Lozzole

Lozzole - magia, mistycyzm i czar, czyli Appennino jako najlepszy terapeuta

środa, października 11, 2023

Trekking w Toskanii, szlak Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc.

Są takie miejsca, które przywracają spokój duszy, które głaszczą skołatane, przestraszone myśli jak dłonie czułej matki głaszczą wybudzone złym snem dziecko. Są takie miejsca, w których pokorna skromność starych murów miesza się ze splendorem niezakłóconej niczym natury tworząc mariaż nieprawdopodobnej wręcz urody. 

Są takie miejsca w Appennino...

Trekking w Toskanii, szlak Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc.
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc

- Ja tam nie wejdę - powiedziała stanowczo J. widząc mnie pokonującą ścieżkę, która na kilka metrów obrała pionowy kierunek. 
Myślałam, że tylko się droczy, ale kiedy się odwróciłam i popatrzyłam w zalęknione oczy, zrozumiałam, że mówi na serio. 
- Naprawdę? - zapytałam. 

Nie mam serca nikogo ciągnąć w niebezpieczne rewiry. Sama jestem przecież cykorem jakich mało, ale jedonocześnie ze swoimi lękami próbuję walczyć. Poza tym zależało mi, żeby J. do Lozzole dotarła, bo wiedziałam, że to miejsce dobrze jej zrobi. 

- Powoli... 

J. złapała się kurczowo najmniej odpowiedniego punktu zaczepienia i uschnięty jałowiec pokłuł jej dłoń. Wyciągnęłam więc rękę i trzymając ją mocno pomogłam pokonać te kilka kroków, gdzie szlak nie jest "bardzo wygodny". Zaraz też przypomniała mi się Anka, którą przeprowadzałam przez Monte Rotondo. Ona też szła na trzęsących się nogach i bałam się, że się wycofa. Szczęśliwie i Anka kiedyś i J. wczoraj zapanowały nad lękiem i powędrowały dalej do pięknego celu.    

Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc

Apeniny dopiero zaczynają swój jesienny spektakl. Jeszcze nie ma szaleństwa kolorów, kasztany spadają powoli, ale z ziemi wyschniętej na popiół jakimś cudem wyrastają kwiaty. Taki widok to piękna symbolika, to wiatr w żagle, to nadzieja:  

Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc

To był dobry czas, nawet jeśli wyrwany siłą pomiędzy lekcjami. Jak zawsze staram się pogodzić wszystko i zrealizować każdy plan, ale wieczorem padam równo z kurami. Te trzy dni udały nam się pięknie. Trzy dni i jedna sagra oraz dwa widowiskowe trekkingi! 
Dla mnie samej, nawet po latach, nawet po raz enty - powrót na Lozzole jest niezmiennie mistycznym przeżyciem. 

Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc

Myślę, że na Lozzole drzemie siła ludzi gór, którzy dawniej wiedli tu trudne życie. Zostało po nich kilka historii i resztki cmentarnych tablic, ale ich duch jakby nadal krążył wśród ginestre, dębów i kamiennych ruin. 

Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc

Dla tych, którzy chcieliby na własnych nogach zgłębić inne niezwykłe zakątki Appennino Tosco-Romagnolo, jeszcze raz przypomnę: NIEZNANE TOSKANIA I ROMANIA. GDZIE DANTE MÓWI DOBRANOC

Lato powoli dobiega końca - mam na myśli lato, które wisi w powietrzu, nawet jeśli oficjalnie już od kilku tygodni nazywa się jesień. Podobno od poniedziałku aura ma się zmienić o 180 stopni. Z jednej strony wszyscy cieszymy się na deszcz, ale z drugiej strony martwię się o moich Gości, którzy też mają nadzieję trekkingować ze mną tam, gdzie Dante mówi dobranoc...

Pięknego dnia!

ZGŁĘBIĆ to po włosku APPROFONDIRE

Dom z Kamienia, trekking Lozzole, Gdzie Dante mówi dobranoc




Lozzole

Lozzole na rocznicę, intymność i wspomnienie Caprai

niedziela, lipca 16, 2023

Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka

Lubię obserwować jak wstaje słońce, jak budzi się nowy dzień, bo wtedy wszystko jest jeszcze obietnicą... Słońce najładniej wita się z dniem nad morzem albo w górach. Szczęściarzem jest ten, kto taki spektakl może oglądać nie tylko od święta. Ja jestem jedną z tych uprzywilejowanych osób. Tak się czuję. Wystarczy tylko wyjść z domu...

W tych dniach, kiedy królują temperatury bliskie tym w piekielnych otchłaniach, jedyną rozsądną porą, by wyruszyć na trekking jest świt.

Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka

Góry jakby budziły się ze snu owinięte w delikatną, niemal transparentną koszulinę z satyny. Wszystko jest takie "miękkie" - światło, zarys apenińskich grani, kolory. Mam wrażenie jakby świat chciał podarować mi jedną ze swoich najbardziej intymnych chwil. 

Ta intymność potem znika, niszczy ją zbytnia pewność siebie i "wyższość" słońca. Budzą się pszczoły, żuki, motyle, cykady, prężą w porannych promieniach ostatnie ginestre, dzwonki, dziurawiec, osty i...

Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka

Elicriso
- Patrz Mikołajku! - podstawiam pod nos żółte kwiatki - czy ty poznajesz ten zapach?
- Capraia...
Choć Elicriso rośnie też na suchych graniach naszych Apeninów, to już zawsze będzie mi się kojarzył z Capraią. To tam w porcie, kiedy czekaliśmy na prom, stara zielarka nauczyła mnie czym jest ten kwiat i jak bardzo jest cenny.

