W sobotni ranek dom wypełnia się muzyką Lucio Battisti. Z pokoju chłopców dochodzą tak uwielbiane przeze mnie dźwięki i słowa, a w tle pobrzmiewa gitara Mikołaja. Mój mały muzyk słucha i gra razem z jednym z moich ukochanych artystów. Łzy cisną mi się do oczu. Niesamowite, że dzieciak z innego kraju żyjący w zupełnie innej epoce, spośród wszystkich płyt, które mamy, wybiera właśnie te. Emozioni, Giardini di marzo, Acqua azzurra, acqua chiara, Fiori rosa, fiori di pesco ... ecc...
Dwa słowa o samym muzyku. Lucio Battisti był jednym z najważniejszych, a może nawet najważniejszym artystą, który wywarł ogromny wpływ na współczesną muzykę włoską. Dla statystycznego Polaka, jak już kiedyś pisałam, włoska muzyka to Romina i Al Bano, Drupi, ewentualnie Laura Pausini i Eros. Tymczasem, przez scenę przewinęli się naprawdę wielcy, których już nikt nie zastąpi. Lucio Battisti tworzył w latach 60, 70, 80 i 90 tych. Niezwykle wszechstronny, multiinstrumentalista, tekściarz, a przy tym tak skromny, że w ostatnich latach swojego życia zrezygnował w ogóle z koncertowania, zaszywając się w studio. Zmarł w wieku 55 lat, a okoliczności jego śmierci nie są jasne, pozostają jedynie przypuszczenia i domysły.
Italia lat 60 i 70 to moja wielka fascynacja. Fascynacja, której towarzyszy żal, że nie dane mi było żyć właśnie wtedy. To może wydać się absurdalne, ale tak mam. Tamta epoka brzmi dla mnie muzyką Lucio. Tak, jak dawniej, jako dziecko słuchałam z otwartą buzią opowieści cioci Sabinki o czasach wojny, tak teraz słucham opowieści moich włoskich przyjaciół, ich wspomnień. Żyję nimi jakby były moje, kradnę je i przechowuję w sercu, mieszanka iluzji, impresji. I budzi się tęsknota, tak silna, że aż boli i sama nie umiem powiedzieć za czym. Za niewidzianym? Za nieprzeżytym? Za tym, co nie było mi dane...
Poniosły mnie sentymenty, a wszystko to wina Lucio Battisti, tak działa...
Wracając do Mikołaja... Robi widoczne postępy, teraz kiedy nauczył się wydobywać z gitary prawdziwe dźwięki, coś więcej niż brzdękanie, o wiele chętniej ćwiczy i widzę, że daje mu to ogromną satysfakcję. A ja mięknę kiedy słyszę Marcowe ogrody...
VIVERE to znaczy ŻYĆ (wym. wiwere)
Poniosły mnie sentymenty, a wszystko to wina Lucio Battisti, tak działa...
Wracając do Mikołaja... Robi widoczne postępy, teraz kiedy nauczył się wydobywać z gitary prawdziwe dźwięki, coś więcej niż brzdękanie, o wiele chętniej ćwiczy i widzę, że daje mu to ogromną satysfakcję. A ja mięknę kiedy słyszę Marcowe ogrody...
VIVERE to znaczy ŻYĆ (wym. wiwere)





