Apeniny

Jeden mały wielki strach i rozgrzewka przed gorączką sobotniej nocy

niedziela, listopada 24, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Po wichurach i deszczu w ostatnich dniach Apeniny przeobraziły się jesiennie, a miejscami już nawet zimowo. Zieleń zniknęła, jej resztki kurczowo trzymające się gałęzi porwał hulaszczy wiatr z południa. Wszystko przemalowało się na złoto, a szczyty gór powoli porzucają listopadową ochrę, by zaraz przeistoczyć się niemal surrealistycznie w szaro stalowe odcienie niebieskiego. 

Uparłam się w sobotnie popołudnie, żeby wdrapać się na cypel, skąd widok rozciąga się dokładnie na 360 stopni. Mario popatrzył na mnie bez entuzjazmu i zamiast postawić się okoniem, zapytał dyplomatycznie, czy na pewno mam ochotę się spocić. 

- Spocić się? Przy takim czymś? Wejdziemy powolutku - w duchu dodałam, że będzie to dobra rozgrzewka dla moich nóg przed kolejną gorączką sobotniej nocy. 

Podreptaliśmy w końcu tam, gdzie sobie umyśliłam, choć Mario idący na przodzie, początkowo udał, że rozgałęzienia ścieżek nie zauważył. Wszystko, żeby się tylko nie upocić...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Na rozmokłej ziemi odciśnięte były ślady koni. Początkowo miałam nadzieję, że to sprzed kilku dni, ale im wyżej szczytu, tym ślady wydawały się świeższe. 
- Poczekaj - szepnęłam teatralnie, kiedy nagle w powietrzu rozległ się dźwięk dzwoneczka. 
- Miałem ci powiedzieć, bo już wcześniej poczułem zapach. Chyba są jeszcze krowy.
- Nie krowy, tylko konie. Miałam nadzieję, że to stare ślady, ale teraz słychać dzwonek - stanęłam jak skamieniała. 
- Musiały przejść tuż przed nami. Ślady są świeże - zrobił gest, żeby iść dalej, ale ja stałam nieruchomo, jak słup soli. - Boisz się?
- Boję i nie oddalaj się ode mnie - złapałam Mario za ramię.
- Chcesz wracać? 
Popatrzyłam z żalem przed siebie. Do szczytu brakowało dosłownie pół kroku, a ja już cieszylam się wizją pięknych zdjęć, bo złota godzina nabierała właśnie intensywności.
- Chyba tak... Jestem fifona*.
Kiedy zeszliśmy niżej, na samym szczycie zamajaczyła majestatyczna sylwetka konia. Tuż obok drugiego.
Boję się koni od dziecka. Nie tak jako kota, kot to osobny temat. Koni boję się, bo są duże i silne.
 
Pamietam dawno temu w czasie wiejskich wakacji, kiedy wędrowaliśmy z tatą po łąkach i lasach, uparłam się, że nie przejdę przez pastwisko, na którym był koń na luźnym wybiegu. Nie i koniec. Nie było mowy. Nawet z tatą. Tak mi zostało do dziś. Z bezpiecznego miejsca mogłabym na nie patrzeć godzinami, bo są według mnie jednymi z najpiękniejszych zwierząt jakie istnieją na ziemi, nawet ich zapach ma w sobie coś fascynującego, ale ten dziecięcy strach wciąż we mnie jest. 

Kiedy wiosną wędrowałam z O. i po spotkaniu ze stadem owiec w obstawie wściekłych owczarków maremmańskich, schodziłyśmy na skróty, też niechcący wdepnęłyśmy na wybieg dla koni. Jak się zorientowałam gdzie jestem i między ginestrami mignął mi koński łeb, to dostałam takiego przyspieszenia, że nawet urwiska i druty kolczaste nie były mi już straszne.  

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Jeśli jest coś czego u siebie nie lubię, to właśnie to bycie "cykorem" w - wydawałoby się -zwyczajnych sytuacjach. Łażę sama po górach, nie boję się wilków, ani dzików, ani Baby Jagi, nie boję się tego "sama", ale zwykły koń... Ten strach mnie przerasta. 

