęły już kwitnąć drzewa. Tak bardzo spragniona byłam widoku sadów w ich najpiękniejszej odsłonie.
I nie myliłam się. Już kilka kilometrów za granicą regionu rozciągnęły się przed nami bladoróżowe połacie kwitnących drzewek owocowych! To jeden z najbardziej niezwykłych momentów w całym roku. Romania to region rolniczy, słynie z sadów owocowych i kiedy one wszystkie zaczynają kwitnąć, równinny i monotonny krajobraz nagle przeobraża się w świat jak z bajki.
- Popatrz! - Mario nagle zahamował - tutaj nawet nasze toskańskie lilijki już zakwitły!
W Marradi jeszcze kilka dni, może tydzień musimy na nie poczekać. Im bliżej niziny, tym to wszystko dzieje się szybciej. Dzikie irysy są częścią toskańskiej wiosny. Są takie piękne! Rosną wzdłuż drogi, na brzegu rzeki, na zielonych połaciach, gdziekolwiek...
To była piękna wycieczka. Prawdziwe wiosenne wojażowanie, którego tak bardzo mi brakowało. Mam nadzieję, że i ten rok przyniesie kilka nowych odkryć, że Italia wciąż niezmiennie będzie mnie zaskakiwać.
Dobrego wtorku!
SAD OWOCOWY to po włosku FRUTTETO (wym. frutteto)







