Siedzieliśmy w barze delektując się popołudniowymi lodami. Lodami w pełni zasłużonymi przez chłopców. Mikołaj niechętnie pozował do zdjęcia ze swoim świadectwem. Marudził, że lód mu się w tym czasie topi. Cały Mikołaj!
Zaskoczył mnie ocenami i chyba siebie samego trochę też... Prof. S. szczerze go pochwalił i rozkładając przede mną duży arkusz, powiedział: to bardzo dobre świadectwo!
Mikołaj obawiał się niskiej oceny ze sztuki, bo z ocen żadne wyżyny nie wychodziły, co swoją drogą było też dla mnie rzeczą niezrozumiałą...
Nie znam bowiem osobiście poza Mikołajem innego nastolatka, który "marudzi", żeby zabrać go do Florencji i pokazać mu krucyfiks Giotto, który przy obiedzie spontanicznie ot tak wygłosi elaborat odnośnie różnic pomiędzy Giotto i Cimabue, nastolatka, który na pierwszy rzut oka odróżni kościół romański od gotyckiego, rozpozna styl kolumny, ecc... Stwierdziłam, że jeśli rzeczywiście ocena na świadectwie będzie słaba, świadczyć to będzie o tym, że nauczycielka nie jest pedagogiem z szeroko otwartymi oczami i że potwierdzi się tylko stara prawda, że ocena to tylko ocena i zdarza się, że nie jest odzwierciedleniem prawdziwej wiedzy i umiejętności.
Na szczęście tak się jednak nie stało. Jak przyznał prof. S. oni to wszystko w Mikołaju dostrzegli, na radzie przedyskutowali i orzekli, że ocena nie może być niska, nawet jeśli ze średniej tak by wychodziło. Jak miło, kiedy ludzie potrafią wyjść poza schematy.
Siedzieliśmy więc szczęśliwi na tych popołudniowych lodach, a ja nacieszyć się chwilą nie mogłam. Właśnie teraz, właśnie tak, właśnie z nimi jest dobrze...
- Pusia, dlaczego turyści noszą te kapelusze? - zapytał Tomek, kiedy obok nas przeszła rodzina prawdopodobnie z Europy zachodniej.
- Bo może chcą być jak Włosi.
- Ale Włosi przecież nie noszą tych kapeluszy!
- Wiem, ale może im się tak wydaje.
- Myślisz, że nie widzą, że tylko oni - turyści je noszą?
- Pewnie nie.
- Przynajmniej jak widać kogoś w kapeluszu to wiadomo, że to turysta.
***
- O której jutro jedziesz? - zapytałam Tomka przed kolacją, który umówił się na przyjacielskie spotkanie w Brisighelli.
- Około południa.
- To co my Mikołajku będziemy robić? Może do Florencji pojedziemy?
- O nie! - zaprotestował Tomek. - Zjecie kanapkę beze mnie???
- Ale ciebie krucyfiksy, Cimabue ecc... i tak niewiele obchodzą.
- Ale na kanapkę bym reflektował. I do muzeum paleontologii byśmy poszli!
- Nudaaaa... - wtrącił się Mikołaj. - Ja tam byłem dawno temu.
- Masz piętnaście lat i dalej bawią cię szkielety dinozaurów?
- No i co?
- Tam nawet nie ma szkieletów - poinformował młodszy.
- Dobrze, dobrze, zaczekamy z Florencją na ciebie. To może Mikołajku coś dobrego sobie ugotujemy?
- Chińskie pulpety! - przyklasną z radością. (Mówiąc chińskie pulpety Mikołaj ma na myśli pierożki chińskie).
- Nieeee! - zaprotestował znów Tomek. - dlaczego chcecie robić takie fajne rzeczy, kiedy mnie nie ma??
I tak oto dziś czeka nas dzień we dwoje, ale tak jak napisałam, plan ostateczny jeszcze się nie urodził. Na hasło, że może zrobimy sobie piknik nad rzeką Tomek też się oburzył... I weź tu człowieku bądź mądry i uszczęśliw wszystkich. Myślę, że nie będziemy zwracać uwagi na jego niezadowolenie, bo on i tak będzie się dziś cudnie bawił. Coś miłego na pewno sobie wymyślimy!
PROTESTOWAĆ - PROTESTARE (wym. protestare)