Nie udały się zatem zdjęcia tak, jak sobie wymyśliłam. Ot trzy kadry złapane przy schodzeniu.  Mogłam się jedynie cieszyć, że przynajmniej zrobiłam sobie małą rozgrzewkę przed nocnymi hulankami. A hulanki były! A jakże! "Gorączka Sobotniej Nocy 2" udała się jeszcze lepiej niż poprzednia i mam nadzieję, że będą kolejne. To nie jest tylko kwestia wyskakania się, które oczywiście uwielbiam, ale znów bycia częścią społeczności i budowania wspólnych wspomnień - dyskoteka w Marradi to przecież jak taka trochę większa domówka. 

Mam w nogach czterogodzinny maraton tańca, o dziwo moja kostka ma się całkiem dobrze i już zastanawiam się, co zrobić z resztą dzisiejszego dnia, bo słońce znów rozgościło się na niebie. 

Pięknej niedzieli.
FIFONA to żeńska wersja STRACHAJŁY 

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Apeniny

O jednym z rajów ukrytych w Apeninach

sobota, listopada 02, 2024

Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking

- Wiesz co to jest to teraz? - machnęłam rękami dookoła.
- Co?
- Lato świętego Marcina. 
- ?
- Tak dawniej nazywano te kilka dni ciepła na początku listopada... - tu wyłożyłam Mario opowieść, którą podzieliłam się na blogu dzień wcześniej
- Wiesz wszystko, prawda? 
- Nabijasz się ze mnie?
- Nie, nie! 
- Ja po prostu lubię wiedzieć. Czy to nie jest interesujące?
- Jest, jest...

Nie wiem czy przytakiwał mi na poważnie, czy w duchu śmiał się z tych moich opowieści. Szliśmy polną drogą przez najpiękniejszą łąkę w całej okolicy i na dwa głosy odmawialiśmy litanię zachwytów do tego miejsca. Ileż ja przez ostatnie lata nawypisywałam peanów o tym zakątku...  

Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking

- Wyobrażasz sobie mieć tu dom. Nawet nie ten na górze, tylko właśnie tu na środku łąki. 
- Widzisz słońce jako pierwsza i jako ostatnia je żegnasz... Nawet pod śniegiem musi tu być ładnie. 

Rajską łąkę trudno znaleźć, gdyż nie znajduje się na żadnym oznaczonym szlaku. Trzeba wiedzieć którą szutrową drogę obrać, na którym rozgałęzieniu iść prosto, aż dojdzie się do kamiennej posiadłości i że za domem jest polna droga, którą najczęściej chodzą tylko krowy i właśnie ta droga jest drogą do apenińskiego raju - do jednego z apenińskich rajów. 

Mieszkać wśród rajskich łąk to prawdziwy przywilej i bogactwo. Pisać o nich to niezmiennie wielka radość. 

Na wysokości buki już straciły liście i Apeniny powoli robią się grafitowe. Niżej rudzieją dęby i kasztany, ale jeszcze niżej zieleń ma się dobrze. Łąka wyglądała tak, jakbyśmy patrzyli na nią przez filtr ekstremalnego nasycenia kolorów. Październikowe deszcze i potem słońce zrobiły swoje. 

Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking
Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking
Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking

Wróciliśmy do auta, a ponieważ słońce nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa, postanowiliśmy wjechać  kilka kilometrów wyżej w stronę passo i cieszyć się nim do ostatnich chwil. Minął chyba ponad miesiąc od momentu kiedy się gdzieś włóczyliśmy i rozmawialiśmy na spokojnie. W ostatnich tygodniach, widywaliśmy się gdzieś tam przelotem, bo ja byłam przecież w rozpędzonym kołowrotku zdarzeń i gości.

- Wiesz gdzie jutro jadę?
- Gdzie?
- Do ...
- Do ...? Po co?
- Bo całe lata tam nie byłam, a nawet jak byłam to i tak widziałam tyle co nic. A poza tym chcę zrobić coś dla siebie. Dzieciaki nie skorzystały z mojej propozycji, więc jadę sama. 

Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking
Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking
Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking

A zatem na mnie już pora, bo pociąg za chwilę wjedzie na stację, a ja jeszcze nie zebrałam moich fantów. Mam nadzieję na piękny dzień, na dużo kadrów i nowych inspiracji. Jeśli uda mi się wszystko tak jak bym chciała, będę się pewnie opowieściami dzielić przez następne kilka dni. 
Dobrego dnia. 

PRZELOTEM to po włosku DI VOLATA

Dom z Kamienia łąka Apeninów, Toskania, trekking

 

Apeniny

Apeniny jak z atłasu - spacer na deser po piątkowym obiedzie oraz lęk obudzony

niedziela, lutego 18, 2024

Kasia z Domu z Kamienia, blog o życiu w Toskanii
 
Żeby zachować chronologię - jeszcze kilka piątkowych impresji, zanim opowiem o nocy przespanej na pół gwizdka i plecaku w gotowości przy łóżku... 

Pochłonęliśmy pastę z grzybowym ragu', wypiliśmy kawę, a potem korzystając z pogody i mojego wolnego popołudnia wskoczyliśmy do Rangera i znów pojechaliśmy przed siebie. Może tym razem nie w bardzo nieznane - ale jednak w całkiem nowe miejsce, choć paradoksalnie zupełnie pod nosem.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Przecieraliśmy tamten szlak po innym piątkowym obiedzie, kilka tygodni wcześniej. Już wtedy zachwycaliśmy się szczególnie jednym ze wzgórz, ubranym w łąki i jałowce. Tym razem postanowiliśmy porzucić oznaczony szlak i pójść polną dróżką, która - jak informowały tabliczki na kostropatej furtce - prowadziła na pastwisko. 
Mogliśmy spacerować bez przejęcia, bo zwierzęta zostaną przywiezione w góry dopiero za jakiś miesiąc.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Droga pięła się przez chwilę ostro pod górę, więc zwolniliśmy kroku, żeby nie zamęczyć Mario, ale też po to, by kontemplować każdy krok. Aura nadal była marcowa, a może nawet wczesnokwietniowa. Chciało się oddychać pełną piersią, skakać, wędrować, tańczyć, a potem nigdzie nie iść, tylko siedzieć i karmić oczy Apeninami ciągnącymi się bez końca.

- Myślę, że jesteśmy gdzieś 1000 metrów nad poziomem morza - oszacowałam porównując wysokość do znajomych szczytów. - O tam na tej górze jadłam z Ellen podwieczorek i wydawało nam się wysoko, a teraz ta góra jest w dole.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Okazało się, że na samym szczycie wzgórza znajduje się łąka - kolejna łąka, z której rozciąga się widok na wszystkie strony świata. Jeszcze jedno fenomenalne miejsce, jeszcze jeden ukryty skarb, do którego klucze mają tylko nieliczni. Usiedliśmy pod jednym z karłowatych dąbków i rzeczywiście postanowiliśmy nigdzie już nie iść, tylko siedzieć i patrzeć na góry otulone atłasowym światłem. 

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Znów zamyśliłam się nad wielkim przywilejem, jakim mogę cieszyć się na co dzień. Siedzieć w zwykły, powszedni dzień na łące otoczona ciszą i mieć morze apenińskich szczytów tylko dla siebie - to jeden z najpiękniejszych i najcenniejszych elementów mojego toskańskiego życia. 

