dziękuję

Tajemniczy list, zimowy falstart, karma wraca, a ważni Goście jadą!

środa, grudnia 20, 2017


Zachodziłam w głowę przez pół dnia - któż to mógł pisać do Tomka??? Koperta zaadresowana wyraźnie do niego, przesyłka nadana w Italii, nie pocztówka, tylko list - tyle wymacałam, ale oczywiście nie otwierałam. Mam klasę! 
- Od kogo ten list? - zapytałam jak tylko wrócił ze szkoły.
- To odpowiedź od świętego Mikołaja, tego z placu.
- Słucham? 
- Kiedy byłem elfem w czasie mercatini chwilę się nudziłem i napisałem do niego list.
- I o co poprosiłeś, jeśli to nie tajemnica? Co Babbo Natale napisał? Mogę przeczytać?
- Proszę - Tomek podał mi list. 
Tomek, który równy jest za mną wzrostem, który powoli myślami przenosi się do liceum, któremu głos zmienił się już dawno... Tomek jest wciąż tym samym Tomkiem, Tomeczkiem, Piotrusiem Panem...
A oto co napisał Babbo Natale:


"Nie mogę zapakować do sań Domu z Kamienia, ale kiedy będę przelatywał nad Biforco nie zapomnę wysłać twojej rodzinie specjalnych życzeń pomyślności, powodzenia."

Ja wiem, wiem. Nie trzeba nic mówić. Ale czy to nie wspaniałe? 
Dzień w ogóle okazał się pełen zdarzeń niezwykłych. W Kamiennym Domu otworzyliśmy pudło wspaniałości i nigdy nie znajdę odpowiednich słów, by za to wszystko podziękować. Podziękować nie tylko za to, co znalazłam w "paczuszce", ale za emocje jakie towarzyszyły jej otwieraniu. To było coś niezwykłego, coś czego nie czułam odkąd przestałam być dzieckiem. Dziękuję Ci A.! Dziękuję za to, że przez chwilę znów byłam małą Kasią, która otwiera pomarańczowy karton pełen łakoci gdzieś około 1985 roku...  To były te same emocje!
A. dobra karma wraca! Ty to wiesz, ja to wiem, ale wciąż nie wiem jak dziękować...


Kiedy ten post się publikuje ważni Goście są już w drodze... Dom błyszczy jak przed wizytą sanepidu, że tak sobie pozwolę podkraść A. jej porównanie. Dzieci tym razem były w szkole i na swoje nieszczęście napatoczył się Mario, który bezczelnie został wykorzystany jako tania siła robocza. Odpłaciłam ribollitą za nadobne. Kolejni ważni Goście dotrą jutro, więc wybaczcie, że już dziś dekorację zmieniam na zimową, ale w tych dniach moja blogowa aktywność nieco spadnie. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Dobrze, że pogoda zapowiada się bajecznie. Czerwonego dywanu nic nie porwie!

A w kwestii samego zdjęcia to było tak: 
- Zdjęcie muszę w tym tygodniu zmienić na blogu.
- Ale śniegu nie ma.
- Ja nie chcę śniegu! Śnieg w Toskanii to wcale nie jest takie oczywiste! 
- To wymyśl jakieś atrybuty. Czapkę Mikołaja załóż.
- Atrybutów aż nadto i pod choinką siadać nie będę. To zdjęcie ma trwać do marca, a ja nie chcę przez trzy miesiące świątecznych klimatów oglądać. 
- Do marca? 
- Tak do marca! Zima trwa do marca! 
Mario pokręcił w milczeniu głową i wiem, że w tą marcową zimę mi nie uwierzył.
- Nie mam pomysłu na miejsce....
- Zrób w domu przy kominku i przynajmniej nikt nie ucierpi na zimnie.
- Wiesz co.... To jest myśl!! To jest bardzo dobry pomysł! Grazie!!
A zatem witajcie w zimowym Kamiennym Domu! Dobrego dnia!

