Mikołaj

Mikołaja spóźniona opowieść o wycieczce do Montagnany

wtorek, października 02, 2018

             Montagnana              
To był drugi raz kiedy byłem w Montagnanie ale tym razem byłem tam z moimi przyjaciółmi i Profesorami. Ta wycieczka była super, więc zapraszam na historie Montagnany… 
Montagnana została wybudowana około wieku XIII. Najbardziej znana rzecz z Montagnany to są Mura które otaczają całą Montagnane. Montagnana została zdobyta około roku 400-500 przez Ezzellino III Da Romano, który był tak strasznie brutalny, że kiedy Dante Alighieri pisał Diviną commedie to go dodał do jeziora z krwi. A teraz opowiem wam trochę o walce… 
Podczas walki nigdy nie używali gorącego oleju żeby zrzucić na rycerzy, bo był za cenny, więc zrzucali gorący piasek, bo wtedy wpadał między zbroje i rycerze nie mogli rozbrajać się i tego wyjmować. Żeby przejść przez rzekę to robili mosty z martwych rycerzy albo z ziemi. 
Potem pojechaliśmy do zamku Bevilacqua gdzie nas oprowadzili i pokazali wszystkie pokoje. W pierwszym były dwie głowy z kamienia i to były głowy dwóch najbardziej znanych poetów czyli Williama Shekspira i Dantego Alighieri, osoba która oprowadzała powiedziała czemu tak było, ale ja nie słuchałem więc nie wiem. Inny pokój był ze zbrojami i broniami. Najbardziej co mnie zainteresowało to był taki miecz dwumetrowy, który służył żeby zabijać rycerzy co byli konno. Kto był z tym mieczem musiał być w pierwszej linii i kręcić tym mieczem tak w przód. Od razu mi się to skojarzyło z walką z Władcy Pierścieni, bo pamiętam, że w pierwszej walce elfowie kęcili tak dziwnie mieczykami. 
Potem poszliśmy do jadalni i kuchni, która nawet ładnie wyglądała, no ale nie żeby była aż tak interesująca. Najciekawsze były żyrandole, bo były prosto z Wenecji, były całe z kolorowego szkła i pięknie to wyglądało. Potem były jeszcze inne pokoje, ale mniej ciekawe. Opowiedzieli nam też, że ten zamek to był sierociniec i się spalił trzy razy. 
Potem poszliśmy strzelać z łuku i trochę się nudziłem, a po strzelaniu z łuku wróciliśmy do autobusu.
I tak się skończyła zabawa w Montagnanie. Było bardzo ciekawe, ale tęskniłem za Tomkiem, mamą i rzeką. Pozdrawiam

                                                                                                                                                    Mikołaj


 Dodatek ode mnie:
Przede wszystkim proszę o wyrozumiałość. Mikołaj nie ma do czynienia z długimi formami pisanymi. Jedynie książki w ojczystym języku czyta regularnie. Wybaczcie mu więc potknięcia, kolokwializmy czy bezpardonową szczerość. Mam nadzieję, że uda mi się wyrobić w nim jakikolwiek styl i popracować nad wszelkimi zasadami. 
Muszę też sprostować kilka drobiazgów. 
Mikołaj wplata do tekstu włoskie słowa i co gorsza próbuje je wg polskiej deklinacji odmieniać (mnie też się - o zgrozo! - to zdarza). Używa też zapisu dat 400 - 500 (tłumaczone z włoskiego quattrocento - cinquecento), ale mowa tu o latach 1400 - 1500, nieudolna kalka językowa. 
Poza tym chyba wszystko powinno być jasne. Pozwoliłam sobie wstawić kilka przecinków, ale interpunkcja - jak widać - też jest do wypracowania. W resztę nie ingerowałam. Poprosiłam tylko autora - to w ramach treningu - by unikał w tekście pisanym pewnych słów i sam czymś je zastąpił. Mam nadzieję, że uda mi się częściej go zachęcić do publicznego pisania. 
Końcowe "pozdrawiam" nie wiem skąd wytrzasnął. 
Dobrego dnia!

MURY to po włosku MURA

Kalejdoskop Renaty

Zamurowane miasto - Montagnana

wtorek, stycznia 24, 2017


Nim na stół wjechały łakocie, Renata i Olivier na zaostrzenie naszych apetytów (ha! nie wiedzieli co czynią!) postanowili zabrać nas na krótki spacer. I tak oto dowiedziałam się o istnieniu Montagnana, która z powodzeniem mogłaby być określona mianem odrobinę skromniejszej siostry francuskiego Carcassonne, a ja z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że to prawdziwa perła Wenecji Euganejskiej!



Mury wspaniale zachowane, ciągnące się bez końca, monumentalne, przywodzące na myśl baśnie i zaczarowane światy. W nich zamknięte miasteczko z placem rozległym, na którym miejscowi zebrani w grupki gawędzą, dyskutują, tworząc klimat jak ze starych włoskich fotografii…  I ten bar maleńki, ciasny pachnący lokalnym folklorem i portyki i fasady jakby weneckie... Cudowna Montagnana!


Kiedy w niedzielny wieczór dotarliśmy do domu, zaraz zaczęłam przekopywać internet w poszukiwaniu informacji. Polskie strony były bardzo ubogie, nie znalazłam nic a nic i tak sobie myślę, że gdyby człowiek układał swe wakacyjne ścieżki opierając się na chociażby wikipedii, to na pewno do Montagnany w ogóle, by się nie pofatygował. Strony włoskie natomiast zarzuciły mnie informacjami, przez które jeszcze nie zdążyłam się przekopać. 
Historia miejsca jest bardzo bogata. Aby zacząć od początku trzeba cofnąć się do epoki rzymskiej, potem wspomnieć o licznych powodziach, przez które okolice były często nawiedzane, trzeba opowiedzieć o Piazza Vittorio Emanuele II i tutejszym Duomo, o palazzi,   o municipio, o pomniejszych kościołach i przede wszystkim o murach otaczających miasteczko, które są jedną z najlepiej zachowanych budowli tego typu w całej Europie i sięgają swą historią 1200 roku. Powinno, się jeszcze wspomnieć o corocznym palio, ale wydaje mi się, że napisanie o Montagnanie powinnam zostawić Renacie. Ja dzielę się tylko widokami i moimi subiektywnymi wrażeniami. Montagnana była jak pyszne antipasto przed wielką ucztą...


 MURY to po włosku LE MURA (wym. le mura)