Lato rozgościło się na dobre, lato prawdziwe, toskańskie, wyczekane marradyjskie lato ze swoim lokalnym kolorytem, jedynym i niepowtarzalnym …
A lato marradyjskie to przede wszystkim basen. Koło niego w ciepłe dni kręci się życie młodych. Od rana do wieczora zabawy, igraszki, gry, tańce, swawole…
Obserwując młodych ludzi, w tym rodzone dzieci, znów robi mi się sentymentalnie na duszy. Jak oni wszyscy się szybko zmieniają, z roku na rok milowy krok, dorastają, przepoczwarzają się, dorośleją … I ci moi chłopcy co to przecież nie tak dawno bawili się w brodziku, dziś pływają nawet tam, gdzie ich matka nie ma odwagi, urządzają szaleństwa, jak kiedyś nad Świdrem chłopcy, którzy pod wieczór odchodzili od sianokosów i szukali odrobiny rozrywki.
W czasie pierwszych i drugich i trzecich wakacji i jeszcze potem, kiedy to poleżenie chwilę na leżaku było największym luksusem, marzyłam - niech oni już podrosną, kiedy będzie wreszcie tak, że oni będą się sami sobą zajmować, a ja będę tylko się smażyć na słońcu, czytać i popijać zimne prosecco?
Jak to mówią? Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić! Tak właśnie jest, tak się stało… Szast prask dorośli i teraz sami pakują ręcznik, okulary i ruszają do miasta. Moja rola ograniczyła się nagle do bycia cateringiem. No i jeszcze do smażenia się, czytania i popijania prosecco...
Marradyjskie lato to też swojskie wieczory w Mulino nad rzeką. Po dwóch latach, kiedy Trappola na chwilę znalazła się w gestii naszej znajomej, w tym roku znów stery przejął Lorenzo. Wszystko tak jak dawniej, po staremu. Pizza, cioccolatino w wafelkowym naparstku, te same kelnerki, te same twarze, ten sam klimat. Dobrze, że choć niektóre rzeczy pozostają takie same. Wtorek znów jest dniem liscio. Starsze pokolenie zjeżdża się tłumnie, wywija polki, kręci mazurki, wiruje w walcach zapominając o latach noszonych na ramionach.
To jest właśnie marradyjskie lato. Żniwa ruszyły pełną parą, może jeszcze uda mi się złote pola zatrzymać w kadrze, może jeszcze gdzieś jakiś skrawek ostał się nieskoszony. Do pełni kolorytu brakuje tylko czwartkowych mercatini, ale i te być może zaczną się w tym tygodniu.
Marradyjskie lato, leniwe, rozgrzane, pełne słońca.
A lipy wciąż pachną...
A na koniec wtorkowa chwila - dowód, że czasem zdarzają się momenty kiedy jestem mniej antypolska niż zwykle.
PRZEDE WSZYSTKIM to po włosku PRIMA DI TUTTO (wym. prima di tutto) albo SOPRATUTTO (wym. sopratutto)






