Quattro sagre per tre colli

Czwarta sagra w Brisighelli - oliwa i drzewko oliwne

poniedziałek, listopada 25, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella

Ostatnia listopadowa niedziela już za nami, a to znaczy, że skończyły się też sagry w pobliskiej Brisighelli. Od zawsze Quattro Sagre per Tre Colli są dla mnie takim przedłużeniem marradyjskich, kasztanowych imprez. Pod znakiem wspaniałych smaków mija cały listopad i nim się człowiek zorientuje jest już grudzień. 

Czwarta niedziela jest zawsze dedykowana oliwie i drzewku oliwnemu. Oliwa jest produktem sztandarowym terenów Brisighelli - Terra di Brisighella. Oczywiście, jak na każdej podobnej sagrze, smakołyków jest więcej, nie samą oliwą żyje człowiek. Wędruje się od straganu do straganu, tu skubnie się sera, tam truflowej kiełbaski, tu skosztuje pomarańczowego kiwi (smakuje jagodami!), tam popije vin brulè, za kolejnym rogiem poogląda czapki z alpaki, kolczyki z drutu, za kilka kroków przystanie, bo nagle ktoś z przechodniów przyłączy się do lokalnego muzyka i całą ulicę wciągnie w spontaniczne śpiewanie, bawiąc przy tym do łez. Znowu trzeba coś przegryźć i akurat wynoszą z cukierni świeże bomboloni z obłędnie pysznym kremem, potem jednemu kawa, innemu sangiovese. Przy okazji na znajomych się wpadnie, najpierw jednych, potem drugich, dwa słowa tu, dwa słowa tam - gadu gadu gadu... 
Ledwie dźwięki tego gadu gadu ucichną, a tu zaraz strzały z bata rozrywają sielski gwar. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella

Sciacuren - tak nazywają się ci, którzy strzelają z bata. Nazwa pochodzi z dialektu romagnolo i jest to przede wszystkim popisowa tradycja z tego właśnie regionu. Jedna ze szkół, która w tej dziedzinie szkoli młodych pasjonatów, prezentowała ich popisy nawet na tegorocznych sagrach w Marradi. 

Organizowane są nawet mistrzostwa w tej dziedzinie, w której zawodnicy walczą o Frusta d'Oro (złoty bat). 

Na koniec nie mogło oczywiście zabraknąć hymnu Romanii, do którego wirowały pary młodzieży i to piękne, że wciąż istnieją szkoły takiego tańca- mam na myśli "liscio romagnolo" i że jest młodzież, która te tradycje kultywuje.

Kolorowo, gwarnie, smacznie i momentami wzruszająco! 

Listopad zbliża się do mety. Tuż za progiem stoi już grudzień z całym - nomen omen - workiem najróżniejszych atrakcji, w których przede wszystkim świąteczne mercatini! 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Brisighella

Quattro sagre per tre colli

O stałych elementach włoskiego życia, czyli o tym co daje radość

poniedziałek, listopada 18, 2019


Brisighella - jedno z moich ulubionych miasteczek w naszej okolicy. 
Trufla - jeden z moich ulubionych smaków. 
Lokalna sagra - jeden z ulubionych elementów włoskiego życia. 

I tak oto jak co roku - Quattro sagre per tre colli w Brisighelli - i trzecia niedziela listopada dedykowana - Jej Wysokości Trufli! 



Po nocy ulew, pogoda się uspokoiła i dzień zrobił się przyjemny i słoneczny. 
Niestety skutki nocnych opadów były opłakane nie tylko w Wenecji. Florencja drżała na widok skotłowanej, burej wody Arno, w Mugello z brzegów wystąpiło Sieve, jeszcze gorsza sytuacja była pod Bolonią, gdzie niestety wzmocnienia nie wytrzymały, dramatycznie również w Bobbio... I tak można wyliczać. Lamone się zburzyło, skotłowało, spuchło, ale potem na szczęście opadło i już więcej strachu nie napędzało. Padać ma jeszcze jurto, a potem wreszcie idzie do nas słońce. 


