środa, 12 grudnia 2012



- Obiecałeś pisać czasem ze mną, pamiętasz?
- Pamiętam, pamiętam, ale daj mi jakiś temat, zagajenie.
- Oooo na dziś mam coś bardzo interesującego, chciałbym, żebyś mi pomógł napisać o .... sobie:)
- O matko! 
No i na tym na razie skończyło się wspólne pisanie:) Miną lata świetlne jak już w końcu coś mi prześle do publikacji, a szkoda, bo pisze fantastycznie. Pozostaje nam mieć cierpliwość! 



Mario należy do ostatniego pokolenia, które urodziło się w Marradi, teraz już dzieci rodzą się w Faenzie. Przyszedł na świat w maju, dwa miesiące przed czasem, więc gdyby poczekał może obchodzilibyśmy urodziny tego samego dnia:) Mama opowiadała, że mieścił się na dłoni i to, że przeżył w tamtych czasach było prawdziwym cudem. Sam mówi o sobie, że jest farciarzem, jakich mało:)

Pisałam tu już o relacjach Mario i dzieci, o pewnych wydarzeniach, jego postać właściwie przewija się przez całego bloga, więc dużo już zostało powiedziane. Poznaliśmy się na naszych drugich wakacjach, kiedy właściciele gospodarstwa agroturystycznego, gdzie się zatrzymywaliśmy, urządzali wieczory z pizzą. To właśnie Mario ją przygotowywał. Pamiętam ten moment, kiedy weszłam do kuchni gdzie wyrabiał ciasto, obwieszona kamerą i aparatem jak typowa turystka i tłumaczyłam dzieciom co robi "il signore" -  teraz kiedy czasem wspominamy tamten moment, śmiejemy się z tego "signore":) W Polsce mamy wpojone mówienie do starszych ludzi per pan/pani, natomiast we Włoszech panuje większa swoboda w tej kwestii, teraz do wszystkich zwracamy się po imieniu i nawet nasze dzieci do znajomych sześćdziesięciolatków mówią per ty, to stwarza niepowtarzalną atmosferę bliskości.
Mario nie wygląda na swój wiek i nie mam tu na myśli tylko aspektu fizycznego, ale to jak myśli, jak się zachowuje. Szybko znalazł z nami nić porozumienia, od zabawy do zabawy a z czasem ta nić przerodziła się w coś trwalszego. Myślę, że wypełniliśmy w jego życiu pewną pustkę, staliśmy się dla niego rodziną, której nie miał. Ale i on w nasze życie wniósł świeży powiew, trochę egzotyki, uciszył tęsknoty, które każde z nas trzymało w najskrytszych zakamarkach.


 Każdy nasz wyjazd każde pożegnanie odchorowuje na duszy i niestety na ciele. Już nawet znajomi sobie z niego żartują, że kiedy zbliża się nasz czas powrotu do Polski, Mario pewnie znów coś nawywija. Wspominałam kiedyś jak dwa dni przed wyjazdem, to był dzień kiedy ostatecznie pojechaliśmy przyklepać wynajem domu na stałe, Mario wariował z dziećmi na trawniku u Camuranich, a to skończyło się jazdą do szpitala i unieruchomieniem barku na cały miesiąc. Rok później, kiedy pracował na nocnej zmianie stracił przytomność i karetka odtransportowała go do szpitala, to było na dzień przed naszym powrotem. Natychmiast pojechaliśmy z Pawłem do Faenzy, na szczęście nie było to nic poważnego i po kilku godzinach mogliśmy przywieźć go do domu. Przedłużyliśmy nasz pobyt o dwa dni, żeby było mu raźniej i żartowaliśmy, że nie powstrzyma się przed niczym, by zatrzymać nas dłużej przy sobie.
Mario robił w życiu chyba wszystko, ciężko byłoby mi powiedzieć czym się NIE zajmował. Przez wiele lat mieszkał we Florencji, potem na Sycylii. Dużo ma do opowiedzenia, wciąż zadziwia i intryguje. A odpowiadając na pytanie, które wielokrotnie mi zadawano - kim jest Mario? - odpowiem - przyjacielem, takim prawdziwym, przez duże P.    



Tak się złożyło, że kiedy pisałam ten artykuł, podszedł Tomuś z prośbą, aby skontrolować mu pracę domową. Popatrzcie:



Słówko na dziś to ZAUFANIE - po włosku FIDUCIA


6 komentarzy:

  1. Oj, dobrze, że Mario nei był jadowity, dobrze!!

    Moim (nie)skromnym zdaniem ten post zawiera ogromny błąd merytoryczny, bowiem opisów wydaje się, że jest juz od jakiegoś czasu RODZINĄ. Taką, co to nie tylko na zdjęciu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie! ;) znalazłam, postanowiłam, że przekopię blog w poszukiwaniu posta o Mario. Robię to już od ładnych paru dni i byłam już w 2015 roku, ale coś kazało mi wrócić. Nie wiem jak to się stało, ale otworzył mi się grudzień 2012. Co za ulga :)
    Pozdrawiam Aneta G

    OdpowiedzUsuń

Drukuj