wtorek, 26 stycznia 2016

Artysta niedoceniony


Przede mną, wolnym krokiem, lekko kulejąc idzie starsza pani. Nogę w kostce ma spuchniętą, a przez czarne pończochy prześwituje bandaż. Wyprzedzam ją zeskakując z chodnika na ulicę i dalej maszeruję dziarskim krokiem w kierunku domu. 
- Może cię podwieźć? - słyszę nagle za plecami.
Starsza pani uśmiecha się serdecznie i niemal ze współczuciem ogarnia spojrzeniem moje torby z zakupami . 
- Idziesz do Biforco, prawda? - mówi sadowiąc się w małej toyocie. - Podwiozę cię, bo chyba ci ciężko.
- Tak idę do Biforco - uśmiecham się na tę małą troskę o mnie ze strony zupełnie nieznanej mi kobiety. - Bardzo dziękuję, ale pogoda jest ładna, nawet jeśli zakupy ciężkie, chętnie zrobię jeszcze te kilka kroków. Dobrego dnia!
- Dobrego dnia tobie również - starsza pani posyła mi jeszcze jeden uśmiech i zaraz odjeżdża.

Czym ona się znów tak ekscytuje - pomyślą pewnie niektórzy, co w tym wielkiego, że ktoś chciał kogoś podwieźć? Odpowiedź jest prosta - to chyba ta potrzeba zwykłego ludzkiego ciepła sprawia, że wciąż ściska mnie w gardle przy każdym nawet najmniejszym wyrazie sympatii czy troski.


Stawiam torby na tarasie i otwieram drzwi. Po drugiej stronie Lamone widzę sąsiada z jego wiernym psem, tego samego, z którym kiedyś stałam nad brzegiem rzeki i podziwiałam dywany fiołków. Obchodzi swój prawie martwy o tej porze roku ogródek, z jedną zaledwie, samotną kępą czarnej kapusty. Godzinę temu był w warsztacie pochylony jak zawsze w szarej chmurze pyłu, z dłutem nad swoimi kamieniami. Teraz pewnie wrócił do domu na obiad i podczas gdy żona przygotowuje jedzenie, on spaceruje planując już wiosenne prace. Tak myślę...
I kiedy tak stoję wpatrzona w ten swojski obrazek, sąsiad podnosi głowę i pozdrawia mnie szarmanckim ukłonem uchylając przy tym kapelusza, zawsze wita mnie w ten sposób... Nie można się nie uśmiechnąć ...
Drobne chwilki, całkiem maleńkie... Ale przecież nie wszystkie muszą być imponujące i spektakularne jak wielkie dzieła sztuki. Te zwyczajne, codzienne są jak delikatne szkice albo jak rozmyte miękko akwarele sprzedawane na piazza słynnych miast. Trudno czasem oderwać od nich wzrok. Artysta wciąż jest mało doceniany -artystą jest samo życie.
A dla Was na dobry początek dnia dwa spojrzenia na moją ukochaną, czarującą szemraniem rzekę - Lamone.

IMMAGINE - to znaczy OBRAZEK (wym. immadżine)

7 komentarzy:

  1. Kasiu- Twoje pisanie to literatura wzruszająca,pouczająca,taka która nigdy się nie zestarzeje i wreszcie to LITERATURA PIĘKNA-jak piękna jest TWOJA DUSZA !!!
    Przeczytałam 2 razy i łezka spłynęła mi po policzku ... też ciągle wzruszam się wszelkimi,drobnymi odruchami ludzkiej życzliwości i dobroci.
    Pisz dla nas Kasiu pisz ,poranki z Tobą są niezwykłym przeżyciem,magią,plastrem miodu na serce...
    Uściski serdeczne od Lucyny z Wodzisławia Śl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja... W 100%. Ja zawsze wyczekuję kolejnych wpisów i ciągle jestem zauroczony tym pisaniem Kasi. M.

      Usuń
    2. Jesteś promykiem słońca ,aniołem zesłanym nam ku pokrzepieniu i radości . Wzorem uważności i dobroci!
      Marta

      Usuń
  2. Jesteś promykiem słońca , aniołem dobra wszelkiego zesłanym nam ku pokrzepieniu. Wzorem uważności i dobroci!
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. OOO jakie tu cudne komentarze i słodziuchy, to ja to trochę zaostrzę papryczką chili czy też chilli i powiem dosyć tych przyjemności i niech autorka dalej tak cudnie nam tu ze zwykłego dnia robi wrażliwy na dobroć. Do roboty! Czekamy!
    P.S. Ja strasznie się cieszę Lucynko jak Ciebie tu czytam, że kibicujesz i podobnie czujesz i też pozdrawiam. Michał też pozdrawiam.
    A o.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja Ciebie serdecznie pozdrawiam.Jak fajnie ,że mamy Kasię !!!

      Lucyna S.

      Usuń

Drukuj