TE SAME to po włosku LE STESSE (wym. le stesse)

dzieci

Mikołaj i Panda z innej bajki

środa, grudnia 06, 2017


- Ale super! - zachwycał się Mikołaj na widok białej pandy, którą Mario dostał w zastępstwie na jedno popołudnie. - Mogę jechać z przodu? - zapytał pakując się jednocześnie na przednie siedzenie.
- Możesz, tylko wpuść nas najpierw do tyłu.
- Aaa … - zdziwiony popatrzył na mechanizm podnoszenia fotela. 
- Trochę mało tu miejsca.
- I pasów też nie ma, ale jest za to miska z wodą święconą.
- Możesz jechać szybciej? 
Mario przycisnął pedał gazu i biała strzała zawyła jak sportowy samochód na torze.
- Zwolnij, bo mam wrażenie, że zaczynamy gubić części. 
Ubaw mieliśmy z tej krótkiej przejażdżki i zarówno Tomek jak i Mikołaj stwierdzili, że kiedy dorosną kupią sobie właśnie takie auto. Legenda! Chłopcy szczerze żałowali, że to tylko samochód zastępczy.


Na szczęście nim zaczną się starać o prawo jazdy, minie jeszcze kilka lat, a tymczasem dziś rano są jeszcze małymi dzieciakami, które zrywają się z łóżek przed świtem, by sprawdzić czy mleko ze szklaneczki zniknęło i czy jakaś paczuszka przy łóżku czeka. Tradycji stało się zadość. Święty Mikołaj wstąpił w nocy do Domu z Kamienia i ku uciesze chłopców zostawił przytulne drobiazgi.
W kalendarzu został otwarty szósty woreczek, tym razem z życzeniami dla Mikołaja. Dziś to też jego skromne święto. 
Lekki mróz znów chwycił w nocy, ale dzień zapowiada się słonecznie, tak jak to było wczoraj. Południe było na tyle ciepłe, że otworzyłam na oścież drzwi, by miła aria rozgościła się w naszych murach. Wątpię wprawdzie czy te 15 stopni, to rzeczywiście  realna temperatura, ale faktem jest, że widziałam krzew bzyczący pszczołami, a przed domem Mario zakwitła jedna prymulka… Do wiosny jeszcze daleko, ale taka zima dużo bardziej znośna.

STRZAŁA to po włosku FRECCIA (wym. frećcia)

Marradi

To co silne i silniejsze

poniedziałek, grudnia 19, 2016


Z żalem muszę przyznać, że nie pomógł ani imbir ani cytryna, ani żadne herbatki. Skapitulowałam i sięgnęłam po syrop i kropelki. Mam nadzieję, że choć te zadziałają i nie będę musiała szukać pomocy w mocniejszych specyfikach. Przeziębienie za nic nie chce odpuścić i szczerze mówiąc mam wrażenie, że zamiast lepiej jest coraz gorzej. 
Do południa biłam się z myślami, co robić w związku z tym - zostać pokornie w łóżku, w ciepłej piżamie i w bamboszach czy mimo wszystko wyskoczyć na chwilę do miasta, bo na placu tak jak pisałam - ostatnie przedświąteczne atrakcje. Oto pytanie za sto punktów - jak zachowa się "mądra", dojrzała kobieta albo raczej jak się zachowa bloggerka?


Nie mogłam sobie darować, że to moje "bicie się z myślami" trwało tak długo, bo kiedy dotarliśmy do Marradi, było już po atrakcjach … Stały ostatnie straganiki, na których zdążyliśmy jeszcze kupić słodkości robione przez szkolne mamy i wypić vin brule' (łudziłam się, że ma działanie zdrowotne). Poza tym elfy miały już fajrant i na opustoszałym placu grały w piłkę. Alpini czyścili kotły, a w podziękowaniu za moją, nawet jeśli tym razem spóźnioną obecność, podarowali mi całą brytfankę ich kukurydzianej specjalności. Święty Mikołaj znużony siedział przed swoim domkiem, więc  wykorzystałam jego "nicnierobienie" i  poprosiłam o zdjęcie z chłopcami, na co o dziwo przystali ochoczo. Może i oni mają świadomość, że magia dziecięcych świąt powoli przemija i im są starsi tym bardziej chcą ją przy sobie zatrzymać. Jeśli prezenty już w tym roku dorosłe, to może za rok i o fotografowaniu się z Babbo Natale nawet nie pomyślą.