Nawet po jedenastu latach ten fakt nie przestał mnie wzruszać i ani trochę nie spowszedniał. Może wręcz im jestem starsza, tym większa we mnie zachłanność na takie oto chwile.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

- Tam jest Falterona. Łatwo rozpoznać, ma takie dwa garbki. A tam najdalej to musi być chyba Fumaiolo, prawda?
- Tak, to chyba Fumaiolo, kierunek by się zgadzał, odległość też. 
Siedzieliśmy i wypełnialiśmy sobie czas naszą ulubioną górską zabawą - analizą szczytów, spacerem oczu po graniach. 
- A tam - wyliczałam dalej - Gamogna. 
- Czekaj... Tak mówisz?
- No pewnie, zobacz tam jest Segaccia - znów wyciągnęłam palec przed siebie - i dom na Monte Rotondo widać.
Mario zmrużył oczy i wyostrzył wzrok. 
- Nie widzę. 
- A widzisz tę łąkę? 
- Widzę...
- I Monte Gianni.
- No jest...
- To tak w połowie jest Monte Rotondo.
Mario zrezygnowany pokręcił głową i zaczął się śmiać. Przypomnieliśmy sobie podobną scenę sprzed kilku dni, kiedy z marnym skutkiem próbowałam pomóc Mario zlokalizować kwitnące drzewo na środku łąki. 
- Lasciamo perdere!* - skwitował.

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Siedzieliśmy na tej łące do późnego popołudnia. Nic a nic nie chciało nam się ruszać. Choć byliśmy wysoko, nie było czuć ani krztynki wiatru. Nie drgnęło nawet żadne ździebełko trawy. Spokój absolutny. 

Ten cały piątek był jak nagroda pocieszenia, po nieco g...nym tygodniu. 

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Rozpieszczona takimi cudami, czekałam z utęsknieniem na sobotnie południe. To moment, kiedy zaczyna się mój wolny weekend. Kilka chwil po tym jak zamknęłam komputer i wrzuciłam spaghetti do gotującej się wody, dom z hukiem zatrząsł się w posadach... 

Poziom stresu w ciągu sekundy przekroczył wszelkie dopuszczalne normy. Czułam jak serce wali mi nawet w uszach. Normalnie pewnie zlękłabym się tylko na chwilę i zaraz o tym zapomniała, ale kto raz trzęsieniem był straumatyzowany, ten w podobnych sytuacjach już zawsze będzie wypełniać się takim lękiem, którego żadnymi słowami opisać nie sposób. A ja do tego mam już wbudowany sejsmograf. Wstrząs był silny i jak się wkrótce okazało odczuwalny w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. 

Oczywiście w pierwszej chwili złapałam za telefon i zadzwoniłam do Mario w poszukiwaniu psychicznego wsparcia. Niedługo po wstrząsie przyszła też wiadomość od Mikołaja, który szczęśliwie w tym czasie był w szkole. 

Odechciało mi się jeść, a spokój zmiotło tsunami bezgranicznego lęku. Spakowałam znów plecak i nasłuchiwałam. Każde szczekanie psów było jak złowróżbne ujadanie. 
Ziemia dygnęła jeszcze tylko raz, ale już nieodczuwalnie. 
Na szczęście noc - z plecakiem w gotowości przy łóżku - minęła spokojnie. A o tym jak Mario pomógł - znów w roli wybawcy - ratować mój sobotni spokój opowiem przy jutrzejszej kawie. 

Wstrząs miał siłę 3,5. Poza strachem, który odrodził się u wszystkich jak feniks z popiołów, nie było żadnych szkód. 

Niech dziś dzień będzie spokojny! 
Pięknej niedzieli.

*LASCIAMO PERDERE - to znaczy DAJMY SPOKÓJ   

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii


Apeniny

Majestat i potęga

czwartek, listopada 30, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

Ostatnie owoce dzikiej róży były jak resztki szminki na wyschniętych wargach Apeninów. Pulsujący karmin, ciepła ochra i artystyczny Tycjan stały się przeszłością. Jesienne szaleństwo kolorów przeszło w stan siwego uśpienia i tylko tu i tam na drzewach trzymały się niedobitki żółtych liści. 

W oddali na horyzoncie majaczył leciusieńko upudrowany bielą masyw Falterony. Niezmierzony majestat natury, przed którym aż chciałoby się skłonić głowę. Niezależnie od pory roku i wersji kolorystycznej. A może właśnie w tej nagości, surowości jest coś szczególnie doniosłego...  

