czwartek, 26 lipca 2018

Kieszenie pełne orzechów


Jest późny wieczór, słońce znika powoli za wzgórzami, a nasze cienie coraz bardziej wyciągają się na asfalcie. Cień środkowy, czyli mój jest najmniejszy. Jak to się wszystko szybko zmienia. 
- Masz jeszcze trochę orzechów? 
- Zobacz, mam tak wypchane kieszenie, że wyglądam jak żołnierz - Mikołaj staje w bojowej pozycji i pokazuje nasze łupy. 
Przy drodze do Castagno Vecchio, gdzie Mario robi pizzę, rosną leszczyny. Orzechów na nich teraz tyle, że można zwariować ze szczęścia. Zrobiliśmy skok na jedną z nich, tylko ani torby, ani nic, w co można by było je zabrać, a więc Mikołaj zaraz zrobił użytek z przepastnych kieszeni swoich bojówek. 
Idziemy teraz jak takie wiejskie dzieci, dzieci z Bullerbyn, dzieci beztroskie, łupiemy orzechy na asfalcie i zajadamy takie świeże, bielutkie z apetytem.
- Daj jeszcze jednego.
- Nic nam nie zostanie na Sherlocka!
- O nie, w łóżku orzechów jeść nie będziemy! 
- Ja też wolę tak - wtrąca się Tomek. - Daj jeszcze po trójeczce.



Tomek zaczął czytać kryminały Nesbo. To tak jeszcze w kwestii zmian. Znów rozmawiamy o książkach, filmach i podróżach. Tak wielką radość mam z tych wspólnych wieczorów, że jednocześnie zalewa mnie rozpacz, bo oto lipiec już stary i zmęczony przysiada na walizkach i szykuje się, by zejść ze sceny. A przecież dopiero był maj i czerwiec ... Wszystko szast prast i zaraz półmetek wakacji. Czas bezczelnie śmieje się nam w twarz.

 

Nim docieramy do Biforco przychodzi nam do głowy jeszcze jedna zabawa. Zagadki z bajkowych i filmowych tekstów. 
- "Życie jest jak pudełko czekoladek" - zaczyna Mikołaj.
- Eee to za łatwe! Forrest!
- "Jeśli całe życie będziesz robił to czego chcą inni, nie warto żyć".  
- To też łatwe. Mine Vaganti.
- "Nieważne jaki to pociąg, ważne żebyś dojechał nim tam gdzie chcesz".
- Ten jest piękny! Oczywiście to Ekspres polarny! 
Itd itp...

***
Tuż przed Biforco spotykam starszą kobietę, którą widziałam zawsze w towarzystwie "mojego" poety. Już dwa razy miałam zamiar podejść i zapytać co stało się z Ivo. Nie widywałam go już od kilku miesięcy. Powstrzymywała mnie jednak obawa, że to moje zainteresowanie może być odebrane jako wścibstwo, a przecież to zwykła ludzka troska. 
Tym razem, kiedy widzę samotnie spacerującą kobietę zbieram się na odwagę, tym bardziej, że i okoliczności przyrody bardziej przyjazne niż gwarny plac miasteczka, czy środek głównej ulicy.
- Buona sera. Chciałam o coś zapytać. Proszę tylko nie odebrać tego jako ciekawość, to zwykła troska. Chciałam zapytać co się dzieje z poetą Ivo. 
- Ivo zmarł dwa miesiące temu - odpowiedziała kobieta.
- Och nie... Tego się obawiałam, ale z drugiej strony nie widziałam żadnych nekrologów, więc łudziłam się, że może wyjechał. 
- Nekrologów nie było, bo Ivo nie był stąd. 
- Wiem, pamiętam opowiadał mi dużo o sobie
- Trudne były dla niego ostatnie miesiące. Najgorsze było to, że nie miał już siły mówić, a pani na pewno wie, jak bardzo lubił rozmawiać, bajać, opowiadać.
- Wiem doskonale. Zawsze przystawał przy moim domu i kiedy widział mnie pracującą w ogrodzie, przysiadał na chwilę rozmowy. Zawsze taki serdeczny.

Żegnam się z kobietą i życzymy sobie nawzajem miłego spaceru. Życie toczy się swoim torem. Nie ma już mojego poety, nie ma mojego sąsiada, z którym podziwiałam dywany fiołków, obawiam się też, że wkrótce zabraknie innego sąsiada, bo widzę jak gaśnie dzień po dniu...
Dlatego tak bardzo cieszę się chwilami z chłopcami, tymi zwykłymi, codziennymi... Chwilami, kiedy cienie kładą się na asfalcie, kiedy czuję uścisk dłoni już większej od mojej, kiedy usta wypełniają się smakiem świeżych orzechów...

ORZECH LASKOWY to po włosku NOCIOLA (wym. nociola)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj