Przez dwa dni padało, na moment wchodziło słońce, a potem znów deszcz, deszcz, deszcz... Jednak mimo deszczu, wciąż było dosyć ciepło i teraz widać, jak to ziemi dobrze zrobiło. Ta wyczekana przeze mnie zieleń wystrzeliła tysiącami odcieni - od ciemnej butelkowej, przez jaskrawą, w oczy kłującą, aż po delikatną, wyblakłą, niemal białą.
Wzgórza wokół Marradi porośnięte są kasztanami, bukami, dębami i dzikimi czereśniami. Wzdłuż dróg rosną długimi szpalerami lipy. I teraz korony tych wszystkich drzew spuchły od zieleni łącząc się w jeden dywan. Są jak patchworkowa narzuta, którą przykryły się pagórki i dolina.
A między tą zielenią wciska się gdzie może pachnący, odurzający fiolet, kwitną bzy, glicine, drzewa, których nazwać nie umiem, spod płotów wystrzeliły irysy i prężą się dumnie wśród dzikich traw. Już za chwilę zmieni się scenografia, już niedługo soczystą zieleń i fiolet zastąpią żółte ginestre.
- Caterina nie chodź tą stroną drogi!! - woła za plecami Giorgio, kiedy widzi mnie wracającą z Marradi.
- Wiem, wiem - odpowiadam i dalej dziarsko maszeruję - ale ja już jestem prawie w domu. Popatrz brakuje sto metrów!
- To niebezpieczne! - mój sąsiad jest nieugięty - A jak coś ci się stanie, to będzie nam bardzo przykro!! - Woła już z daleka.
Jak coś mi się stanie, komuś będzie przykro. Komuś obcemu. Takie niby nic, ale Giorgio "robi mój dzień", na pewno całkiem nieświadomie, z serca, ale to jego przejęcie trafia na podatny grunt, nie jestem w najlepszej formie i świadomość, że ktoś martwi się tym czy chodzę dobrą stroną drogi, przywraca mi uśmiech.
Szczyty chowają się jeszcze w resztkach mgły, ale ponad nią już widać nieśmiały błękit. Niech to będzie dobry dzień! A tymczasem zostawiam Was z migawkami z wiosenno deszczowego Marradi.
NIEŚWIADOMIE to znaczy INCONSAPEVOLMENTE (wym. inkonsapewolmente)