Na koniec sfotografowałam obiecane dekoracje, może kogoś zainspirują na przyszły rok i już dziś zacznie odkładać plastikowe butelki. Niestety wieczorną wersję, która jest zdecydowanie bardziej efektowna pokażę Wam innym razem. Teraz zmykam, nie do łóżka niestety, a do obowiązków, póki wystarczy mi tchu, a jutro opowiem Wam o tym, co było potem, bo jak już wyszliśmy z domu, to … zwyczajnie nas poniosło. Pokażę Wam kolejne szopki, niektóre bardzo oryginalne

 

 BUTELKA to po włosku BOTTIGLIA (wym. bottilia)

dzieci

Mercatini di Natale 2016 - niedziela pierwsza

poniedziałek, grudnia 05, 2016


Zapach ogniska na placu, grzane wino, dzieciaki skaczące w pianie udającej śnieg, parada elfów, stragany ze świątecznymi ozdobami, spektakle, święty Mikołaj ...
Odkąd tu jestem nie opuściłam ani jednej kasztanowej sagry, ani jednej festy sportowej, ani jednego targu świętego Lorenzo. "Zaliczyłam" wszystkie Noce Czarownic, noce polenty i inne pomniejsze festy. Nawet na wakacyjne mercatini chodziłam wytrwale i tylko ulewa i gradobicie mogły zmienić moje zwyczaje. Wciąż odkrywam też nowe i zaraz deklaruję, że od tej pory to już żadnej nie przepuszczę - stralunaty, ognie dla marca, muzyka w kasztanowym gaju, złote wieczory, pobliskie "żywe obrazy", festy średniowieczne i truflowe.


Cztery lata to może nie dużo, ale przecież i wcześniej, będąc jeszcze turystką w miarę możliwości uczestniczyłam w życiu Marradi. To już prawie dziesięć lat. Napatrzyłam się sporo … Znam na pamięć stragany i to, co na nich, gastronomiczne przystanki i to co w garnkach bulgocze, domek Mikołaja znam jak swój własny, znajome zrobiło się wszystko. Światełka uliczne, bombki pod arkadami siedziby gminy i szopki. Znajome są twarze, które się uśmiechają serdecznie, pozdrawiają i życzliwie zagadują.


Tak czy inaczej - choć znam to wszystko na pamięć - nie potrafię wciąż zobojętnieć. Nawet nieprzychylna pogoda, wilgoć i zimno, nie mogą zatrzymać mnie w domu … Wciąż cieszę się tym wszystkim, tak jak za pierwszym razem, a ślad tego mojego marradyjskiego zakochania, które cały czas jest żywe, pozostaje jak zawsze na zdjęciach...


Jest jednak coś co się zmieniło… Kiedyś byliśmy tylko obserwatorami, dziś serce mi skacze z radości kiedy, patrzę jak dzieci stają się częścią scenerii. To właśnie dlatego tegoroczne niedziele kasztanowe były inne od poprzednich, tak jak i niezapomniane będą mercatini bożonarodzeniowe 2016. Mój elf! Kiedyś stał w kolejce do świętego Mikołaja, a dziś sam jest w jego świcie i maluchom rozdaje cukierki... 


 ELF to po włosku ELFO (wym. elfo)

cud

List z bardzo, bardzo daleka ...

czwartek, grudnia 17, 2015



Kto z Was wierzy w Świętego Mikołaja? Myślicie, że istnieje czy też nie? 
Ja do wczoraj nie wierzyłam. Ale ...

Przed południem wychodząc do Marradi rzuciłam okiem na znienawidzoną skrzynkę pocztową, w której znajduję zwykle tylko rachunki albo ulotki. Ze szpary, przez którą wrzuca się pocztę wystawał rożek białej koperty.
 - Szlag by to trafił! - pomyślałam i w myślach soczyście pobłogosławiłam i Enel i Herę i Telekom.  Kto tym razem chce mnie świątecznie pozdrowić? Komu i ile mam zapłacić???
Sięgnęłam ręką niemal z obrzydzeniem, z niechęcią jakby to była zdechła mysz, złapałam w dwa palce kopertę i wyciągnęłam ją na światło dzienne. 
Tomek No.... Ufff ... to nie rachunek! 
A potem zerknęłam na nadawcę i aż mi się na głos wyrwało - A to ci  dopiero!!!



