droga

Z miasta na "G" do domu - epilog

środa, października 21, 2015


- Jak wracamy? Którą drogą?
- Spróbujemy teraz posłuchać GPS? Zobaczymy, którędy nas poprowadzi. 
Ruszyliśmy więc drogą, jaką wskazywało gadające pudełko, jak się wkróce przekonaliśmy - gadające od rzeczy pudełko. Tak czy inaczej nim sprowokowało nas do wymyślania najbrutalniejszych sposobów jego unicestwienia, zdążyło pokazać nam kilka wspaniałych miejsc. Skierowaliśmy się wbrew rozsądkowi wąską rozsypującą się drogą wysoko w góry, ale w zamian za te niewygody roztoczyła się przed nami panorama godna poematów! Tylko poematy trzeba umieć pisać, a ja nie potrafię... 


Podziwiałam z okien samochodu Umbrię aż po horyzont, jej pagórki, Gubbio, szczyty widoczne w "dalekiej oddali" i zastanawiałam się, czy tam na końcu to przypadkiem już nie Abruzzo, czy to możliwe, żeby stąd widać było Gran Sasso. Chyba nie ... 


Patrzyłam wzruszona, ze ściśniętym gardłem i myślałam, jak bardzo jestem dumna, z tego, że mieszkam w tym kraju. Dumna i szczęśliwa, że każdego dnia mogę podziwiać jego naturę, architekturę i sztukę. Być może zaraz ktoś mi powie - ale w Polsce przecież też jest tyle ładnych miejsc! Zgadza się, oczywiście, że są. Ale ani w Polsce, ani w żadnym innym miejscu, z tych które widziałam, nie było aż takiego nagromadzenia i stężenia piękna jak w Italii. Ot banalnie ciśnie mi się pod palce - kocham ten kraj do szaleństwa. 



- Piękny zachód...
- Zaczyna się ściemniać, więc lepiej byłoby dotrzeć do cywilizowanej drogi przed zmrokiem. Jedziemy przez zapomniane miejsca, ukryte przed światem, a ja fotografuję drogowskazy, by w domu odtworzyć, naszą trasą. Ciekawa jestem ile nadkładamy drogi, ale póki widoki mamy takie, jak na zdjęciach, nie narzekam.
GPS kieruje nas na Citta' di Castello. Tam powinniśmy wpaść na superstradę i już prosto gnać do domu. Kiedy jesteśmy w centrum miasta, szalona skrzyneczka jednak, zamiast wysłać nas w tym kierunku, wysyła na kolejną pokręconą drogę. Oczywiście, robimy swoje, bo na panoramiczne trasy jest już zdecydowanie za późno.
- Słuchaj, a to nie jest tak, że ty ustawiłeś tego wariata, by omijał autostrady, superstrady, ecc? - mówię do Mario, kiedy mkniemy w kierunku Ceseny. - Przecież to niemożliwe, żeby miał alergie na drogi szybkiego ruchu!
- Może być i tak, co ja tam wiem. 
Zaczynam szukać, zgłębiać tajemnicze urządzenie i okazuje się, że owszem - miałam rację. Ustawiam więc: autostrady, superstrady - tak, wersja najszybsza - tak. Montuję znów urządzenie i czekam co nam powie. 
"Za 300 metrów skręć w prawo! Skręć w prawo!" 


COMMOSSA - to znaczy WZRUSZONA (wym. kommossa)

Gubbio

Miasto na "G", czyli Gubbio - odcinek 3.

wtorek, października 20, 2015


Gubbio ... 
W końcu po długiej drodze pełnej niezapomnianych wrażeń szczęśliwie dotarliśmy na miejsce. Zdjęć mam bez liku i najchętniej opublikowałabym wszystkie, ale wtedy zabraknie miejsca na słowa. Wiele czynników składa się na to czy dane miejsce nas urzeknie czy nie. Pora dnia, roku, pogoda, humor... 
Humory nam dopisywały, jesień pokazała się od najpiękniejszej strony, słońce przyjemnie przygrzewało, oblewając kamienne mury ciepłym światłem, a turystów była zaledwie garstka. 

Czas start
Choćby nie wiem jak piękny był kościół, którym zachwyca się matka, dzieci i tak bardziej ucieszą się z gonitwy pomiędzy drzewami oliwnymi.


