Mama i Świta

Mama i Świta - zachwyt nowym miejscem, czyli Marina di Pisa

sobota, maja 11, 2024

Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
foto by Mama:)

Są takie miejsca, do których mam - można powiedzieć - niezdrową wręcz słabość... Często są to miasta portowe i to nie tylko tak spektakularne jak Neapol, ale też mniejsze i zdecydowanie rzadziej przez turystów odwiedzane, jak chociażby Rimini czy opiewane wielokrotnie na blogu Livorno. Uważni Czytelnicy na pewno pamiętają, że to moja druga miłość zaraz po Florencji. 

Są też miejsca jeszcze bardziej mikroskopijne, jeszcze bardziej niepozorne, które skradły mi serce i takim właśnie miejscem jest Marina di Pisa. 

Oczywiście bardzo lubię też Pizę - może nie tyle sam Plac Cudów, choć oczywiście jest spektakularny, ale miasto poza turystycznym szlakiem, "lungarni" niezmiennie zachwycające. O tym na blogu też już była mowa nie raz i nie dwa.

Marina di Pisa i Pisa przyszły mi do głowy, kiedy rozpatrywaliśmy destynację na kolejną wycieczkę. Mama w Pizie już była, choć to bycie przypada na czasy "w odległej galaktyce", Świta natomiast nigdy w te strony nie zawitała. Poza tym wszyscy bardzo chcieliśmy nad morze. Patrząc na prognozy pogody wahaliśmy się, czy jednak nie po raz "enty" Ravenna i lido, ale ostatecznie wygrała chęć zobaczenia nowego, pomimo zapowiadanego pochmurnego nieba. 

Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Cieszyłam się na tą wyprawę jak dziecko, bo tak jak wspomniałam na początku, Marina to jedno z tych miejsc, do którego uwielbiam wracać, które mogłabym fotografować do znudzenia i do którego mam wiele sentymentu. Poza tym bardzo chciałam zobaczyć jak Marina przetrwała zeszłoroczne powodzie, gigantyczny sztorm i wtargnięcie morza do miasteczka, kiedy szalał "Ciaran". Wiedziałam, że ucierpiały słynne szałasy rybackie na ujściu Arno, ale szczerze mówiąc miałam nadzieję, że jednak media trochę przesadzają.

Niestety było tak, jak pisali... Ślady kataklizmu widać w wielu miejscach, a dwa z legendarnych trabocchi leżą sponiewierane przez żywioł. Ciaran narobił wiele szkód, ale mieszkańcy zaczęli działać i już niedługo wszystko będzie naprawione - w tym uroczy skwer przy głównej promenadzie. Poza tym jakikolwiek sztorm by się nie przewalił i tak nie uda mu się odebrać Marinie uroku. To wciąż to samo wspaniałe miasteczko.

Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dotarliśmy do celu przed południem. Przywitało nas zaskakująco pogodne niebo. Nic z tego o czym mówiły prognozy internetowe. Niebo było nie tylko pogodne, ale też niezwykle fotogeniczne, upstrzone chmurkami o różnych kształtach, które w połączeniu z Alpami Apuańskimi w oddali i spokojem morza komponowało się w piękne obrazy.

Myślę, że Mama i Świta zachwycili się Mariną tak jak ja - już od pierwszych kroków... 

Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Miałam wrażenie, że przez te pół dnia naszego bycia w Marina di Pisa zrobiliśmy więcej zdjęć niż w czasie całego wiosennego pobytu Świty. Wszystko było inspirujące, a kadry malowały się same. Dlatego dziś w Domu z Kamienia tak dużo prywaty, niemal jak z rodzinnego albumu.  

Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Najpierw przeszliśmy molem do samego końca, by podziwiać z jednej strony morze, z drugiej łodzie, a z trzeciej La Bocca dell'Arno, czyli usta Arno, jak nazywają ujście słynnej rzeki miejscowi. Potem powolutku podreptaliśmy w stronę białej plaży, ale nim na niej zalegliśmy wybiła pora obiadu, więc z radością zajęliśmy stolik tuż obok plaży w bardzo miłym lokalu, w którym też już kiedyś miałam przyjemność ucztować. 

Och co to był za obiad! Kęs, zachwyt, kolejny kęs i znów zachwyt... 

Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Tamten moment, jak i cały tamten dzień był dla mnie końską dawką endorfin. Siedzieć przy stole w majowym słońcu, na brzegu lazurowego morza, zajadać ośmiornice, okonie, małże i kalmary, popijać schłodzonym winem i mieć obok Ukochanych - to było coś do zabutelkowania, zakonserwowania na dłużej, do zasuszenia na pamiątkę jak kwiatki w moich dziennikach, które podarowuje mi Mikołaj. 

To był taki piękny, sielski moment, taki piękny dzień...

Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Po słodkim lenistwie przenieśliśmy się jeszcze na krótki spacer i lody do Pizy. Słońce paliło tak, jakby to był lipiec. Ludzi było zatrzęsienie, więc tylko przeszliśmy pomiędzy cudami na słynnym placu, złapaliśmy kolejnych kilka kadrów i zaraz schowaliśmy się w jednej z bocznych uliczek delektując się chłodem, bąbelkami i słodyczą na podniebieniu. 
Żal było mi wstawać od stolika, bo to oznaczało, że dzień powoli zwija swój kram. Dzień do kochania, do zapamiętania. 

Żal było mi wtedy i jeszcze bardziej żal było dziś rano, kiedy biały samochód zamrugał światłami i zniknął za zakrętem na Via Cardeto... Miałam wrażenie, że serce rozsypało mi się jak kryształowy wazon na milion kawałków. 

To jest tak, że widzimy się raz, może dwa razy do roku, ale też kiedy już się widzimy, to jest to prawdziwe razem. Soczyste, gorące, intensywne. Pożegnania są trudne, bo nigdy tak naprawdę nie wiem, ile minie czasu nim znów się uściskamy...
Mam nadzieję, że mało, mam nadzieję na lipiec, mam nadzieję na kasztany. Mam nadzieję.

Pięknego dnia!

MAM NADZIEJĘ to po włosku SPERO

Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Marina di Pisa, Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Mama i Świta

Niedosyt w intensywności

niedziela, maja 05, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Mikołaj wyświętowany, wyśpiewany i wytoastowany. Choć do jego właściwych urodzin jeszcze 12 dni, to mam nadzieję, że piątkowy "podkład" będzie pięknym zaczątkiem jego dorosłości. Cieszę się, że do świętowania przyłączyli się nasi najbliżsi marradyjscy Przyjaciele, że dotarli polscy Przyjaciele, cieszę się, że było nas aż tyle. Cieszę się, że Mikołaj miał w ten dzień blisko siebie osoby, które go lubią, kochają, wspierają, które za nim tęsknią i które z serca, szczerze dobrze mu życzą.  

Ostatnie dni, poza świętowaniem Bobasa, to też masa innych intensywności, choć ja paradoksalnie mam w sobie niedosyt. Tak mnie to uczucie niedosytu uderzyło wczoraj na wspólnej kolacji - tym razem falstartowe świętowanie urodzin Mamy, która jest jubilatką dokładnie dzień po Mikołaju. Kiedy przed pójściem spać Najmłodszy szykował sobie prowiant na powrót do Polski, aż mnie ścisnęło w gardle. Za krótko, za mało. Za mało wszystkiego - zdjęć, trekkingów, nowych miejsc, rozmów, kawy, wspólnych posiłków, jeszcze raz zdjęć, jeszcze raz słów... Za mało, za krótko... 

Najmłodszy wyjechał o świcie, kiedy moja głowa jeszcze smacznie spała wymęczona ostatnimi zarwanymi nocami.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
 
Chciałabym wycisnąć z tych dni jeszcze więcej, ale chyba więcej się nie da...

Jeden trekking nam się udał, jedno nowe miasteczko Świta odwiedziła, garstka zdjęć została, kibicowanie Mikołajowi w wyścigu VAP, o którym napiszę innym razem (jest rolka na IG) też zaliczone, świętowanie urodzin Mamy i Mikołaja również udane, teraz zostało jeszcze kilka dni, w których będę musiała pogodzić bycie z Ukochanymi i powrót do pełnego lekcyjnego grafiku. 
To na pewno nie będzie łatwe, ale za dużo w tych dniach, czy też tygodniach było odwołanych lekcji...
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Na szczęście na dziś, zanim wciągnie mnie lekcyjny wir, szykuje się wielka przyjemność z Mamą i Świtą, choć już w nieco okrojonym składzie. Tak czy inaczej mam nadzieję, że dalej będziemy się pławić w naszym rodzinnym cieple, w słońcu i a niektórzy pewnie w kwestii pławienia posuną się zdecydowanie dalej...
Pięknego dnia!

WIR to po włosku VORTICE (wym. worticze)