Festa w Brisighelli była dodatkowym pretekstem do wyjścia z domu. Wieczorem i tak jechaliśmy do Faenzy na Tomka spotkanie klasowe, a to przecież wszystko po drodze. Jak to mówią Włosi - una fava e due piccioni - odpowiednik naszego powiedzenia "dwie pieczenie przy jednym ogniu". 

Po tylu latach opowiadania i pokazywania co na takich festach można zjeść, kupić, zobaczyć, trudno napisać mi coś nowego, odkrywczego. Że trufle, oliwa, wino, miody, kiełbaski, sery, że muzyka, że ludzie, że wesoło, że stragany ze skarpetami, rękodziełem, kapotami... 
Cudnie - jednym słowem i trudno sobie w ogóle włoskie życie bez tych elementów wyobrazić. A ludzi było tyle, że znalezienie miejsca okazało się prawdziwym wyzwaniem. 


Spotkanie klasowe też było przemiłe i dało okazję do poznania rodziców i dzieciaków - niektórych bliżej, innych przynajmniej z twarzy. To było dobre zakończenie udanej niedzieli. Niedzieli, którą wypełniło smakowanie, gotowanie i uśmiech...


A dziś? 
Dziś przede wszystkim mijają już 32 lata od najsmutniejszego dnia w całym moim życiu. Od dnia, który poturbował, pokaleczył, od dnia, po którym nic nigdy nie było już takie samo. Ale w tym roku nie chcę o tym pisać. Myśli zostawiam w mojej głowie. Przez te wszystkie lata pisałam już o ostatnim moście i o ostatnim szczycie i mam wrażenie, że publicznych wyznań na ten temat już wystarczy... 

Przed nami nowy tydzień. Listopad powoli się starzeje. Kiedy sprawdzam prognozę długoterminową, w ostatnich kwadracikach już figuruje grudzień. W Faenzie dopiero powoli powoli zaczynają montować iluminacje świąteczne. Na szczęście - przynajmniej w naszych okolicach - nikt nie ma zwyczaju rujnować atmosfery bożonarodzeniowymi ozdobami w listopadzie. Wszystko ruszy dopiero od grudnia. 

Nowy tydzień mam nadzieję rozwiąże choć część problemów. Ranek obudził się pogodny, więc i ja pogodnego dnia Wam życzę i zapraszam przy okazji do KUCHNI, bo dużo się tam w ostatnich dniach działo!

UNA FAVA DUE PICCIONI znaczy dosłownie JEDNO ZIARNKO BOBU I DWA GOŁĘBIE 

Brisighella

Gruszki i sery w Brisighelli

poniedziałek, listopada 12, 2018


W Italii festę można zrobić dosłownie ze wszystkiego i ku wszystkiemu. I weźmy tak na przykład gruszkę volpinę - ani ładna, ani dobra i tak naprawdę na jesieni spada z drzewa i nikt się nią potem nie interesuje. Ale jednak, swoją festę ma. Z tej gruszki można zrobić doskonałą konfiturę albo mostardę, które fantastycznie komponują się z dojrzałymi serami. Tak naprawdę druga niedziela w Brisighelli dedykowana jest właśnie tej smakowitej parze - Pera volpina e formaggio stagionato!


Poza tym na takiej sagrze, cokolwiek by nie było świętowane, znajdziemy zawsze całą paletę lokalnych smaków i nie tylko: grzyby, wino, oliwa, słodkości, wędliny, sezonowe warzywa, wypieki, rękodzieło, a wszystko to okraszone zwykle muzyka, gwarem, ulicznym spektaklem. Z czterech listopadowych niedziel w Brisighelli ta nie jest może oblegana tak tłumnie, jak choćby trzecia dedykowana trufli. Niemniej miła pogoda, która nas wczoraj rozpieszczała na "romaniolskich" przedgórzach Apeninów przyciągała odwiedzających do wieczora.   