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

Jak tylko zamknęłam komputer po ostatniej porannej lekcji, czyli w porze obiadu, zaraz złapałam za telefon i zadzwoniłam do Mario, żeby donieść mu, iż Mikołaj na obiad nie wraca, a to znaczy, że na nikogo nie czekam i do 17.00 mam czas wolny. Umówiliśmy się na za godzinę. 

Nie miałam pomysłu co i gdzie, chciałam tylko zrobić kilka zdjęć i pooddychać głęboko, bo głowa już drugi dzień dawała do wiwatu. Mario zaproponował więc, żebyśmy wrócili na Coloreto, gdzie jesienią zbieramy pieczarki. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

Niebo początkowo było jak lazurowy kryształ. Tylko na romagnolskim horyzoncie rozciągała się delikatna foschia, zasłaniając przydymionym woalem linię Adriatyku. Potem od strony serca Toskanii zaczęły nadciągać chmury i powoli powoli niebo się zasnuło. 

Wdrapaliśmy się ponad naszą pieczarkową łąkę, skąd widać hen hen daleko. W jednym kadrze można przy dobrej widoczności złapać Monte Mauro, port w Ravennie, obserwatorium na Monte Romano i ... 
I tu zagadka dla bywalców Marradi. Kto rozpozna budowlę, która przycupnęła w dziczy Apeninów (zdjęcia wyżej i niżej)?

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

- Popatrz - pokazałam na ogołocone samotne drzewo - a dopiero co zbieraliśmy tu kasztany.
- My, wiewiórki i dziki...
- Ależ też czas gna!
- Chodź! Zapraszam cię na prosecco - Mario uciął moje sentymentalne wywody na temat upływu czasu.  
Myślałam, że zjedziemy do baru, tymczasem, kiedy doszliśmy do Rangera, Mario tradycyjnie jak magik otworzył bagażnik i zaprezentował z dumą butelkę wina!

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

- Myślisz, że już otworzyli drogę na San Benedetto? 
- Żartujesz? Tej drogi nie ma, ale ciekawa jestem jak wygląda to jezioro. 

Jedno z największych i przy tym najbardziej zadziwiających osuwisk wystąpiło w czasie majowych powodzi pomiędzy San Benedetto in Alpe i Marradi. Można powiedzieć, że tam zjechało w dół pół góry zmiatając drogę, ale w "ramach przeprosin" frana utworzyła lazurowe jezioro. Oto fenomen natury... Przerażające i piękne zarazem. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

Ranger ominął tabliczkę strada chiusa (droga zamknięta) i pojechał dalej. To, co stało się z drogą jest nieprawdopodobne i trudne do opisania. Jeśli wcześniej trasa ta była kręta i kostropata, to teraz został z niej mizerny trakt powybrzuszany i popękany. Tu nawet nie ma co łatać. Nasuwała się przy tym refleksja, że wystarczyło na pół roku zatrzymać ruch i wegetacja roślinna, do połowy tę drogę "pożarła". 

- Buonasera! Ta wielka frana to jeszcze daleko? - zapytałam dwie spacerowiczki.
- To zaraz tutaj. Zobaczycie... Już teraz można przejechać, bo wysypali gruz.  

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

Kobiety miały rację. Nie dało się nie zauważyć... Wszystkie inne osuwiska, które widzieliśmy do tej pory były niczym w porównaniu do tego. Sami zobaczcie: 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

- Przecież teraz mapy trzeba zmienić! - staliśmy oszołomieni i patrzyliśmy na wielką rozjeżdżoną ranę Apeninów. 
- Ciekawe czy tam będą pstrągi... - zadumał się Mario i zaraz dodał - "Lago della Frana".
- Bardzo ładna nazwa! Teraz możemy wybierać, jedziemy nad Lago di Tramazzo czy nad Lago della Frana - zażartowałam. 
- Lepiej wracajmy - Mario popatrzył do góry, gdzie pracowała wielka kopara - nie podoba mi się, mieć ją nad głową, jeszcze coś na nas zleci.  