Gubbio to idealne miejsce, by się w nim - nomen omen - zgubić. Błąkać się w labiryncie malowniczych uliczek można do zmroku, odkrywając co krok nowe zaułki, niespodziewane atrakcje, kościoły, wystawy i sklepy z umbryjskimi smakołykami. To, co mnie zadziwiło, co przy - jakby nie było - mieście turystycznym, wcale nie jest oczywiste, to wolny wstęp do większości zabytków. Katedra, windy, wystawa etruska, beczka kanoników, nigdzie nie było ściągania pieniędzy od turystów. Tylko w głównym muzeum była kasa biletowa. Nawet w sklepach ceny produktów opartych na truflowych smakach, nie były przesadzone, a kawa ku naszej radości na tarasie widokowym ponad miastem, podana nawet do stolika kosztowała prawie tyle, ile kawa w marradyjskim barze. 




Gubbio położone jest tarasowo, na zboczu, więc dotarcie na sam szczyt jest prawie jak górska wspinaczka. Pomyślano jednak o turystach, którzy chcą zwiedzić miasto bez nadmiernego wysiłku. Ci, którzy wolą oszczędzić nogi, mogą przemieszczać się na wyższe "piętra" korzystając z wind. Sami się o to pokusiliśmy, wprawdzie nie z lenistwa, a jedynie z ciekawości.  




Imponująca Piazza Grande przywiodła mi na myśl San Marino, a żółte fasady kamiennych palazzi skąpanych w ciepłym październikowym słońcu nasuwały skojarzenia z puglieskim Lecce. Miałam ochotę, siedzieć w nieskończoność na kamiennych schodach i już nigdzie się nie ruszać. 

Mamo, mamo! Tam jest sklep z pamiątkami a w nim pierścień jak ten Frodo za jedyne ...! 

Grunt to chwytliwa nazwa!


Pisanie o głupotach, bzdtetach, rzeczach małych przychodzi mi łatwo, ale jak tu ubrać w słowa wrażenia jakie zrobiło na mnie Gubbio? Niektórzy mówią - byłem, fajne miejsce, drudzy - tak, tak, bardzo ładne miasto, jeszcze inni rzucają podobny komplement, ale mi to nie wystarcza, dla mnie fajne, ładne, czy nawet piękne albo super są poważnym niedopowiedzeniem. Dla mnie Gubbio będzie miało już zawsze dźwięk chóralnych śpiewów, które dochodziły gdzieś z odległej komnaty, kiedy jak zahipnotyzowana spacerowałam boczną nawą katedry. Będę też zawsze mieć przed oczami solidne mury z kamienia różnej maści - białe, żółte, różowe, które skąpane w ciepłym słońcu, przypominały mi południe. Zawsze zostanie też w pamięci plątanina niezwykłych uliczek, z której wcale nie mieliśmy ochoty się wydostać, schodziliśmy w dół, potem skręcaliśmy, by jeszcze chwilkę znów wspiąć się w górę. Gubbio to też dziwny, ale piękny pies, cienie cyprysów na murach miasta, niebieskie vespy stojące w samotnych zaułkach, trufle na wystawach sklepów i beczka kanoników, najstarsza beczka na wino takich rozmiarów w całej Europie, a swego czasu największa. Gubbio to w końcu święty Franciszek i wilk... 


Ludzie zapatrzeni w Umbrię

Mieściła w sobie dokładnie 387 zwykłych beczek, widocznych po prawej. 


Legenda mówi, że kiedy Franciszek przybył do Gubbio, miejscowa ludność żyła w strachu przed wilkiem grasującym w okolicach, pożerającym bydło i ludzi. Święty postanowił z wilkiem porozmawiać i w rezultacie udało mu się przekonać zwierzę, by nikomu już krzywdy nie robił, a w zamian za to, mieszkańcy Gubbio mieli się zatroszczyć, by wilkowi jedzenia nigdy nie brakowało. Pamiątki po tym spotkaniu znajdziemy w wielu miejscach miasta.












Lody - punkt obowiązkowy
Najdziwniejszy pies świata!
Czas pożegnać Gubbio


To był piękny dzień i piękna wycieczka w piękne miejsca. Jestem przesądna w jednej kwestii - kiedy chcę gdzieś wrócić, odjeżdżając zawsze oglądam się za siebie. Kiedy to robię i to samo nakazuję dzieciom, inni patrzą trochę jak na czarownicę, tym razem jednak, nim zdążyłam rzucić typową komendę, uprzedził mnie Mario, najbardziej racjonalny człowiek świata - obejrzyjcie się za siebie! Nie mnie jedną jak widać miasto poruszyło do głębi ...
Oglądaliśmy się jeszcze wiele razy, bo widoki w drodze powrotnej były kolejnym spektaklem jaki podarowała mi Italia...

GUBBIO - DUBBIO gra słów, która bawiła nas w drodze - DUBBIO znaczy WĄTPLIWOŚĆ (wym. dubbio)