Niebo o zachodzie zaczęło „płonąć” wszystkimi odcieniami różu, żółci, pomarańczu. Na ognistym tle odcinały się falowaną linią szczyty Apeninów i pojedyncze chmury. Chyba żadna stra'stellata nie podarowała nam jeszcze tak niezwykłego spektaklu. Z jednej strony słońce ogniście żegnało się z dniem, a z drugiej na granatowym płótnie malował się dorodny księżyc.
Dobrze nam się szło. Osiem kilometrów minęło nie wiedzieć kiedy. Kawalkada około trzystu osób rozciągnęła się i ani my komuś, ani nikt nam po piętach nie deptał. Był czas na rozmowę, na zachwyty, na zdjęcia.
A zdjęcia wyszły piękne. Sama się rano nadziwić nie mogłam, że to wszystko działo się naprawdę.
Strastellata jest nieodłączną częścią marradyjskiego lata. Sierpniowa wyprawa jest też największą z lokalnych nocnych wypraw i po tych kilku latach można powiedzieć, że stała się już świecką tradycją. Z Passo dell’Eremo wyruszyło wczoraj około trzystu osób. Starsi i młodsi. Całkiem wiekowi i przedszkolaki. Niemowlaki w nosidełkach i psy na smyczy. Stra'stellata jest dla wszystkich!
Po kilku latach fama o tym wydarzeniu wyszła poza granice gminy, poza granice Toskanii. Wśród znajomych marradyjskich twarzy co i rusz jakaś twarz nowa. To dobrze! Im nas więcej tym weselej. Choć ile by nas nie było i tak na tym niezwykłym tle natury zdajemy się tylko małą, nic nieznacząca drobinką.



Tik tok tik tok... Oto dzień Ferragosto i sierpień wybija południe. Do stołu podadzą dzika. Słońce znów po jednym dniu oddechu nabiera mocy. Goście jadą. A ja zostałam poproszona o ...
O tym opowiem za kilka dni. W każdym razie w Noc Czarownic zadebiutują w zupełnie nowej roli.
BUON FERRAGOSTO!













