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Kasia Nowacka

Taki to był krótki przerywnik, w środku tygodnia, na głowę nie pomogło, ale sprawiło wielką radość. Dziś o takich wojażach mogę tylko pomarzyć, bo chmury, które nadciągały od strony Toskanii rozpanoszyły się deszczem - ostatnim już w tym roku listopadowym deszczem, a to znaczy, że czas rozwiesić adwentowy kalendarz. 

Pięknego dnia!

JEZIORO to po włosku LAGO

Apeniny

Łaskawość pogody i splendor Apeninów jeszcze raz

poniedziałek, grudnia 28, 2020

Dom z Kamienia, Apeniny nieznana Toskania, Biforco 

Niezwykłe niebo, powietrze jak kryształ, ani jednej chmurki, Apeniny upudrowane świątecznym śniegiem, jak pandoro cukrem pudrem, nieco złagodniały... Czy można na to wszystko popatrzeć obojętnie? Dalej za Marradi już żadnych miast, tylko maleńkie osady lub pojedyncze kamienne domy, bez większych ingerencji współczesnej cywilizacji... To jeszcze jedno z tych miejsc, gdzie natura wciąż gra pierwsze skrzypce. Dzikość.

Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog

Po tym jak ogłosili nas czerwoną strefą na całe święta, na Sylwestry i Befany, pomyślałam, że to nic, że w takim razie będę czy też będziemy sobie po górach wędrować w okolicach domu. Plany planami, a życie sobie... Ten rok jak żaden inny zagrał nam na nosie w tej kwestii. 
Nie przypuszczałam, że święta pogodowo będą aż tak kapryśne. I choć oczywiście wychodziłam do gaju prawie codziennie, to jednak żadnej z długich tras, które zaplanowałam na ten moment nie udało się jeszcze przejść. 
Udało się natomiast wczoraj choć ten jeden raz zjeść kanapki na szlaku... Przynamniej tyle, czy też aż tyle...

Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog

Ruszyliśmy jedną z podstawowych tras w Biforco, która wspina się z drugiej strony wzgórza Pianorosso, w stronę zaśnieżonych jeszcze łąk, by wygłodniałe zimowych uciech "dzieci" mogły się wyszaleć.
W dolinie, w miasteczku po śniegu już prawie nie ma śladu, trzeba wejść przynajmniej na 800 metrów i wyżej, by oczy cieszyć zimową scenerią. A jak się już wejdzie, to cuda najprawdziwsze...

Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog

Nie można było nie skorzystać, kiedy na ten jeden jedyny dzień, świat znów nabrał bardziej intensywnych kolorów. Grzechem byłoby siedzieć w domu. Kiedy wdrapaliśmy się na górę, zjedliśmy kanapki z resztkami świątecznymi w tym samym miejscu, w którym siedziałam z chłopcami w czasie naszej marcowej wyprawy... 
Słońce znów miło grzało, tylko zamiast traw budzących się do życia biel śniegowej skorupki", która tak bardzo uradowała chłopców.

Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog

Tomek tylko leżał i wygrażał, że taki śnieg to nie śnieg, że kto to widział taką śniegową nędzę, a w Mikołaju nawet ta nędza wyzwoliła radość nieokiełznaną. Dalej się tarzać i turlać i z górki na pazurki i tak do bólu brzucha niemal, bo przecież chwilę wcześniej trzy kanapki pochłonął.


Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog

Wyprawa była krótka, było mi mało, chciałabym znów dalej i więcej, poczuć zmęczenie w nogach i lekkość w głowie, ale jak się nie da więcej to musi wystarczyć i to co jest. 
Dziś dla odmiany leje tak, że nawet machnę ręką na zakupy. Dalej będziemy dojadać resztki. Mam tylko nadzieję, że prognozy co do 31 grudnia się sprawdzą i nim rok dobiegnie do mety jeszcze raz razem powędrujemy.

Ostatni już niepełny tydzień tego roku staje na starcie. Niech to będzie dobry czas! 

TURLAĆ SIĘ to po włosku ROTOLARE (wym. rotolare)

Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog
Jest nadzieja...
Marradi, Biforco trekking, Dom z Kamienia blog