Nazbieraliśmy dziś rano cały bukiet kwiatów, który teraz suszy się w pełnym słońcu. Będziemy z jego dobroczynnego działania korzystali zimą i wspominali przy tym piękny lipcowy trekking do Lozzole.

Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka

Lozzole to jedno z miejsc ukochanych. Jedno z najukochańszych. To tu dokładnie 10 lat temu kustosz zapytał: 
- Chcesz pociągnąć za sznur? Chcesz wprawić w ruch dzwony Lozzole? Mówią, że mają moc spełniania marzeń. 

Ciągnęłam w dół, puszczałam w górę i znów w dół, a po graniach niosło się ding dong... ding dong... 
Mniej więcej trzy tygodnie później zapadła decyzja i tak marzenie się spełniło. Zostałam w Marradi na zawsze.

Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka

Po intymności poranka zostało już tylko wspomnienie. Idziemy raz kamienistą, raz szutrową drogą, a granie cykad robi się coraz głośniejsze. Dookoła bukoliczne łąki, wzgórza, bezmiar i majestat apenińskiej natury kipi swoim bogactwem. 

Chciałabym zawrócić słońce, by wstało jeszcze raz, by znów było intymnie i "satynowo". Mam nadzieję, że w najbliższych dniach jeszcze raz podarujemy sobie takie powitanie poranka. 

Tymczasem dobrej reszty dnia!  

BEZMIAR to po włosku IMMENSITÀ 

Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka
Trekking Lozzole - Gdzie Dane mówi dobranoc, Katarzyna Nowacka


Appennino Tosco - Romagnolo

Marzenie dziewczyny z nizin

sobota, marca 23, 2019


I w końcu nam się udało... 
Pamiętam taki jeden moment. To był Sylwester, ostatni dzień 2018 roku, a ja byłam na szlaku do Ca' di Cicci i wtedy zadzwoniła do mnie S. z noworocznymi życzeniami, a kiedy powiedziałam, że stoję gdzieś tuż tuż pod niebem, ona aż jęknęła z żalu. "W tym roku marzyłam o tym, by iść z tobą w góry" - powiedziała - "ale niestety się nie spełniło".  Aż mnie w gardle ścisnęło i zaraz obiecałam jej, że w nadchodzącym roku, choćby nie wiem co, na pewno się spełni i tak oto w piękny marcowy ranek zarzuciłyśmy plecaki, założyłyśmy buciory i ruszyłyśmy w stronę Monte Carnevalone. 


Pokusa, by dojść do Crespino męczyła mnie od kilku tygodni, od chwili, kiedy to z Tomkiem powędrowałam z Biforco w dzicz Apeninów, ale zła pogoda kazała nam zawrócić. Pomyślałam więc, że skoro w S. tyle zapału, to dobrze się składa i razem porwiemy się na ten szlak. W całym tym moim górskim szale, nie wzięłam pod uwagę tylko jednego - S. to przecież dziewczyna z równiny i niekoniecznie w górskich wspinaczkach musi być zaprawiona jak ja - "montanara".


Pomyślałam sobie w czasie jednego z przystanków, że może gotowa jest pomyśleć, iż celowo tak ciężki szlak wybrałam, żeby mi już więcej "dziury w brzuchu nie wierciła", więc zaraz zaczęłam się usprawiedliwiać i zapewniać, że jeśli tylko będzie chciała to nawet jutro, to ja chętnie, kiedy tylko zapragnie, znów wyruszę z nią na szlak, bo tyle w nas wspólnego, bo tyle podobieństwa, bo tak było dobrze iść noga w nogę, ramie w ramię, wymieniać doświadczenia w kwestiach ważnych i tych całkiem przyziemnych, opowiadać, wspominać, dzielić się życiem i zachwycać otaczającym światem. 


Przeszłyśmy 10 kilometrów, spaliłyśmy 1000 kalorii z groszem (minus pizza, wino i jabłko, czekolady w końcu nie tknęłyśmy - czyli tak czy inaczej, bilans jest dobry), pokonałyśmy ponad 500 metrów przewyższenia, a zajęło nam to wszystko 5 godzin. Nie doszłyśmy do Crespino, ale nie dlatego, że komuś zabrakło sił. S. była dzielna, jakby się w górach urodziła i mimo ciągłego trajkotania, nie dawała się zadyszce. Musiałyśmy zawrócić, bo zwyczajnie czasu zabrakło, ale ja wiem, że na tym szlaku wkrótce znów buciory postawię, bo jest piękny, trudny i wymagający mocnych nóg, a ja przecież lubię wyzwania. Zabiorę tam chłopców, bo w końcu oni też są "montanari". A z S. następnym razem pójdę do Lozzole albo na Lavane, a może ponad Marradi, tam gdzie byłe kamieniołomy? To się jeszcze zobaczy, a teraz już znikam, bo starzy Goście zawitają dziś do Domu z Kamienia, a ja jeszcze w lesie, jak zwykle...

URODZONY/MIESZKAJĄCY W GÓRACH to po włosku MONTANARO
Słówko często też kojarzone z kimś topornym, silnym, czasem też prostakiem. My nie prostacy, ale w górach jak najbardziej mieszkamy. 

W oddali Lozzole!
Widok na Marradi
foto by S.
foto by S.
Aaaa zapomniałam! 1000 kalorii z groszem minus spritz! Zasłużony spritz!