Tradycją stała się obecność na sagrach w Brisighelli "mnicha" z inwentarzem. Człowiek w brązowym habicie, za którym wiernie podąża osiołek ciągnący wózek, a wraz z nimi maszeruje orszak składający się z kóz, psa i gęsi. Na wózku jadą gołębie, króliki, kot i oczywiście małe dzieci, do których ta atrakcja jest adresowana. Tak czy inaczej na widok tej "arki Noego" zatrzymują się nie tylko maluchy, ale też dorośli, bo widok osła bujającego się z mnichem w rytm muzyki na pewno do codziennych nie należy. To się nazywa - mieć pomysł na siebie!  

 
Dobra reklama to podstawa!

To była niedziela, a dziś już przed nami nowy tydzień, Goście w drodze, tysiąc rzeczy do zrobienia i oby tylko pogoda dalej nam sprzyjała... 

PODĄŻAĆ to po włosku SEGUIRE (wym. seguire)

białe trufle

Festa smaków w Brisighelli

czwartek, listopada 23, 2017


Już jutro będę miała dla Was kolejny wpis jednego z moich chłopców, ale dziś by zachować jako taki porządek jeszcze jedno, ostatnie już weekendowe wspomnienie - Quattro Sagre per tre Colli w Brisighelli. 
Pogoda nie była w tym roku łaskawa dla Brisighelli i jej listopadowych fest. Zarówno pierwsza jak i druga niedziela były naprawdę "pod psem" i mimo wielkich chęci nie ruszyliśmy się z domu na krok, nie skusiła nas nawet pieczona porchetta. Na szczęście aura opamiętała się przy trzeciej, przedostatniej niedzieli, którą to Brisighella dedykuje truflom.



Oczywiście nie samymi truflami żyje człowiek! Na straganach można było znaleźć najróżniejsze smakołyki - owoce, warzywa, kasztany, grzyby, orzechy, sery, oliwki, karczochy, wino, oliwę oraz całą masę klamotów określanych przeze mnie jako "mydło i powidło". 
Po tych latach wciąż nie spowszedniały mi kolory, smaki i lokalny folklor. Tak jak bez końca mogę podziwiać kopułę Brunelleschiego we Florencji czy inne sławne dzieła, tak też i sagry, na których stragany uginają się od smakowitości raczej nigdy mi się nie znudzą. One też są dla mnie swoistym dziełem sztuki, a może nawet czymś ponad, bo przecież pobudzają więcej zmysłów. Mogę snuć się pomiędzy nimi bez końca, co i raz wyciągając rękę po kolejny apetyczny kęs.


Niestety jeśli chodzi o same trufle rok 2017 nie był dobrym rokiem. Susza wyraźnie dała im się w kość. Nawet ja laik, który w temacie pobrał zaledwie kilka lekcji, widziałam, że "bryłki" prezentowane na straganach nie były pierwszej jakości, ich ceny natomiast przyprawiały o zawrót głowy.  


Ziemie otaczające Brisighellę słyną z doskonałej oliwy. Oprócz niej na sagrze można było również kupić tutejsze drzewko oliwne. Sagra im dedykowana odbędzie się w Brisighelli już w tą niedzielę i będzie to ostatnia impreza z serii Quattro Sagre per tre Colli. Tak oto listopad dobiegnie do mety… 
Wystawy w Marradi bardzo powolutku zaczynają się dekorować. Jeszcze nieśmiało, jeszcze nieliczne, jeszcze iluminacji na ulicy nie rozwieszono, ale już w pierwszą niedzielę grudnia rozlegnie się na placu gwar pierwszych w tym roku mercatini di natale
Dobrego dnia!


OTACZAĆ to po włosku CIRCONDARE (wym. czirkondare)