Duomo

Wielka Piątka we Florencji i marmurowy dysk.

niedziela, maja 19, 2019


Kolejny raz słyszę te same pytania: ile razy byłaś już we Florencji? Nie znudziło ci się jeszcze? I kolejny raz padają z moich ust te same odpowiedzi, choć tak naprawdę trudno mi zliczyć ile razy na florenckich ulicach i placach stanęła moja stopa, to jedno jest pewne - znudzić się? - to chyba niemożliwe. Nie dla mnie... Przede wszystkim dlatego, że Florencja nigdy w całości się nie odkrywa. Potrzeba czasu, tygodni, miesięcy, lat...
Anna Maria z Palazzo Torriani nigdy nie opowiada i nie pokazuje wszystkich ciekawostek przy pierwszej wizycie. Potrafi je sprytnie dozować, dzięki czemu wizyta u niej jest zawsze niezwykłym wydarzeniem, wciąż zaskakuje i zadziwia. Ja robię to samo z moimi Gośćmi i z Wami tu na blogu. Florenckie ciekawostki dozuję, co i raz coś, za każdą wizytą nowy drobiazg, legenda, ciekawostka, by podsycić apetyt na więcej... W końcu to samo i ze mną robi toskańska stolica. Za każdym - dosłownie za każdym razem znajduję coś nowego, wciąż się zdumiewam zachwycam, zakochuję jeszcze bardziej...   


Na placu na tyłach Duomo, na wysokości lodziarni Magnum jest w kamiennej posadzce umiejscowiony biały marmurowy dysk. To pamiątka po pewnym zdarzeniu...
W 1601 roku w czasie burzy piorun uderzył w złotą kulę umiejscowioną na czubku kopuły Brunelleschiego. Kula spadła dokładnie w to miejsce, które dziś oznaczone jest białym marmurem. Szczęśliwie nic się wtedy nikomu nie stało. 
Ot ciekawostka na poparcie powyższych tez. 



Wielka Piątka szykuje się do drogi. To był bardzo dobry, roześmiany czas, nawet jeśli pogoda nie zawsze chciała współpracować. Dziewczyny! Bardzo Wam dziękuję za towarzystwo, pogawędki, wspólne chwile i terapię śmiechem! Żałuję tylko, że ominęło mnie SPA...:) Szczęśliwej podróży i mam nadzieję - do zobaczenia!

DYSK to po włosku DISCO (wym. disko)

Duomo

Ciotka i reszta we Florencji

piątek, lipca 21, 2017


- Czy ty w ogóle jeszcze lubisz jeździć do Florencji? - zapytała mnie A. - Ja jestem trochę jak złodziej - odpowiedziałam - kradnę emocje innych". Patrzę na rozpromienione zauroczeniem twarze, w których odbija się misterna fasada Duomo. Słucham słów zachwytu w wąskich uliczkach, obserwuję moich Gości i nacieszyć się nie mogę, że to właśnie ja mam ten zaszczyt towarzyszyć im w ich pierwszym spacerze po toskańskiej stolicy. 


Trudno pokazać komuś Florencję w trzy godziny. Ryzyko jest takie, że zachwyt zostanie pokonany przez zmęczenie gorącem, tłumem, chaosem. Mówię wtedy, że tu trzeba wrócić i to nie raz, nie dwa, bo wiadomo, że na prawdziwe poznanie Florencji życie jedno nie wystarczy … Tak czy inaczej Ciotka i jej towarzyszki były zachwycone i już planują następny raz, przy najbliższej okazji do Florencji powrócić i już inaczej, już nie na wariata, a po troszku, po odrobinie to cudowne miasto smakować.


A ja sama tego powrotu szczerze nie mogę się doczekać, bo ileż to się naśmiałyśmy, nażartowałyśmy w tych dniach to nasze i nikt nam już tego nie zabierze. Tymczasem walizki spakowane, czas jak zawsze przeleciał nie wiadomo kiedy i za chwilę się pożegnamy. Ostatnią kolację przygotował Mario, stawiając na swój popisowy klasyk. Smażone piadiny zyskały kolejnych zwolenników i sława o nich znów poleci dalej w świat. 
Drodzy Goście lećcie szczęśliwie i wracajcie na marradyjskie kasztany, na trufle, na pogawędki przy kominku. Może znów będziemy miały co wspominać, bo ten pobyt na pewno przejdzie do historii!!


J. a Tobie tak prywatnie bardzo dziękuję za Ciotkę! Teraz to trochę i moja Ciotka!

SŁAWA to po włosku FAMA (wym. fama)

Brunelleschi

Och… Panie Brunelleschi!

czwartek, lutego 09, 2017


-  Och! Panie Brunelleschi! Panie Brunelleschi! - wspinałam się na górę wąziutkimi, stromymi schodami i nadziwić się nie mogłam jakiż to geniusz drzemał w głowie słynnego florentyńczyka, żeby takie cuda architektury stworzyć. - Panie Brunelleschi… wyższa być nie mogła?? - pytałam w myślach. - Dobrze, że wygrał rozsądek i wybrałam sensowne buty - błogosławiłam w myślach samą siebie - ale  ta ciepła kurtka... na taką wyprawę?! 
Stromo, bardzo stromo i jeszcze bardziej wąsko, ściągam plecak, bo trudno się wyminąć. Ten sapie, tamten przystaje … Mam ochotę zapytać się schodzących ile jeszcze do szczytu, ale pokornie noga za nogą wspinam się dalej...  


To był nasz główny punkt florenckiej wyprawy - wejście na kopułę Santa Maria del Fiore. Nawet jeśli i tak bilety miałyśmy już kupione i wejście zarezerwowane, to tym razem przyznać muszę, że ludzi była garstka! Żadnych kolejek. W ogóle cały ten nasz florencki dzień był wyjątkowo spokojny, nietłoczny i powolny.
Wnętrze Duomo jest skromne, a jeszcze bardziej skromnym się zdaje, kiedy w pamięci wciąż żywy pozostaje obraz katedry sieneńskiej. Najatrakcyjniej prezentuje się z góry, z pierścienia  który prowadzi dookoła podstawy kopuły. Freski znajdują się tuż nad głową, dopiero z takiej perspektywy można w pełni docenić wielkość katedry.


To dopiero początek wspinaczki. Od tego miejsca schody się zwężają i wąską spiralą pną do góry przyprawiając o zawrót głowy. Potem jeszcze bardziej stromo, aż ręce mimowolnie coraz mocniej zaciskają się na metalowych poręczach… - Och, Panie Brunelleschi… - muskam, poklepuję i głaszczę zimną ścianę, która gnie się ku górze. Wiem - zwariowałam - ale naprawdę mnie to wzrusza… Oto ona - arcydzieło architektury, kopuła jakiej nie ma ani Siena ani Piza ani żadne inne miasto… Rozpiętość 45 m, więcej niż kopuła rzymskiego panteonu… 


Ostatnia partia schodów, stromych jak strażacka drabina. Spoglądam z przestrachem za siebie - Wejść to wejść - ale zejść! 
I nie wiem czy to widok z góry, czy samo miejsce, ale udało mi się nad lękiem wysokości zapanować. Dotarłyśmy szczęśliwie na górę i zaraz rozciągnął się przed nami florencki dywan czerwonych dachów to tu to tam zdobiony wieżą, czy kopułą. I wszystko to słońcem oblane, choć niby miało go nie być. Zatrzymałyśmy się na dłuższą chwilę, aby oczy nacieszyć i oddech przed drogą w dół złapać.


Wejście na kopułę jest zdecydowanie trudniejsze od wejścia na Campanile di Giotto, ale za to Kopuła oferuje widok bez siatki ochronnej i kilka ławeczek, na których przez chwilę można przysiąść. Patrzę i patrzę, chodzę dookoła… Firenze amore mio…


I na koniec nim zabiorę Was na spacer po Florencji - to już jutro - jeszcze jedna moja refleksja. Duomo we Florencji jest jednym z tych kościołów, który znacznie piękniej prezentuje się na zewnątrz niż  jego wnętrze, ale to moje subiektywne odczucie. 
Życzę Wam miłego dnia, a tymczasem sama ruszam do kolejnego wspaniałego miasta. O tym co i gdzie opowiem już w najbliższych dniach.     
KOPUŁA to po włosku CUPOLA (wym.kupola)