Babbo Natale
Circolo Polare Artico

Rozejrzałam się dookoła czy nikt mnie nie słyszał i wrzuciłam kopertę do torby. Po kilku krokach wyciągnęłam ją jednak i jeszcze raz obejrzałam dokładnie z każdej strony - walcząc jednocześnie z pokusą otwarcia. Ale się ucieszy! - pomyślałam w duchu. 

Pierwszy na obiad przyszedł Mikołaj. Kiedy zobaczył list zaadresowany do brata, opatrzony magicznym adresem, z wrażenia aż dostał wypieków.
A potem Tomek... 
- A nie mówiłem???!!! Teraz już wierzysz??? Byłem pewny, że istnieje!
- No cóż w obliczu takiego dowodu, trudno zaprzeczyć...

Święty Mikołaj opowiedział w kilku słowach o swojej pracy o długiej podróży, która wkrótce go czeka, o reniferach i elfach, życzył Tomkowi wesołych świąt i poprosił go, by się nie gniewał, gdyby czegoś z listu przez niego wysłanego pod choinką zabrakło. 



Nie wiem kto był w większym szoku - ja czy dzieci? Śmiem twierdzić, że chyba jednak ja. Potraktuję historię z listem jako dobrą wróżbę, może rzeczywiście Boże Narodzenie to czas cudów? Jeśli tak, to ja przecież czekam na cud, na wiele cudów...

Życzę Wam dobrego czwartku, który zaczyna ostatni przedświąteczny tydzień. Oby cudów, tych dobrych działo się u Was jak najwięcej!
A jutro dalszy ciąg pocztowych opowieści i kolejna porcja wzruszeń...


CUD to po włosku MIRACOLO (wym. mirakolo)  

dzieci

Przedświąteczny klimat w Marradi

poniedziałek, grudnia 07, 2015


Pierwsza niedziela z mercatini di natale już za nami, a ponieważ to już trzeci rok, kiedy uczestniczymy w marradyjskich przygotowaniach do świąt, więc trudno napisać mi coś nowego i odkrywczego. Jak nam było - widać na zdjęciach. Kolorowo, radośnie, smacznie! Nawet pogoda nie zawiodła i słońce jaskrawe przygrzewało tak, jakby to wiosna była, a nie początek grudnia. 
Na placu dekoracje, scenografie, feria kolorów i bogactwo smaków... 
Można było zostawić list do Mikołaja. Sfotografować się z całym orszakiem elfów. Wysłuchać koncertu. Napić się vin brule, zjeść pieczone kasztany albo posilić się na poważnie toskańskimi przysmakami. Można było zrobić zakupy - poczynając od filcowych bamboszy, przez pastuszki, fikuśne bombki, a na szynkach i serach kończąc. Dzieci miały swój spektakl i wóz z osiołkiem, który woził po miasteczku i cały zastęp ulicznych magików.
Takie oczekiwanie na święta lubię. Tym bardziej, że w tym roku to będą dla nas pierwsze toskańskie święta i chcemy całym sercem poczuć tutejszego ducha. Za tydzień widzimy się jeszcze raz, a potem jeszcze raz w przedświąteczną niedzielę, która będzie dedykowana przede wszystkim dzieciom. 


Ja wiem, że teraz takie targi są wszędzie, miasta uczestniczą w wyścigu, które się bardziej rozświetli, gdzie będzie smaczniej, gwarniej, ładniej. I dobrze! Niech te święta trwają dłużej. Ale muszę przyznać, że to w tych małych miasteczkach czuć więcej ludzkiego ciepła. Tu mercatini nie są na pokaz. Tu mają ubarwić przedświąteczne czas oczekiwania przede wszystkim mieszkańcom. Tu wszyscy się znają. Przychodzą na plac, bo to cudowna okazja, aby pobyć razem i dać się świątecznie oczarować. 

Nieskończoność fantazyjnych ozdób
Elfy, Mikołaj i chłopcy 
W tym roku i w Marradi w jednym z kościołów  można podziwiać wspaniałą szopkę.

RAZEM to znaczy INSIEME (wym. insieme)